|Grace| 19 Września
Minęło parę dni, a Zayn praktycznie w ogóle ze mną nie rozmawiał, co jedynie czasami zadzwoniłam do niego, ale po minucie mówił, że jest zajęty i nie ma czasu, żeby rozmawiać. Byłam zdenerwowana i trochę smutna, że już go nie obchodzę.
Chłopcy właśnie byli na sali treningowej, gdzie ćwiczyli do trasy. Wkurzona weszłam przez bramę, aby porozmawiać z moim "chłopakiem", oczywiście najpierw zatrzymał mnie jakiś ochroniarz.
- Przykro mi, ale teraz sala jest zamknięta.
- Tak wiem. Tam jest mój chłopak i muszę z nim koniecznie porozmawiać.
- Doprawdy? - popatrzył na mnie kpiąco. Pewnie uznał mnie za jakoś psycho-fankę, która koniecznie chce się z nimi zobaczyć. W pewnej chwili podszedł do nas jeden ze znanych mi ochroniarzy, mówiąc, że mogę iść. Zadowolona weszłam do środka i poszłam schodkami na górę. Usłyszałam krzyki i wrzaski chłopaków.
- Grace? - wszyscy zastygli.
- Gdzie on jest?! - podparłam się rękami.
- Na balkonie - Harry szybko mi odpowiedział. Wyminęłam ich i poszłam w miejsce, które mi wskazano. Zayn stał oparty o barierkę z papierosem w ustach.
- Wiesz zwykle jak się ma dziewczynę to się chociaż do niej piszę sms'a! Jeszcze rozumiem gdybyśmy mieszkali w różnych miastach. - powiedziałam na jednym wdechu, a Zayn popatrzył się na mnie - spróbujesz się jakoś wytłumaczyć?
- Niedługo wyjeżdżamy, ostro ćwiczymy. To nie jest takie proste... - oglądał swoje buty.
- To dziwne, że Liam ma czas rozmawiać ze mną codziennie - splotłam ręce.
- To w takim razie niech on będzie twoim chłopakiem - odwrócił się ode mnie.
- Co się z tobą dzieje?! - szturchnęłam go za ramię - odkąd wróciłeś do tych swoich kumpli, zacząłeś się dziwnie zachowywać, zacząłeś znowu palić, a w gazetach ciągle piszą o twoich imprezach i jak po pijaku wracasz do domu - Mulat stał z grobową miną, a ja poczułam łzy pchające mi się do oczu - znudziłam ci się, robię coś nie tak? Poznałeś kogoś? Jakąś ładną, cycatą blondynę?
- To tylko koleżanka, z którą chodzę na imprezy - mruknął.
- Jak chcesz. Nie wiem czemu zawsze muszę sobie wybierać chłopaków, którzy ciągle imprezują i wyrywają każdą możliwą laskę. Myślałam, że jesteś inny ale się myliłam jesteś taki sam jak Jay.
- Nie porównuj mnie do niego! - krzyknął.
- Cóż taka jest prawda.
- Przepraszam ten tydzień był kiepski.
- Owszem - czekałam w niepewności aż podejdzie i spojrzy mi w oczy, a potem przeprosi i pocałuje, ale nic takiego się nie stało - pamiętasz jeszcze, że ja w ogóle istnieję? Myślałam, że coś do mnie czujesz...
- Przestań dramatyzować - wywrócił oczami, a ja poczułam, że się we mnie gotuje.
- Już sobie idę - uśmiechnęłam się sztucznie - znajdź sobie w tej Australii jakąś laskę, którą tak szybko się nie znudzisz. Ja sobie daruję. Życzę ci miłego życia Zayn - moje oczy były zaszklone, chciałam już wyjść, on mnie chwycił za rękę, ale się wyrwałam i wyszłam. Chłopaki krzyczeli coś do mnie, ale już ich nie słuchałam tylko szybko ruszyłam w stronę mojego domu.
|Zoey|
Dochodziła druga po południu, a ja siedziałam przed telewizorem okropnie się nudząc. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Leniwie wstałam z kanapy i poszłam otworzyć.
- Harry, zaczynam się ciebie bać, pojawiasz się u mnie codziennie z tym swoim szalonym uśmieszkiem.
- Bo ja jestem szalony - zaczął się śmiać, wszedł do środka, a raczej się wepchał, wziął moją kurtkę - no ubieraj się, jedziemy - wcisnął mi okrycie i poszedł do kuchni, gdzie od razu zajrzał do lodówki. Wyciągnął kurczaka i zaczął go jeść.
