niedziela, 12 lutego 2012

8.


                                                                                       {perspektywa Ivy}

                Dochodziła czwarta w nocy, a ja wciąż nie mogłam zasnąć. Było bardzo gorąco, otwarłyśmy okno. Wiele to nie dało. Leżałam na środku, przez co było jeszcze bardziej ciepło. Chłopcy wzięli jedyny wiatrak w tym domu. Gorąc nie był jedynym powodem przez, który nie mogłam zasnąć. Męczyły mnie wyrzuty sumienia za to co zaszło na tej imprezie ze Scottem... Nie dość, że okłamałam najlepszą przyjaciółkę, to jeszcze zdradziłam najcudowniejszego chłopaka jakiego kiedykolwiek miałam. Dręczyło mnie czemu nie powiedziałam Victorii prawdy, gdy rano chciała ze mną porozmawiać. W sumie, kto normalny powiedziałby przyjaciółce „Słuchaj prawie przespałam się z chłopakiem naszej przyjaciółki”. Victoria zawsze uważała mnie za dobrą i miłą dziewczynę. Gdyby wiedziała co ja wyprawiałam, gdy ona się przeprowadziła. W głowie siedziały mi tylko imprezy, chłopcy. Parę razy zgarniała mnie policja. Dlatego postanowiłam, że pojadę do Vic, żeby zacząć wszystko od nowa. Aby powróciła stara ja. Nawet mi się to udało. Problem w tym, że prawda i tak wyjdzie na jaw, tak jest zawsze, a wtedy moja najlepsza przyjaciółka przestanie mi ufać. Popatrzyłam na Victorię, spała obrócona w moją stronę i coś pomrukiwała pod nosem. Uśmiechnęłam się. Może wszystko się ułoży, jedno jest pewne, prawdę musi poznać ode mnie. Tek będzie najlepiej. Wstałam i tak już nie zasnę, pomyślałam. Zeszłam na dół i wyszłam na plażę. Piękne miejsce, pomyślałam. Gwiazdy przykrywały praktycznie całe niebo. Wdychałam świeże powietrze i myślałam o Loganie. Zaczynało świtać. W życiu nie widziałam czegoś tak pięknego.

                                                                                    {perspektywa Jeva}

                Leżałem i myślałem o Tory. Skąd ona się wzięła na Hawajach? – to pytanie zadawałem sobie odkąd ją zobaczyłem. Na szczęście mnie nie zauważyła. Miasteczko jest naprawdę małe, więc spotkamy ją prędzej czy później... Tory zaczęła mi uprzykrzać życie, gdy mój tata i jej matka postanowili się pobrać. Moja kochana siostrzyczka... Ja cieszyłem się, że tata wreszcie będzie mógł być szczęśliwy. Ona nie za bardzo, dlatego została w Stanach. Nie wspominałem Vic, że mam siostrę. Nie traktuję jej w ten sposób. Rodzeństwo powinno się kochać, Victoria i Jason są przykładem. Nie mają wspólnych więzów krwi, a oddaliby za siebie wszystko. Muszę powiedzieć o wszystkim Victorii. Nie chcę aby moja niby siostra skrzywdziła dziewczynę, którą kocham.

                                                                                  {perspektywa Victorii}

                Obudziło mnie słońce. Popatrzyłam na zegarek, była dziewiąta. Zauważyłam, że Ivy nie było, trochę dziwne, bo to największy śpioch z nas wszystkich. Popatrzyłam przez okno. Wiał delikatny wiatr, więc może dzisiaj nie będzie tak duszno. Zeszłam na dół i otworzyłam lodówkę, aby zrobić sobie jakieś pyszne śniadanko. Oczywiście wszystko zostało wyżarte. Na szczęście było jeszcze masło orzechowe. Zrobiłam sobie kanapkę i usiadłam przy naszym małym stoliczku. Nagle przez drzwi balkonowe weszła Ivy. Była cała mokra.
- Surfowałaś? – zapytałam.
- Nie. Tak po prostu poszłam sobie popływać – powiedziała, nie patrzyła mi w oczy. Znak, że chcę mi coś powiedzieć, ale nie wie czy to odpowiedni moment.
- Możesz mi powiedzieć nie wstydź się – popatrzyła na mnie. Wzięła głęboki wdech, po czym usiadła koło mnie i zabrała jedną z moich kanapek.
- Jeszcze nie teraz, muszę się na to dobrze przygotować – blado się uśmiechnęła – kocham cię.
- Ja ciebie też. To chyba nie to co chciałaś mi powiedzieć.
- Nie. Obiecuję, że ci powiem, ale jeszcze nie teraz.
- Dobrze. Muszę iść na zakupy, jak te głodomory wstaną i zobaczą, że nie nic do jedzenia to może się to źle skończyć. Idziesz ze mną?
- Nie zostanę, muszę pogadać z Loganem.
- Boże jesteś w ciąży?! To chciałaś mi powiedzieć? – wstałam.
- Co? Nie! Chodzi o coś innego – popatrzyła na mnie dziwnie, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Dobra to ja idę się ubrać – ubrałam koszulkę na ramiączkach i luźną spódniczkę. Założyłam japonki. Po drodze do wyjścia wzięłam jeszcze portfel.
- Tylko nie zapomnij wstąpić po drodze do tej dobrej piekarni i kupić te dobre babeczki! – krzyknęła do mnie Ivy z tarasu.
- Nie zapomnę, sama mam na nie ochotę – wyszłam na zewnątrz. Do sklepu nie było daleko, a piekarnia była zaraz obok. Okolica bardzo mi się podobała. Panowała tu miła atmosfera, ludzie byli tu przyjaźni i bardzo spontaniczni. W Irlandii było podobnie, ale tu przynajmniej było ciepło i nie padało. Minęłam kilka przecznic aż trafiłam na ulicę, gdzie był sklep i piekarnia. Weszłam do środka sklepu. Właścicielka od razu mnie miło przywitała:
- Cześć słodziutka, w czymś ci pomóc? – była malutka i pulchniutka. Z twarzy było widać, jaką jest miła osobą.
- Nie trzeba poradzę sobie – uśmiechnęłam się. Przeszłam między półkami, wzięłam trochę owoców i warzyw. Postanowiłam, że zrobię dzisiaj spaghetti, dlatego wzięłam makaron i inne potrzebne składniki. Pomyślałam, że nie będę brała dużo jedzenia, bo i tak wszystko zniknie w dwa dni. Szukałam ulubionego rodzaju orzeszków Scotta. On to był wybredny. Przez przypadek jedna paczka spadła mi na ziemię. Podniosła ją jakaś dziewczyna.
- Dziękuję – powiedziałam.
- Żaden problem – też się uśmiechnęła, ale było to trochę sztuczne. – Jestem Tory – powiedziała brunetka, miała na sobie białą sukienkę co bardzo kontrastowało z jej opaloną skórą.
- Victoria – odpowiedziałam.

                                                                                 {perspektywa Jeva}

                Jedliśmy śniadanie z July. Chłopcy jeszcze spali. Nie było zbyt dużego wyboru tylko masło orzechowe i pomidor. Jako, że masło orzechowe lubiłem tylko ja, Victoria i Ivy. July jadła kanapkę z samym pomidorem. Dostałem sms’a:
Witaj braciszku! Jest mi przykro, że tak mnie tak wczoraj olałeś i nie przedstawiłeś mi swojej ślicznej dziewczyny. Co za szczęście, że jest w tym samym sklepie co ja! Muszę z nią koniecznie porozmawiać!
Buziaki, Tory.
                Kanapka spadła mi na spodnie. Przekląłem pod nosem. Starłem to szybko. Powiedziałem, że zaraz wrócę. Szybko wyszedłem z domu i pobiegłem w stronę sklepu. Cóż jedzenie, a potem bieganie nie jest dobrym połączeniem, ale nie zwracałem na to uwagi. Tory nie jest normalna i nie mówię tego w dobrym znaczeniu. Napisałem szybko do Victorii:
Rozmawiasz teraz z dziewczyną o imieniu Tory. Cóż musimy o niej porozmawiać. Powiedz jej, że musisz iść.
Wysłałem i pobiegłem dalej.

                                                                          {perspektywa Victorii}

                Dziewczyna była trochę dziwna. Kipiało od niej fałszerstwem. Umiem to rozpoznawać po moich przejściach z rodzinami zastępczymi. Komórka zabuczała w kieszonce mojej spódniczki.
- Cóż miło się z tobą rozmawiało, muszę już iść – chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ja wzięłam już koszyk i poszłam do kasy. Właścicielka kasowała zakupy, a ja przeczytałam sms’a. Był od Jeva. Co on jasnowidz jakiś? Cóż przynajmniej moja intuicja mnie nie zawiodła. Zapłaciłam i pożegnałam się i wyszłam. Sprawdzałam czy ta cała Tory za mną nie idzie. Na szczęście nikogo nie widziałam. Skręcałam w kolejną uliczkę, Jev nagle wyskoczył. Myślałam, że dostanę zawału.
- Myślałam, że z tym skończyłeś.
- Przepraszam – wziął ode mnie zakupy i ruszyliśmy w stronę domu, przedł od razu do rzeczy – widzisz Tory to tak jakby moja siostra...
- Że co? Mówiłeś, że masz brata.
- Bo mam, jej nie traktuję jak siostrę jest córką mojej macochy.
- Dlaczego mi o niej nie wspominałeś? – nie byłam zła. Jak to dzieje się w tych wszystkich filmach. Ja też nie powiedziałam Jevowi wszystkiego o moim życiu.
- Przepraszam, nie wiem czemu, ona próbuję mi zniszczyć życie. Gdy się przeprowadziliśmy, ona została w Stanach. Myślałem, że się od niej uwolniłem...
- Rozumiem.
- Nie jesteś zła? – zapytał zdziwiony.
- Nie będę robiła problemu z niczego. Ja też nie powiedziałam ci wszystkiego o mnie... – wracaliśmy do domu, a on mi opowiadał jak przez nią o mało nie został wyrzucony ze szkoły. Odwróciła wszystkich jego przyjaciół przeciwko niemu. Dziewczyna z nim zerwała, bo ona naopowiadała jej pełno historyjek wyssanych z palca. Gdy tak słuchałam tego wszystkiego, co raz bardziej rosła we mnie żądza przywalenia tej zdzirze.



PROSZĘ O KOMENTARZE!!!
Jutro znowu szkoła, więc rozdziały będę dodawała trochę rzadziej. 
 

sobota, 11 lutego 2012

7.


Zjedliśmy śniadanie była ósma rano, a słońce już mocno świeciło. Ruszyliśmy na plażę. Położyłam się na ręczniku Scott poszedł uczyć Ivy surfować. July była trochę zazdrosna. Logan też to zauważył, więc zaczął do niej gadać. Jev położył się koło mnie. Słońce miło ogrzewało moje plecy. Zasnęłam. Nagle poczułam, że ktoś mnie podnosi. Zostałam wrzucona do wody. Zobaczyłam tylko uśmiechniętą twarz Jeva.
- Lepiej uciekaj, twoje życie jest zagrożone! – krzyknęłam.
- Spałaś, a mi się nudziło – wzruszył ramionami, a ja popatrzyłam na niego wzrokiem mordercy, zaczął uciekać, a ja go goniłam. Wskoczyłam mu na plecy. Upadliśmy na ziemię. Leżałam na nim, a on się uśmiechnął.
- Wybaczysz mi?
- No nie wiem... – powiedziałam.
- Kocham cię.
- Myślisz, że jak powiesz kocham cię i uśmiechniesz się w ten sposób, że miękną mi nogi to ci wybaczę? – powiedziałam, a on mnie pocałował.
- Dobra wybaczam ci – powiedziałam.
                Siedzieliśmy na plaży do południa, a potem postanowiliśmy, że pójdziemy do miasta. Ubrałam szorty i luźną bluzkę. Poszliśmy do restauracji zjeść jakiś lunch. Ivy i Scott gadali o surfowaniu, a July patrzyła na nich znowu z zazdrością.
- Wieczorem pójdziemy na jakąś imprezę? – zapytał Logan.
- Czemu nie – powiedziałam.
                Pozwiedzaliśmy jeszcze trochę miasto, zrobił się wieczór, więc poszliśmy na imprezę. Siedziałam na kanapie z July.
- Nie przejmuj się nimi. Tylko się przyjaźnią – pocieszałam ją.
- A ty jak byś się czuła?
- Ufam Ivy, ona nie zrobiłaby czegoś takiego.
- Może masz rację. Przesadzam.
                Poszłam do łazienki. Nagle zobaczyłam Ivy i Scotta, którzy rozmawiali o czymś. Zatrzymałam się i przysłuchałam.
- Może lepiej żebyśmy im o tym nie mówili – powiedziała Ivy.
- Tak masz rację tak będzie lepiej... – zgodził się z nią Scott.
- Czyli przed chwilą nic nie zaszło? – dodała Ivy.
- Nic, a nic – uśmiechnął się chłopak, a Ivy pocałowała go w policzek. Nie mogłam w to uwierzyć. Ivy nie zrobiłaby czegoś takiego nikomu. Ona muchy by nie skrzywdziła. Głowa zaczęła mnie boleć. Po prostu super. Poszłam z powrotem do July, która tuliła się ze Scottem. Nie mogłam na to patrzeć powiedziałam im, że wracam do domu. Wyszłam z klubu i skierowałam się w stronę domu. Poszłam do naszej sypialni wzięłam jakiś dres i poszłam pod prysznic, ubrałam się i położyłam do łóżka, było koło pierwszej w nocy. Obróciłam się na bok i próbowałam nie myśleć o Ivy. Zamknęłam oczy. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do pokoju. Materac ugiął się pod tego kogoś ciężarem.
- Co się stało? – usłyszałam głos Jeva nad moim uchem.
- Nic głowa mnie boli...
- Mhmm i co jeszcze?
- Nic, tylko tyle.
- Vic znam cię, wybiegłaś stamtąd, jak oparzona – objął mnie, a ja powiedziałam mu co słyszałam.
- Może chodziło o coś innego, nie możesz od razu zakładać czegoś, jeśli nie jesteś pewna.
- Znam ten niewinny wzrok Scotta, gdy robił coś nieprzyzwoitego z dziewczyną.
- Pogadaj z Ivy. Możesz się mylić.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo znam Scotta i widzę, jak jest zapatrzony w July – głowa zaczęła mnie jeszcze bardziej boleć skrzywiłam się.
- Wzięłaś jakieś tabletki?
- Tak powinny zaraz zacząć działać – wtuliłam się w niego i tak zasnęliśmy.
                Obudziły mnie trzaski na dole. Popatrzyłam na Jeva spał w najlepsze. Wstałam, zajrzałam do drugiej sypialni, gdzie Logan, Scott i July głośno chrapali, zaśmiałam się pod nosem. Zeszłam na dół i zobaczyłam tłukącą się Ivy. Popatrzyłam na zegarek była siódma rano.
- Co ty robisz?! Obudzisz wszystkich – skarciłam ją.
- Sorki przed chwilą wróciłam.
- No nieźle. Muszę z tobą pogadać – wyciągnęłam z lodówki jakiś jogurt owocowy, usiadłam na kanapie. Ivy do mnie dołączyła.
- Co się stało słodka, jesteś w ciąży?
- Bardzo śmieszne, ha ha ha.
- No mów – powiedziałam jej o tym co słyszałam. Zaczęła się śmiać.
- Fuu! Błagam cię! Ja i Scott?!
- To co się takiego stało, że chciałaś aby nikt się nie dowiedział?
- Scott widział jak całowałam się z jakimś gościem i tyle.
- A co z Loganem?
- Ten koleś się na mnie rzucił, pomylił mnie z kimś, był lekko wstawiony i tyle. Przeprosił mnie.
- Coś nie chcę mi się w to wierzyć.
- Vic, wiesz, że taka nie jestem.
- No dobra – przyjaciółka przytuliła mnie. Włączyłyśmy telewizor, gadałyśmy i śmiałyśmy się.