- Myślałam, że jesteście na próbie.
- Skończyliśmy wcześniej, bo nie dało się normalnie pracować. Grace dziś do nas przyszła i ostro się pokłóciła z Zayn'em - patrzył się na kurczaka. W końcu go odłożył - no chodź, jedziemy.
- Ale gdzie?
- Niespodzianka - zachichotał.
- Nienawidzę niespodzianek....
- Nie obchodzi mnie to - pociągnął mnie za rękę i już nas nie było.
Jechaliśmy autostradą, Harry włączył radio, gdzie akurat leciała ich piosenka.
- O tak - Hazza się ucieszył.
- O nie - odpowiedziałam i wyłączyłam sprzęt.
- Hej! - włączył je z powrotem, po czym ja je wyłączyłam.
- Zoey! - krzyknął.
- Harry! - próbował się powstrzymać, ale w końcu nie wytrzymał i zaczął się śmiać - powiesz mi chociaż kiedy będziemy?
- Już jesteśmy - spojrzałam przez okno, gdzie ujrzałam tablicę z napisem Cliffe.
- Na serio?
- Mam tutaj bardzo miłe wspomnienia...
- Co tutaj nauczyłeś się sikać do nocnika? - zmrużył oczy.
- Nie aż takich miłych wspomnień tutaj nie mam - zatrzymał samochód - najpierw chodźmy coś zjeść, a potem przejdziemy się po plaży - wysiadł z samochodu, poszłam za jego przykładem.
- Dobrze Haroldzie prowadź - machnęłam dłonią, a on wziął mnie pod rękę.
- Tutaj możemy spokojnie chodzić w Londynie zaraz zaczęliby robić nam zdjęcia i tak dalej.
- No dobrze, ale lepiej wybierz jakąś dobrą restauracje.
- Na naszej pierwszej randce tak musi być.
- To nie jest randka - szybko odpowiedziałam.
- Mów sobie jak chcesz - pociągnął mnie do restauracji o nazwie "Łosoś".
Kiedy najedliśmy się i pogadaliśmy poszliśmy pooglądać tutejsze miejsca, a potem skierowaliśmy się w stronę plaży. Tam owinęliśmy się kocem i oglądaliśmy fale.Harry starał się siedzieć jak najbliżej mnie. Próbowałam nie zwracać na to uwagi.
- No Zoey taka niby zła i niedobra, a tu proszę jesteśmy na randce i się obejmujemy.
- Po pierwsze nie jesteśmy na randce, po drugie siedzimy tylko pod jednym kocem, a po trzecie - uderzyłam go w głowę.
- Auć - zaczął się masować - nie bądź niemiła - posmutniał.
- Oj już nie płacz - pocałowałam go w policzek, a on od razu się szeroko uśmiechnął - widzisz są pewne osoby, w tym ty, że nie umiem się powstrzymać, żeby ci dokuczyć - skrzywił się po czym poczochrał mi włosy - lepiej uciekaj... - Hazza się zaśmiał i zaczął uciekać, a ja goniłam go jak głupia. W końcu gdzieś się schował, a ja się rozglądałam. Nagle ktoś z krzykiem rzucił się na mnie.
- Powaliło?! - krzyknęłam.
- Ciebie na ziemie - zaśmiał się.
- To było cienkie, jak ty.
- Oj Zo miękniesz, a twoje dogryzki już nie są takie... dogryźliwe...
- Za to ty i twoja głupota się nie zmieniła.
Chciałam was bardzo przeprosić... Naprawdę nie miałam czasu ani weny. :( I nie olałam tego bloga tylko po prostu dużo się działo i tyle.
Rozdział taki sobie... Następny będzie o wiele, wiele szybciej niż ten i będzie na pewno lepszy :) Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o moim blogu i wciąż będziecie go czytać. Teraz będę nadrabiała wasze blogi i będę komentowała.
Więc co myślicie o Zaynie i Grace? Harrym i Zoey? Komentujcie proszę.
czwartek, 7 czerwca 2012
poniedziałek, 28 maja 2012
Przepraszam!
Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście :) Przepraszam was za moją nieobecność, ale po prostu trochę się działo i jeszcze nauka... Obiecuję, że postaram się jutro nadrobić część blogów, które czytam, a rozdział pojawi się już wkrótce :D
niedziela, 13 maja 2012
~ Rozdział Dwudziest Czwarty ~
|Ellie| 15 Września
Trudno było mi się przyzwyczaić do tego, że między mną, a Niall'em jest coś więcej. Przyznam, że na początku nie byłam tak wszystkiego do końca pewna. Ale gdy tylko się spotkaliśmy po naszej pierwszej "randce" i spojrzałam w jego oczy wszystkie niepewności ustały. Byliśmy razem prawie już dwa tygodnie. Co prawda bardzo mało się widzieliśmy, ja zawalona nauką i dodatkowymi zajęciami, a chłopcy przygotowali się do trasy.
- Ellie czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Grace szturchnęła mnie w ramię.
- Przepraszam zamyśliłam się... - Grace wywróciła oczami. Szłyśmy właśnie do chłopaków na obiad, bo Louie miał nam kogoś przedstawić - Zoey a ty czemu się nie odzywasz?
- Tak jakoś... - mruknęła. Martwiłyśmy się o nią. Ostatnio w ogóle się do nas nie odzywa. Jedyną informację jaką miałyśmy to taką, że pokłóciła się z Harry'm. Trochę mi się to nie podobało.
Kiedy doszłyśmy do domu chłopaków usłyszałyśmy głosy z ogrodu. Dlatego od razu się tam skierowałyśmy. Pogoda była dziś wyjątkowo ładna, dlatego z niej korzystaliśmy, urządzając wspólnego grilla. Zauważyłam, że Harry i Zoe spojrzeli po sobie, po czym Zoey usiadła jak najdalej od niego nawet się z nikim nie witając. Zayn'a i Niall'a nie było, ale zamiast nich była czarnowłosa dziewczyna mniej więcej w naszym wieku. Od razu do nas podeszła i miło się uśmiechnęła.
- Jestem Sophie, a wy zapewne jesteście Ellie i Grace - podała mi rękę, a potem mojej przyjaciółce.
- Tak - też się uśmiechnęłam - Zoey, a ty się nie przedstawisz? - spojrzałam na nią. Podeszła do Sophie i uścisnęła jej dłoń, po czym wróciła na swoje miejsce, natomiast Harry wszedł do domu. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Liam zaczął smażyć steki na grillu, a my zaczęliśmy rozmawiać. Trochę mnie interesowało gdzie podziali się Niall i Zayn, ale wszyscy byli tak zaangażowani rozmową, że nie dali mi dojść do głosu. Leah, która nagle się pojawiła zaczęła zawzięcia rozmawiać z Sophie. Grace rozmawiała z Liam'em, a ja wygłupiałam się Lou. Nagle Zo wstała i poszła do środka. Chyba nikt nie zwrócił na to uwagi oprócz mnie.
- Dobra gotowe. Ellie pójdziesz po Zayn'a i Niall'a, są na górze. Przy okazji weź tych dwóch gburów - przytaknęłam i poszłam do domu. Harr'ego i Zoey nigdzie nie znalazłam, na piętrze też nie było po nich śladu. Widocznie gdzieś razem wyszli. Usłyszałam głosy z pokoju Niall'a, a więc tam się schowali, pomyślałam. Chciałam już wejść do środka, ale ich rozmowa mnie zatrzymała:
- No i co Niall jak tam Ellie? - usłyszałam głos Mulata. Zaśmiał się.
- Już ci mówiłem, przegrałeś - Niall też się zaśmiał.
- Cóż ten zakład okazał się świetnym pomysłem.
Skrzywiłam się. Czyli to co było między mną, a Niall'em było tylko po to, żeby blondyn mógł wygrać zakład? Poczułam uścisk w żołądku. To wszystko były kłamstwa. Więcej ich nie słuchałam tylko szybko opuściłam ich dom, biegnąc przed siebie.
|Zoey|
Harry szedł koło mnie, wreszcie udało mi się go przekonać abyśmy porozmawiali. Moją przemowę układałam w głowie przez cały tydzień, ale teraz pozostała z niej tylko czarna plama. Kierowaliśmy się do pobliskiego parku aby tam w spokoju porozmawiać.