                                        {perspektywa Jeva}
               
                Obudziłem się, zobaczyłem, że Victoria już wstała. Poszedłem pod prysznic i zszedłem na dół, gdzie zobaczyłem śmiejącą się Ivy z Vic. Czyli wszystko było w porządku. Victoria czasem za bardzo się wszystkim przejmuję. Gdyby mogła ratowała by cały świat. Wyglądała uroczo, jej brązowe włosy były rozczochrane od spania. Miała na sobie moją ulubioną koszulkę. Uśmiechnąłem się do nich i ruszyłem do lodówki, zrobiłem kanapkę dla mnie i Ivy, bo mnie poprosiła. Usiadłem obok nich. Dołączył do nas Logan. Wcisnął się między mnie, a Ivy, którą objął. Popatrzyłem na Vic, która się do mnie uśmiechała.
- Idziemy stąd? – szepnąłem, a ona jeszcze bardziej się uśmiechnęła. Wstaliśmy i poszliśmy się ubrać. Wyszliśmy na miasto po prostu się przejść.
- Miło jest uciec czasem od tych pajaców.
- W tej kwestii bardzo dobrze się rozumiemy – powiedziałem i ją objąłem. Dostała sms’a.
- Od kogo? – zapytałem.
- Od Jasona, pisze, że jest trochę chory. Biedny – powiedziała bez przekonania. Uśmiechnąłem się. Odpisała mu i poszliśmy dalej. Nagle zobaczyłem ją. Myślałem, że znalazła sobie inne hobby niż zatruwanie mi życia, widocznie jest inaczej. Myślałem, że będą to miłe wakacje...

Nie za bardzo podoba mi się ten rozdział, ale okej...
PROSZĘ KOMENTUJCIE!!!
Dziękuję też za te wszystkie komentarze, każdy bardzo się dla mnie liczy :3
Kończą mi się ferie, w poniedziałek szkoła... Znów będę musiała spotkać tych pajaców z mojej klasy... Skaczę z radości po prostu :/

środa, 8 lutego 2012

6.


Lekcje dłużyły się niemiłosiernie. Powiedziałam Ivy i July, żeby na mnie nie czekały po lekcjach, a one zaczęły się śmiać. Jev na mnie czekał przed szkołą, kiedy mnie zauważył uśmiechnął się do mnie.
- To jak, gdzie idziemy? – zapytałam.
- Może po prostu przejdziemy się po centrum miasta?
- Okej – zgodziłam się.
                Poszliśmy na lody, przez przypadek potknęłam się i cały mój deser wylądował na koszuli Jeva. Odegrał się i cały jego lód znalazł się na mojej twarzy. Zaczęliśmy się gonić, jak pięciolatki. Później poszliśmy do kafejki napić się kawy. Jev opowiedział mi co robiłam na tej imprezie. Chciałam się zapaść pod ziemię... Poszliśmy na plażę, gdzie posiedzieliśmy chwilę. Dochodziła szósta wieczorem. Szliśmy po plaży w stronę mojego domu. On objął mnie w pasie, uśmiechnęłam się pod nosem. Doszliśmy do mojego domu, było już ciemno. Przytuliłam go. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Odsunęłam się, a on mnie pocałował. Tym razem trochę dłużej niż poprzednio. Odwzajemniłam to.
                Weszłam do środka z rogalem na twarzy. Ivy siedziała na kanapie i czytała jakieś czasopismo. Spojrzała na mnie z nad gazety.
- Widzę, że randka się udała... – uśmiechnęła się.
- Gdzie Abey i Jason? – zmieniłam temat.
- Abey wkurzyła się, jak zobaczyła co Jason założył na siebie i wzięła go na zakupy.
- A ty nie poszłaś z nimi? Przecież kochasz zakupy.
- Ee tam wolałam poczekać na ciebie i zapytać, jak było?
- Bardzo miło.
- Pocałował cię? A tak widać to na twojej twarzy! Haha!
- O jacie nie pierwszy raz...
- Co?! Kiedy?! – zaczęła skakać po kanapie.
- Na wycieczce...
- I ty nic mi nie powiedziałaś. Nie żyjesz! Takie wiadomości masz mi przekazywać!
- Oj dobrze, dobrze. A ty i Logan?
- Noo jutro gdzieś mnie zabiera.
- To super!
                Przebrałam się w dres i zjadłam kolacje. Zaczęło nam się nudzić, więc włączyłyśmy telewizor, gdzie leciał program o muzyce country, a potem puścili parę piosenek. Dostałyśmy głupawki i zaczęłyśmy do niej tańczyć. Padłyśmy na kanapę i puściłyśmy jakąś brazylijską telenowele. Do domu wrócili Jason i Abey kłócący się o coś, a my ich uciszałyśmy, bo się wciągnęłyśmy.
- Nie! Fernando Rodrigo Montojez Ramirez! On nie mógł umrzeć! – krzyknęła Ivy.
- Dobrze, dzięki temu jego brat będzie mógł poślubić Ricarde De la Rezę – powiedziałam.
                Minęły dwa tygodnie. Stałam koło szafek rozmawiając z July, gdy nagle Jev podszedł do mnie i pocałował w policzek. Uśmiechnęłam się.
- Jest piątek może wpadłybyście dzisiaj do mnie, będzie też Scott i Logan – zaproponował Jev.
- Dobra – July od razu się zgodziła.
- To tak o czwartej będziecie?
- Tak – powiedziałam.
                Była trzecia więc poszłyśmy do domu Jeva. Nie mieszka z rodzicami, ma coś w rodzaju osobnego domku. Ma się za dobrze. Zadzwoniłyśmy do drzwi, a otworzył nam Jev bez koszulki coś przeżuwając. Wyglądał bosko.
- Już jesteście! – powiedział zdziwiony.
- Jak widać – odpowiedziałam.
- Sorry, ale ktoś wylał na mnie colę – popatrzył znacząco na Logana – już się ubieram.
                Weszłyśmy do środka. July od razu pobiegła do Scotta, a Ivy uśmiechnęła się do Logana, który palnął jakiś żart, a ona zaczęła się z niego śmiać, choć wcale nie był śmieszny...
                Ustaliliśmy, że zostaniemy na noc. Musiałyśmy trochę posiedzieć z Abey, która przez godzinę paplała o zabezpieczaniu się i niechcianej ciąży. A my mówiłyśmy, że o tym wiemy i że będziemy tylko oglądać filmy. Trochę jeszcze gadała, ale w końcu się zgodziła. Siedziałam w kuchni i robiłam popcorn, a Scott nasypywał chipsy do misek. Zaczęła mnie boleć głowa, więc poszłam na zewnątrz, aby powdychać trochę świeżego powietrza. Głowa powoli przestawała boleć. Doszedł do mnie Jev. Wyciągnął papierosa i zapalił.
- Mówiłeś, że rzucasz – powiedziałam.
- Na razie zmniejszam ilość.
- I jak ci idzie?
- Bardzo dobrze. Chcesz spróbować?
- Zwariowałeś?!
- Jezu, przecież nie uzależnisz się przy jednym zaciągnięciu – podał mi papierosa, a ja zaciągnęłam się i zaczęłam się krztusić. Jev zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne – powiedziałam i go uszczypnęłam. Nagle dołączyła do nas Ivy.
- Pięknie, pięknie. Sprowadzasz ją na złą drogę – uśmiechnęła się – chodźcie, bo będziemy oglądać film.
                Wszyscy zasiedliśmy na dużej kanapie i zaczęliśmy oglądać horror. Przerwaliśmy w połowie, bo podobno psułam nastrój moim śmianiem się z praktycznie każdej sceny. Nic nie poradzę, że film był dla mnie komiczny. Zaczęliśmy oglądać, „Kiedy dzwoni nieznajomy”. Obiecałam, że nie będę się już śmiała. W końcu zasnęliśmy. Ja na kanapie głowę miałam położoną na Jevie, koło niego spała Ivy przytulona do Logana, oboje głośno chrapali. Na ziemi spali July i Scott.
                Obudziły mnie czyjeś krzyki, gdy otworzyłam oczy zobaczyłam July goniącą z poduszką za Loganem. Jev siedział koło mnie głośno się z nich śmiejąc. Wzięłam jego rękę, żeby zobaczyć, która godzina. Dochodziła dziesiąta.
- Ktoś się nareszcie obudził – uśmiechnął się do mnie Jev i objął mnie ramieniem. Po paru chwilach wstałam i poszłam do kuchni coś zjeść.
                Reszta miesięcy minęła, jak z bicza strzelił. Ja i Jev byliśmy praktycznie nierozłączni. Aż nadszedł ostatni dzień szkoły. Wszyscy siedzieli wiercili się w ławkach, była to ostatnia lekcja. Nauczycielka z biologii nie odpuściła, jak reszta nauczycieli, którzy puszczali nam jakieś filmy. Ona się uparła, że pracujemy do końca roku. Siedziałam i gapiłam się w okno, nagle dostałam sms’a aż podskoczyłam. Popatrzyłam na telefon, sms był od Jeva, który napisał:
Scott szykuję niespodziankę :) – popatrzyłam na niego, a on uśmiechnął się przez co trochę zapomniałam, gdzie jestem. Ocknęłam się i odpisałam:
Wiesz co to?
Tak, ale nie myśl, że ci powiem... – szybko odpisał. Więcej nie odpisywałam. Zostało jeszcze dziesięć minut, na biologii to wieczność. Położyłam głowę na książce i zastanawiałam się co też Scott wymyślił. Nagle nauczycielka zapytała entuzjastycznie:
- Jakie znamy funkcje jądra komórkowego? – wszyscy popatrzyli na nią ospale. W końcu sama odpowiedziała sobie na pytanie. Zawsze tak jest. Napisałam do Ivy, która siedziała za mną:
Ciekawe co Scott wymyślił...
Szybko odpisała:
Po nim można spodziewać się wszystkiego :p
Oparłam głowę o ręce, oczy mi się zaczęły kleić. Troszkę mi się przysnęło. Nagle z błogiego stanu wyrwał mnie dzwonek. Wszyscy wybiegli z klasy jakby się paliło. Wszyscy wyszliśmy dostałam sms’a od Jasona, który napisał, że jest już w Australii z kolegami. Ma się zdecydowanie za dobrze. Poszliśmy do kafejki, gdzie spotkaliśmy się ze Scottem i Loganem.
- No więc co wymyśliłeś geniuszu – powiedziała Ivy.
- Wiecie mój tata ma domek letniskowy na Hawajach zaproponował mi spędzenie tam całych wakacji, więc pomyślałem, żeby wziąć też was.
- Ależ ty dobroduszny! – powiedziała July.
- No więc jak? – zapytał.
- Musimy się chyba najpierw spytać rodziców – powiedziałam.
- Mój tata już zadzwonił do wszystkich i się zgodzili jedyne co musicie zrobić to spakować się – powiedział Scott.
- Jedziemy na Hawaje! – krzyknęła uradowana Ivy. Wszyscy w pomieszczeniu zaczęli się na nią gapić.
                Wróciłyśmy z Ivy do domu z prędkością światła okazało się, że lot mamy o dziewiętnastej, a była trzecia w dodatku na lotnisko było z godzinę drogi. Ivy poszła do swojego pokoju, a ja do mojego, otworzyłam szafę i zastanawiałam się co wziąć. W końcu wkurzyłam się i wyciągnęłam wszystkie letnie ciuchy i wsadziłam do walizki. Dorzuciłam parę bluz i jeansów. Dopchałam jeszcze buty i kosmetyczkę. Jedziemy na całe dwa miesiące. Ledwo dopięłam zamek. Nagle Ivy krzyczała abym jej pomogła z walizką. Zrobiło się za dwadzieścia piąta. Chłopcy mieli już po nas przyjechać. Czekałyśmy, a Abey ciągle powtarzała, żebyśmy uważały na siebie i pisały często maile i czasami dzwoniły. W końcu przyjechał po nas minivan ojca Scotta, który miał nas zawieść na lotnisko. Mocno przytuliłam Abey i wsiadłam do samochody usiadłam koło Logana przy oknie. Wyruszyliśmy w drogę. Zleciało bardzo szybko bo wciąż się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Dojechaliśmy na lotnisko. Przeszliśmy przez odprawę. Lot oczywiście się opóźnił na ósmą. Czekaliśmy i czekaliśmy aż w końcu poszliśmy do samolotu siedzieliśmy po trzy osoby. Siedziałam z Jevem i Loganem, a za nami reszta. Zmusili mnie żebym siedziała na środku. Lot miał trwać około siedemnastu i pół godziny. Gadaliśmy chyba do jedenastej, potem wszyscy zrobiliśmy się senni i postanowiliśmy się pójść spać. Każdy z nas założył słuchawki, bo koleś przed nami okropnie chrapał. Położyłam się na Jevie i zasnęłam. Obudziły mnie turbulencje, była ósma rano według starego czasu. Popatrzyłam na Jeva, który słodko spał. Wzięłam z niego przykład położyłam na nim moją poduszkę, oparłam się i zasnęłam.
                Jev lekko mnie obudził mnie, popatrzyłam na niego ospale, a on się uśmiechnął i mnie pocałował.
- Proszę nie przy mnie - powiedział Logan – już lądujemy, tutaj jest dopiero wpół do czwartej nad ranem – dodał. Popatrzyłam przez okno i rzeczywiście wciąż było ciemno. Wyszliśmy z samolotu, odebraliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy w stronę czekającego na nas wujka Scotta, który miał nas zawieść do domu Scotta.
                Dojechaliśmy na miejsce, domek był naprawdę malutki. Weszliśmy do środka, gdzie od razu było się w malutkim salonie, a na lewo była kuchnia. Wyszliśmy na górę gdzie były tylko dwie małe sypialnie. Każda miała dwuosobowe łóżka.
- Mamy spać w trójkę na jednym łóżku? – zapytał się Logan.
- Łóżka są duże mają prawie po dwa metry szerokości zmieścimy się – pocieszał go Scott.
- Tak tylko, że pan Jev bardzo lubi się rozpychać – powiedział Logan.
- Ej wolałbyś być teraz w Irlandii, gdzie ciągle jest zachmurzone niebo – powiedział Jev.
- Możesz spać na kanapie jeśli chcesz tylko ona jest bardzo niewygodna wiem bo sam na niej spałem.
                Nikomu nie chciało się spać, więc zeszliśmy na dół i zaczęliśmy oglądać jakiś film w telewizji. Trochę mi się nudziło, więc postanowiła, że zrobię wszystkim śniadanie. Wujek Scotta zrobił nam zakupy, lodówka była pełna różnych pyszności. Zrobiłam chyba z dziesięć dużych kanapek i herbatę. Wszystko zniknęło nim się obejrzałam.
- Robisz najlepsze kanapki na świecie – powiedział Logan, a reszta zgodziła się z nim.
- No wiem, wiem – uśmiechnęłam się.



Dzisiaj już trochę dłuższy :)
Powoli będę kończyła to opowiadanie,ale mam już pomysł na następne i myślę, że będą tam chłopcy z One Direction, :D
PROSZĘ KOMENTUJCIE!!!!!!!!!







wtorek, 7 lutego 2012

5.


                                    (perspektywa Victorii)


Obudziło mnie ostre światło. Moja głowa pulsowała nie do wytrzymania. Popatrzyłam na budzik, była jedenasta. Właściwie, co się działo wczoraj? Zadałam sobie pytanie, pamiętam, że przyszliśmy na imprezę, potem zaczęłam coś pić, pamiętam, że spoliczkowałam Jeva. Może się do mnie przystawiał. Nagle rozległ się głośny huk w kuchni, a moja głowa zaczęła pulsować jeszcze bardziej. Opornie zeszłam na dół i zobaczyłam Jasona tłukącego się w kuchni.
- Błagam cię! Bądź trochę wyrozumiały, co?
- No sorki trzeba było tyle nie pić.
- Nie krzycz!
- Ja nie krzyczę. Pamiętasz, co się w ogóle działo wczoraj?
- Nie, tylko to, że spoliczkowałam Jeva.
- Co takiego? – Jason się dziwnie na mnie popatrzył.
- Jak wracaliśmy do domu to nas ciągle szturchałaś i chwytałaś za policzki, więc się nie dziwię, że go spoliczkowałaś – dodała Ivy, która nagle się pojawiła.
                Niedziela minęła trochę boleśnie, ale dałam radę. Gdy Ivy opowiedziała mi co wyprawiałam tej nocy zrobiło mi się bardzo głupio. Jev zadzwonił do mnie pytając, jak się czuję. To było miłe z jego strony.
                Nadszedł poniedziałek i niestety trzeba było wstać do szkoły... Pokój Ivy był jeszcze w czasie remontu, dlatego musiała spać ze mną. Nie wysypiałyśmy się przez to, bo zawsze gadałyśmy do późnej nocy. Otworzyłam oczy, głowa już tak nie bolała. Uśmiechnęłam się. Ivy chrapała, więc ją szturchnęłam, żeby wstała.
- Jeszcze pięć minutek i wstaję – powiedziała ospałym głosem i obróciła się na drugi bok. Ja poleżałam jeszcze minutę i wstałam, poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam. Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam Ivy, która zapadła w mocny sen i była rozwalona na całe łóżko.
- Ivy! – krzyknęłam – wstawaj, jest piękny dzień! – zaczęłam skakać po łóżku.
- No juuuuż – ziewnęła. Wstała i poszła do łazienki, a ja do kuchni zjeść śniadanie.
                Zdążyliśmy do szkoły na styk, jak zwykle zresztą. Poszłyśmy z Ivy na hiszpański i siadłyśmy na swoich miejscach. Lekcja minęła szybko, bo mieliśmy zastępstwo. Na przerwie Ivy poszła do July, a ja poszłam do mojej szafki po książki. Nagle ktoś mnie przytulił od tyłu.
- Jak tam króliczku? – usłyszałam głos Jeva.
- Co jaki zaś króliczku? Musisz mnie tak straszyć?
- No wiesz tyle się działo, a ty nic nie pamiętasz...
- Co?! Co ja robiłam, powiedz mi proszę! Jedyne co pamiętam to, że cię spoliczkowałam – powiedziałam, a on zaczął się śmiać – Matko jedyna, chcesz powiedzieć, że my... – uśmiechnął się, a ja zaczęłam panikować. Nigdy nic już nie wypiję, pomyślałam.
- Spokojnie nic nie zaszło – uspokoił mnie, a ja odetchnęłam z ulgą – trochę głupio wyszło, mogliśmy nie iść na tę imprezę... Chciałem z tobą pogadać, jak jesteś trzeźwa.
- To możemy iść, gdzieś po lekcjach.
- Wow, nie sądziłem, że mi to kiedykolwiek zaproponujesz.
- To jak?
- Okej możemy iść.


sobota, 4 lutego 2012

4.


                Nadszedł piątek wróciłyśmy z Ivy do domu i od razu pobiegłyśmy do mojego pokoju, było koło trzeciej, Ivy przeżywała to wszystko, jak mrówka okres.
- Dlaczego powiedziałaś mu, że nas też weźmiesz? Chłopak tu się nastawia na randkę, a ty mówisz, że nas też chcesz wziąć? – Ivy gadała i chodziła tam i z powrotem.
- Ale on też bierze kolegów nie chciałam się czuć samotnie... – Gdy Ivy usłyszała moje słowa zatrzymała się i poprawiła.
- To znaczy, że ja też muszę się ładnie ubrać... – Zaczęłam się z niej śmiać – Okej trzeba ci wybrać jakieś ładne ciuchy.
                Ivy przeszukała moją szafę i swoją walizkę dla mnie wybrała brązowe rurki, buty czarne wiązane, a na górę jeansową kurtkę, ona ubrała szare jeansy i sweter rozpinany. Zeszłyśmy na dół oznajmiając Abey, że wychodzimy, ona się zgodziła, pod warunkiem, że nie wrócimy późno. Zrobiło się po piątej, więc wyszłyśmy, była połowa września więc nie było nawet tak zimno, ale i tak ja wzięłam dodatkowy sweter, a Ivy skórzaną kurtkę. Po drodze spotkałyśmy July doszłyśmy pod park a Jev i jego kumple już na nas czekali, poczułam się na chwilę niepewnie, więc uszczypnęłam porozumiewawczo Ivy, na co ona się uśmiechnęła.
- Cześć wam – przywitał się Jev – no więc to jest Logan – wskazał na chłopaka, który miał brązowe, krotko ścięte włosy – a to Scott – wskazał na chłopaka o blond włosach – a to Victoria, Ivy i July.
                Po przedstawieniu się sobie poszliśmy do parku, gdzie odbywał się festyn, po zwiedzaliśmy trochę. Ivy ciągle się śmiała z Logana żartów, a jemu bardzo się to podobało. Scott dostał smsa, że u kogoś jest impreza. Jev spojrzał na nas pytająco. Była dopiero 19.30, więc w sumie mogłybyśmy pójść.
- Możemy iść, czemu nie – powiedziałam.
- Okej no to chodźmy – powiedział Logan, dom, w którym była impreza był niedaleko, więc szybko doszliśmy. Na zewnątrz było słychać głośną muzykę. Weszliśmy do środka, gdzie roiło się od ludzi. Od razu dostaliśmy do ręki piwo. Scott i July gdzieś znikneli, a Ivy poszła tańczyć z Loganem. Jasne zostawcie mnie samą, pomyślałam.
- Zaraz wrócę, za dwie minuty jestem – powiedział Jev i zniknął. Zostałam sama, jak palec. Postanowiłam, że poczekam na niego. Minęło z jakieś dziesięć minut, a jego dalej nie było. Wypiłam już cały kubek mojego piwa, więc chwyciłam następny i poszłam w głąb domu, szukałam jakiegoś ustronniejszego miejsca. Byłam zła, że się jednak zgodziłyśmy na to, żeby pójść. Chociaż one świetnie się bawiły. Zachciało mi się pić, w kącie salonu znalazłam stolik z napojami. Oczywiście jedynie piwo. Wzięłam następny kubek i poszłam szukać kuchni. Znalazłam ją, gdzie było tylko parę osób. Nagle jeden z kolesi do mnie zagadał:
- Ej laska napijesz się z nami czegoś mocniejszego?
- Nie dzięki.
- Oj no przestań. Drinki mojego wyrobu są najlepsze.
- Wolałabym jakąś colę – powiedziałam, a oni mnie wyśmiali.
- Widzę, że mamy tutaj grzeczną dziewczynkę! Chodź, rozluźnij się, nie będziesz żałowała. Boisz się?
- Nie, nie boję się – podeszłam do nich i napiłam się jego „drinku”, a później tak leciało, aż się rozluźniłam. Śmiałam się z moimi ziomkami, gdy nagle ten snob Jev przyszedł:
- Szukałem cię wszędzie.
- Czekałam na ciebie, ale ty nie raczyłeś się pojawić – nagle czknęłam – mój ty króliczku – Jev popatrzył się na mnie i pociągnął mnie za rękę – na razie ziomy – krzyknęłam do moich kumpli, czułam jakbym leciała, było mi tak przyjemnie ciepło i wszystko wirowało wokół mnie. Jev ciągnął mnie po schodach. Zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju i posadził na łóżku.
- Wiesz Jev życie jest takie piękne – czknęłam.
- A ty jesteś pijana.
- Oj tam zaraz pijana, jest mi po prostu wesoło, a ty mały nieszczęśliwcu nie umiesz się po prostu dobrzeee bawić – szturchnęłam go i czknęłam.
- Tak, tak – powiedział, a ja chwyciłam go za włosy.
- Ale masz mięciutkie włosy, wydawały się takie szorstkie, ale nie są haha!- Rozczochrałam mu włosy.
- Myślę, że powinnaś się położyć na chwilkę.
- Tak jest oficerze! – Jev zaczął się śmiać.
- No to kładź się.
- Teraz?! Tam jest impreza, a ja mam spać? Oszalałeś? – chuchnęłam na niego.
- Łoho ktoś tutaj troszeczkę przesadził – skrzywił się.
- Zanim pójdę spać, mam pewne pytanko – czknęłam – dlaczego mnie wtedy pocałowałeś co? Ciekawi mnie to od dłuższego czasuu...
- Hm... – Jev uśmiechnął się pod nosem.
- No powiedz mi! – Spoliczkowałam go po przyjacielsku.
- Cóż po pijanemu siły to ty nie masz...
- A może chciałbyś mnie teraz pocałować, co?
- Okej biorę cię do domu, teraz słuchaj trzymasz się cały czas mojej ręki i nie puszczasz dobra?
- Tak jest oficerze!
                Zeszliśmy na dół znaleźliśmy Ivy, July, Scotta i Logana.
- Musimy wracać ktoś tutaj troszkę przesadził... – Powiedział Jev, a ja czknęłam i się zawstydziłam.
- Masz rację, trzeba iść – powiedziała Ivy.
               
                                                                                       ****
                                                                        (perspektywa Jasona)

Była dwunasta w nocy Ivy i Vic jeszcze nie było. Dobrze, że o ósmej mama pojechała na nocną zmianę, bo by się im nieźle dostało. Nagle usłyszałem otwieranie drzwi, pierwsza weszła Ivy miała nieciekawą minę, rozglądała się za Abey.
- Spokojnie jest na nocnej zmianie – powiedziałem, a ona odetchnęła z ulgą. Nagle za nią wpadła Victoria pełna w skowronkach i tańcząca, krzycząc, że jest jakąś rusałką, za nią wszedł Jev.
- O co chodzi? – Zapytałem.
- Poszliśmy na imprezę i zostawiłem ją dosłownie na pięć minut prosząc by poczekała, wracam, a jej nie ma. W końcu znalazłem ją z jakimiś kolesiami i była już upita – wyjaśnił Jev.
- Jej niestety nie można zostawiać na pięć minut, wiem to, bo spotkało mnie coś podobnego – powiedziałem. Nagle Victoria zrzygała się na podłogę.
- No tak, zaczęło się – powiedziałem i dziękowałem Bogu, że mama jest na zmianie.
                Skończyło się na tym, że Ivy trzymała włosy Victorii, kiedy ona siedziała nad kiblem. Znalazłem jakąś gumkę i podałem Ivy, która szybko związała włosy Vic, ale i tak musiała ją trzymać, żeby wymiotowała wyłącznie do kibla. Wyszedłem z łazienki i poszedłem do kuchni, gdzie Jev robił herbatę Victorii, a ja wziąłem się za sprzątanie jej wymiocin z podłogi, co za zabawa. Parę chwil później Victoria leżała na kanapie, a głowę miała położną na kolanach Ivy i popijała herbatę zrobioną przez Jeva. Było około wpół do drugiej.
- Okej ja będę się zbierał – powiedział Jev.
- Rodzice cię zabiją – powiedziała Ivy.
- O to się nie martw, oni nie za bardzo zwracają uwagę, o której wrócę – powiedział, zabrał kurtkę i wyszedł.
- O której Abey kończy dyżur? – Zapytała Ivy.
- O czwartej, więc chodźmy lepiej już spać – powiedziałem i wziąłem Vic na ręce i zabrałem ją do jej pokoju i położyłem na jej łóżku. Dobrze, że Ivy umyła ją i ubrała w czysty dres, nie śmierdziała już gorzelnią. Ivy też już przebrana położyła się koło niej. A ja poszedłem do siebie.






piątek, 3 lutego 2012

3.



                Nadszedł dzień wycieczki, ja i Ivy miałyśmy zbiórkę o 7.00, więc nie byłyśmy z tego zbytnio zadowolone, pocieszeniem było to, że mogłyśmy ubrać zwykłe ubrania. Było trochę zimno, więc ja ubrałam przetarte jeansy rurki, botki na płaskim obcasie i luźny sweter przez głowę. Ivy ubrała też jeansy, ale do tego trampki i luźną bluzę. Byłyśmy na styk. Jechaliśmy pociągiem, nawet przez niedługi okres poznałyśmy z Ivy parę osób z równoległej klasy: July, Braisona i Jacka, byli naprawdę fajni. Jev się do nas nie przysiadł, nie żebym się tym przejmowała. Dojechaliśmy do miasta. Na dworcu powiedzieli nam, że możemy wstąpić do sklepu jeśli chcemy coś zjeść. Poszło parę osób w tym ja, Ivy została razem z July i jej kolegami, wracając ze sklepu pomyślałam, że wstąpię do łazienki. Gdy wychodziłam zobaczyłam Jeva, który też wychodził z łazienki.
- Śledzisz mnie?
- A co chciałabyś? – uśmiechnął się do mnie. Okej przyznaję od jego uśmiechu nogi trochę miękły...
- Dobra wracajmy do grupy – powiedziałam szybko. Poszliśmy w stronę miejsca zbiórki, ale nikogo tam nie było – no nie mów, że nie zauważyli, że nas nie ma?!
- Cóż może to i lepiej. Chcę ci się łazić z przewodnikiem tam i z powrotem?
- No dobra to co w takim razie będziemy robić?
- Tam jest jakaś kawiarenka napijemy się czegoś dobrego i będzie fajnie – wskazał palcem budynek naprzeciwko dworca. Poszliśmy w stronę kafejki, a mnie zastanawiało, dlaczego Ivy nic z tym nie zrobiła, nie powiedziała, że jeszcze mnie nie ma, poznała kogoś nowego i już o mnie zapomniała?
                Weszliśmy to kafejki, która było przytulnie urządzona. Zamówiliśmy sobie po kawie i usiedliśmy przy stoliczku w rogu.
- O której jest pociąg powrotny do Middletown?
- O 16.00, a jest 10.40... – odpowiedziałam.
- No to sobie posiedzimy, pogadamy... – spróbowałam zadzwonić do Ivy, ale nie odbierała, żeby aż tak mnie olewać? Rozmawialiśmy przez dwie godziny. Postanowiliśmy, że zobaczymy co jest w okolicy.
- To co dalej mnie nie lubisz? – zapytał nagle Jev.
- Nigdy nie powiedziałam, że cię nie lubię... – uśmiechnął się do mnie, a ja nagle dostałam czkawki, a on zaczął się ze mnie śmiać.
- Ej to nie jest śmieszne – znów czknęłam. Objął mnie w pasie, trochę dziwnie się poczułam, ale nie odsunęłam się, szliśmy, tak więc było nawet miło. Poszliśmy do paru sklepów, a potem do parku usiąść na trochę, gadaliśmy chwilę, minęło trochę czasu aż postanowiliśmy wrócić na dworzec, wstałam z ławki, on też nagle chwycił mnie za rękę i przyciągnął mnie do siebie, a nasze usta się zetknęły, w życiu całowałam się może z dwa razy, ale to było co innego... Odsunęłam się od niego, a on spojrzał na mnie dziwnie. Poczułam się dosyć niezręcznie i tak zleciało do 15.40, więc postanowiliśmy wrócić na dworzec żeby zaczekać na grupę. W końcu przyszli, a my dołączyliśmy do nich jak gdyby nigdy nic, nauczyciele nic nie zauważyli. Znalazłam Ivy i zapytałam:
- Dzwoniłam do ciebie, zauważyłaś może, że zniknęłam?
- No jasne, dlaczego miałabym nie zauważyć?
- To dlaczego nie odbierałaś?
- No wiesz zauważyłam, że Jeva też nie ma, więc pomyślałam sobie, że zostaliście specjalnie razem – mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
- Za kogo ty mnie masz?
- Uwierz mi, że nic nie straciliście – doszedł do nas nagle Jev – praktycznie spaliśmy na stojąco...  - Dziwnie się czułam przy Jevie po tym wszystkim. Mam nadzieję, że nie słyszał dlaczego Ivy nie odbierała moich telefonów... Wracaliśmy pociągiem, zaczął padać deszcz koło mnie siedziały Ivy i July, a naprzeciwko nas Braison i Jack nawet Jev siedział do nas dołączył czułam się bardzo niezręcznie, a jemu się to chyba podobało.
                Następnego dnia w szkole była przerwa na lunch, poszłam po drodze do szafki odłożyć książki nagle ktoś mnie uszczypnął w bok, aż podskoczyłam. Zobaczyłam, że to Jev.
- Co tam? – zachowywał się jakby wczoraj nic nie zaszło.
- Dobrze – odpowiedziałam krótko.
- Może poszlibyśmy, gdzieś w piątek... – zaczął bawić się moją marynarką, a ja popatrzyłam na niego pytająco.
-W piątek w parku jest ten festyn, więc pomyślałem, że moglibyśmy tam pójść razem. Będzie też parę moich przyjaciół.
- To może moi przyjaciele też będą mogli przyjść?
- No dobra skoro chcesz. To o szóstej przed parkiem? – zapytał, a ja pokiwałam głową. Poszłam na stołówkę i usiadłam koło Ivy i Jasona, July też się dosiadła. Zapytałam ich czy chcą iść na ten festyn, Ivy i July powiedziały, że chętnie pójdą, ale Jason i jego koledzy powiedzieli, że się im nie chce. Nie wiem, co ten Jev kombinował, ale zachowywał się dosyć dziwnie...

środa, 1 lutego 2012

2.

Szliśmy w ciszy, wdychałam świeże powietrze, uwielbiałam deszcz. Zwykle, kiedy jestem w domu i pada deszcz otwieram okno w moim pokoju i wdycham powietrze. Robię tak od małego, to trochę dziwne. Raz dostałam od tego szlaban, mieszkałam wtedy jeszcze z babcią, przeziębiłam się, a ona się zdenerwowała, że płaci za ogrzewanie, a ja otwieram okno, kiedy jest najzimniej. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Jeva:
- Daleko jeszcze do twojego domu?
- Jeszcze tylko ten zakręt i jesteśmy – odpowiedziałam.
- Mieszkacie na takim trochę odludziu.
- Abey nie lubi hałasu.
- Kto?
- Moja przybrana matka.
- Ach – zawstydził się to trochę dziwne to wyglądało na jego twarzy, ale dobra. Doszliśmy do zakrętu aż trafiliśmy pod mój dom, a właściwie domek, Abey kupiła go bardzo tanio, a dla trzech osób taki wystarczy. Mieliśmy mały płotek przed domem i duży ogród, wszędzie było dużo kwiatów i drzew. Nasz dom był pomalowany na biało.
- Jesteśmy – powiedziałam – dziękuję, ze odprowadzenie mnie do domu w tą ulewę.
- Proszę bardzo, nie wiedziałem, że są takie dziewczyny, które tak mało gadają  - szturchnęłam go.
- No to na razie – powiedziałam.
- Nie zaprosisz mnie do środka? – wywróciłam oczami.
- Okej, zechciałbyś wejść do środka, napić się czegoś ciepłego? – zapytałam od niechcenia.
- Z miłą chęcią – weszliśmy do środka, zdjęliśmy kurtki, zajrzałam do kuchni, gdzie siedziała Abey i czytała jakąś książkę.
- Cześć Abey!  - pocałowałam ją w policzek, do kuchni wszedł Jev. – Abey to jest Jev, Jev to Abey moja mama.
- Dzień dobry – przywitał się Jev, Abey uśmiechnęła się do niego, po czym spojrzała na mnie pytająco.
- Nauczycielka z francuskiego się rozchorowała, chciałam przeczekać ten deszcz, ale Jev miał parasol i mnie odprowadził.
- To miło z twojej strony – Abey uśmiechnęła się do Jeva – chcesz napić się czegoś ciepłego? Herbaty, kawy?
- Herbaty, jeśli można.
- Już się robi – Abey wstała szybko i zaczęła szukać herbaty – a ty skarbie też chcesz?
- Tak poproszę – odpowiedziałam. Nagle do kuchni wszedł Jason, spojrzał na Jeva.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka szybka – powiedział do mnie, a ja go spiorunowałam wzrokiem.
- Jason! – krzyknęła Abey.
- Cześć jestem Jason, brat Victorii.
- Jev – odpowiedział krótko chłopak.
- A więc skąd jesteś? – zapytał Jason.
- Mieszkałem w Londynie, ale urodziłem się w Michigan.
- Ciekawe, my jesteśmy z Chicago. A więc masz szesnaście lat – Jason zaczął robić przesłuchanie, z nim tak zawsze.
- Właściwie mam siedemnaście lat.
- To dlaczego chodzisz z moją siostrą do klasy?
- Musiałem na rok przerwać szkołę, ponieważ moi rodzice postanowili zwiedzić świat.
- Światowy chłopak – Jason zaczął kiwać głową. Nie wytrzymałam:
- Okej dość tego przesłuchania, herbata gotowa, proszę – podałam Jevowi herbatę. Chwyciłam swoją i zrobiłam porządny łyk. Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele. Piliśmy herbatę, Abey zadała parę mniej wścibskich pytań Jevowi. Jev wypił herbatę i powiedział, że musi już iść. Pożegnał się i wyszedł.
- Miły chłopak – powiedziała Abey.
- On tylko udaje – powiedziałam, zaczęła mnie boleć głowa, Abey od razu to zauważyła:
- Znów boli cię głowa idź się połóż, obiad ci potem odgrzeję.
- Dziękuję – powiedziała i poszłam do swojego pokoju, gdy tylko weszłam od razu się uspokoiłam. Mój pokój był pomalowany na biało, naprzeciwko drzwi było duże okno z widokiem na morze. Pod oknem było łóżko, które się prosiło, żeby do niego wejść. Po lewej stronie miałam biurko, które było trochę zabałaganione. Wszystkie meble były białe. W moim pokoju zawsze było przewietrzone, uwielbiałam spać przy otwartym oknie. Szybko ściągnęłam moją spódniczkę, koszulę i podkolanówki i ubrałam stary t-shirt z jakimś zespołem. Wskoczyłam do łóżka i zanurzyłam się w moje mięciutkie poduszki, nim się obejrzałam zasnęłam.
    Obudziły mnie jakieś huki, zeszłam szybko na dół, gdzie Jason zbierał garnki, które mu spadły. Odgrzałam sobie obiad i szybko go zjadłam.
    Cały tydzień minął bardzo szybko, w czwartek musiałam pomóc Alexowi przy geografii, nie wiedziałam, że jest taki ułomny... Miał problem ze znalezieniem Sahary i Peru, dlatego siedzieliśmy jakieś trzy godziny, nad mapą świata. W piątek nauczyciel angielskiego oznajmił nam, że we wtorek jedziemy do miasta Gorey na wycieczkę. Nikt za bardzo się nie cieszył, wszyscy byli tam jakieś pięć razy, jedynym pocieszeniem było to, że nie będziemy mieć lekcji. Jev ze mną w ogóle nie rozmawiał, a Kimberly tak się do niego przystawiała, że inni chłopcy chyba umarliby ze szczęścia. W sobotę Abey powiedziała, że idzie na ślub swojej koleżanki z pracy. Około południa, siedziałam z Jasonem przed telewizorem, nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, Abey popędziła do drzwi, spojrzeliśmy zdziwieni z Jasonem po sobie. Poszliśmy do drzwi i zobaczyliśmy Abey tulącą się do kogoś, okazało się, że to nasza kuzynka Ivy.
- Ivy! – krzyknęłam i przytuliłam blondynkę. Odwzajemniła uścisk i przytuliła Jasona.
- Co ty tu robisz? – zapytał Jason.
- Moja mama pojechała do Brazylii na rok, bo dostała taką ofertę, a ja nie za bardzo chciałam jechać, ciocia Abey powiedziała, że mogę przyjechać tutaj.
- Będziesz z nami mieszkała? – zapytałam podekscytowana.
- Tak i będzie chodziła z tobą do klasy – powiedziała Abey za Ivy. Nasza kuzynka to jedyna przyjaciółka jaką kiedykolwiek miałam. Jeszcze w Chicago była dla mnie bardzo miła, wszystkie modelki mogły by się schować przy niej. Miała długie, złociste, proste włosy, nie to co moje może i długie, ale szopiate przy okazji. Nie była dużo wyższa ode mnie, może o centymetr lub dwa. Miała na sobie luźny, beżowy sweter i stare wytarte jeansy. Wyglądało to dosyć uroczo.
- Zrobimy ci pokój w naszej graciarni, dzięki tobie zrobimy porządki, a na razie będziesz spała w pokoju Vic – ucieszyła się Abey. Popołudniu Ivy umalowała Abey, a ja ją uczesałam, na ślub. Włosy Abey sięgały do ramion, więc delikatnie je skręciłam i upięłam. Abey pospieszyła na ślub, Jason oznajmił, że idzie do Alexa. Ivy i ja poszłyśmy do mnie do pokoju.
- Masz prześliczny pokój! – krzyknęła Ivy, tu się nie sprzeciwiałam – mam masę filmów, zrobimy sobie babski wieczór co ty na to?
- Brakowało mi tego – powiedziałam przebrałyśmy się do jakiś dresów i starych koszulek, usiadłam przy mojej toaletce i rozpuściłam moje włosy.
- Masz takie śliczne włosy.
- Ja?! – zdziwiłam się.
- Zawsze chciałam mieć kręcone włosy, nie wiem dlaczego ty uważasz, że masz szopę – zaczęła się bawić moimi włosami.
- Bo mam...
- Nie przesadzaj, jedyne co potrzebujesz to trochę odżywki i tyle. Tęskniłam za tobą – zmieniła temat i przytuliła mnie.
- Ja za tobą też – powiedziałam. Zeszłyśmy na dół obejrzałyśmy trzy filmy, zjadłyśmy pizzę, potem doszedł Jason, był zły, że nie zostawiłyśmy mu ani jednego kawałka. W końcu wszyscy zasnęliśmy na kanapie. Rano obudziłam się, głowę miałam położoną na brzuchu Jasona, sofa była dosyć szeroka, więc Ivy leżała koło mnie. Wstałam i poszłam do kuchni zrobić sobie płatki. Chwilę później dołączyłą do mnie Ivy, która zaczęła robić sobie tosta. W poniedziałek o dziwo się nie spóźniliśmy. Po dzwonku weszłam z Ivy do klasy, ona przedstawiła się i usiadła w ławce za mną. Po trzeciej lekcji stałyśmy przy mojej szafce, gry nagle podszedł do nas Jev:
- Cześć wam, miło cię poznać Ivy.
- Ciebie również – odpowiedziała miło.
- A więc skąd się znacie?
- Victoria to moja kuzynka, ale właściwie jesteśmy dla siebie, jak siostry.
- To miło. Vic, naprawdę mi przykro, że się do mnie nie odzywasz...
- Ja?! To ty nie raczyłeś nawet do mnie podejść i pogadać, więc co ja mam się trudzić.
- To samo sobie pomyślałem. Może dałabyś mi w takim razie numer telefonu, żeby to się nie powtórzyło?
- Niezłe zagranie – powiedziałam, w końcu dałam mu ten numer, a on odszedł zadowolony.
- Coś mi się zdaję, że podobasz mu się... – powiedziała nagle Ivy.
- No błagam cię...
    Wracałam ze szkoły sama, bo miałam jeszcze francuski, postanowiłam, że podejdę jeszcze do biblioteki, kiedy zobaczyłam Jeva gadającego z jakimś facetem, obydwoje palili papierosy, no tak. Jev nie miał już na sobie mundurku tylko jeansy i koszule w czerwoną kratę. Poszłam do biblioteki, książka, której szukałam znajdowała się na najwyższej półce, stanęłam, więc na palcach próbując jej dosięgnąć. Nagle zobaczyłam, ze jakaś ręka ściąga moją książkę bez problemu, odwróciłam się szybko bez zastanowienia i zobaczyłam może z pięć centymetrów ode mnie uśmiechniętą twarz Jeva. Spuściłam wzrok.
- Przewodnik po Australii – przeczytał tytuł – wyprowadzasz się?
- Tam zaraz wyprowadzam, potrzebuję do szkoły.
- Myślałem, że omawiamy teraz Europę.
- To dla kolegi mojego brata, pomagam mu w lekcjach – oznajmiłam. A on pokiwał głową. Chciałam wziąć od niego książkę, ale on cofnął rękę przez co się potknęłam i wpadłam prosto na niego. On leżał na ziemi, a ja na nim po prostu pięknie.
- Jeśli chcesz możemy iść w bardziej ustronne miejsce – popatrzył na mnie zalotnie.
- Już lecę – powiedziałam ironicznie. Wstałam i zabrałam książkę.
- Oj żartuję sobie tylko.
- Musisz zawsze sprawiać, że czuję się niezręcznie...
- No cóż taki już jestem.
- Okej muszę już iść – odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę kasy.
- Z kim będziesz jutro siedziała w pociągu?
- Z Ivy.
- No tak, no tak. Będę mógł się przysiąść jakby co?
- Nie będziesz chciał usiąść z Kimberly?
- Nie dziękuję, jak usiądę to pomyśli, że chcę się z nią umówić.
- A nie chcesz? – zapytałam. Spojrzał na mnie porozumiewawczo. Wyszliśmy z biblioteki i poszliśmy w stronę mojego domu.
- Znów mnie odprowadzasz?
- A nie mogę? Po za tym do mojego domu idzie się w tym samym kierunku.
- Mmm...
- Mogę zadać ci pytanie?
- Czemu nie?
- Dlaczego przeprowadziłaś się z Chicago?
- Abey chciała wrócić do swoich korzeni, po za tym tutaj lepiej się czuje po śmierci mojego przybranego ojca, Traviego.
- Byłaś w domu dziecka?
- Em... Nie. Mój ojciec odszedł, gdy dowiedział się, że moja matka jest w ciąży. Zaraz po urodzeniu mnie, oddała mnie babci, gdy miałam dziesięć lat babcia zmarła. Byłam w dwóch rodzinach zastępczych aż w końcu trafiłam na Abey i Traviego, którzy byli na początku moją rodziną zastępczą przez dwa lata i postanowili, że mnie adoptują, miesiąc później Travie miał wypadek i zginął. Oto historia mojego życia teraz ty możesz coś powiedzieć na swój temat.
- Co tu dużo gadać, mogę jedynie powiedzieć, że moja rodzina jest idealna zdaniem moich rodziców. Mam starszego brata, który studiuje w Oxfordzie i ode mnie oczekują tego samego – wyciągnął papierosa.
- Nie ciekawie... – patrzyłam jak zapala papierosa zapalniczką.
- Przepraszam, złe nawyki ze starej szkoły.
- Okej, rób co chcesz... – doszliśmy do mojego domu pożegnaliśmy się, a ja weszłam do środka, gdzie zastałam Ivy biegającą z suszarką krzycząc „moja suszarka” i Jasona uciekającego przed nią. Ściągnęłam granatową marynarkę, odwiesiłam na wieszczku.
- Wiesz co on zrobił?! Zepsuł moją suszarkę! Rozumiesz?! – krzyknęła mi do ucha Ivy.
- Spokojnie, przecież ja mam suszarkę – odpowiedziałam spokojnym głosem.
- Ale moja była przywieziona z Francji!
- Spokojnie moja się wiele nie różni – uspakajałam ją.
- No dobrze, dobrze...

                                                            ******

Dziękuję z komentarze! Zrobiło mi się bardzo miło :)
Proszę piszcie co sądzicie o następnym rozdziale.
Przepraszam za moje błędy. :) Jestem tu nowa więc jeśli coś jest bezsensu albo coś się nie spodobało piszcie!