Kiedy doszliśmy na miejsce usiedliśmy na jednej z ławek. Ciepły wiatr delikatnie wiał, powodując, że pojedyncze włosy łaskotały moje policzki. Ludzi w parku było stosunkowo mało. Czasem przewijał się jakiś mężczyzna robiący sobie małą przebieżkę po parku lub starsza pani z dwoma pieskami. Drzewa szumiały od wiatru co powodowało deszcz pojedynczych listków. Dalej nikt z nas się nie odezwał. Przełknęłam wielką gulę w moim gardle i zaczęłam mówić:
- Harry... Emm... Dzięki, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać - znów przełknęłam ślinę - kiedy myślę o tej całej sytuacji, która zdarzyła się w tej knajpie jest mi strasznie głupio... Jeżeli chodzi o wyrażanie uczuć to zawsze miałam z tym problem, nawet nie jest mi smutno, że moi rodzice się rozwodzą... - Harry w końcu na mnie spojrzał - jeżeli chodzi o ciebie to wiem, że przy tobie czuję się lepiej, nie chowam swoich uczuć, ale nie wiem czy lubię cię jako przyjaciela, czy może jako kogoś więcej... Chciałabym spędzać z tobą więcej czasu, żeby przekonać się o tym. Tyle, że ty raczej nie chcesz ze mną rozmawiać - Harry dalej na mnie patrzył po czym westchnął. Jego spojrzenie złagodniało.
- Ja raczej nie zmienię twoich uczuć do ciebie. Cieszę się, że wreszcie szczerze ze mną porozmawiałaś - lekko się uśmiechnął - Jeśli chodzi o spędzanie razem czasu to jest mi to nawet na rękę.
- Czyli się na mnie nie gniewasz? - zapytałam.
- Na tym właśnie polega mój problem, że nie umiem być na ciebie zły - uśmiechnął się - nie sądziłem, że będziesz kiedykolwiek prosiła mnie o wybaczenie - zaśmiał się już całkowicie pewny siebie.
- Chciałam cię jeszcze przytulić, ale skoro już mi wybaczyłeś to nie muszę - wstałam z ławki, a Harry spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Cóż sam sobie po to przyjdę - też wstał, zaczęłam uciekać - Ej! - biegł za mną. Nagle poczułam jak dwa silne ramiona chwytają mnie w pasie. Zaczęła krzyczeć i śmiać się jednocześnie. Poczułam szczęście, co było dosyć dziwne.
Trudno było mi się przyzwyczaić do tego, że między mną, a Niall'em jest coś więcej. Przyznam, że na początku nie byłam tak wszystkiego do końca pewna. Ale gdy tylko się spotkaliśmy po naszej pierwszej "randce" i spojrzałam w jego oczy wszystkie niepewności ustały. Byliśmy razem prawie już dwa tygodnie. Co prawda bardzo mało się widzieliśmy, ja zawalona nauką i dodatkowymi zajęciami, a chłopcy przygotowali się do trasy.
- Ellie czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Grace szturchnęła mnie w ramię.
- Przepraszam zamyśliłam się... - Grace wywróciła oczami. Szłyśmy właśnie do chłopaków na obiad, bo Louie miał nam kogoś przedstawić - Zoey a ty czemu się nie odzywasz?
- Tak jakoś... - mruknęła. Martwiłyśmy się o nią. Ostatnio w ogóle się do nas nie odzywa. Jedyną informację jaką miałyśmy to taką, że pokłóciła się z Harry'm. Trochę mi się to nie podobało.
Kiedy doszłyśmy do domu chłopaków usłyszałyśmy głosy z ogrodu. Dlatego od razu się tam skierowałyśmy. Pogoda była dziś wyjątkowo ładna, dlatego z niej korzystaliśmy, urządzając wspólnego grilla. Zauważyłam, że Harry i Zoe spojrzeli po sobie, po czym Zoey usiadła jak najdalej od niego nawet się z nikim nie witając. Zayn'a i Niall'a nie było, ale zamiast nich była czarnowłosa dziewczyna mniej więcej w naszym wieku. Od razu do nas podeszła i miło się uśmiechnęła.
- Jestem Sophie, a wy zapewne jesteście Ellie i Grace - podała mi rękę, a potem mojej przyjaciółce.
- Tak - też się uśmiechnęłam - Zoey, a ty się nie przedstawisz? - spojrzałam na nią. Podeszła do Sophie i uścisnęła jej dłoń, po czym wróciła na swoje miejsce, natomiast Harry wszedł do domu. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Liam zaczął smażyć steki na grillu, a my zaczęliśmy rozmawiać. Trochę mnie interesowało gdzie podziali się Niall i Zayn, ale wszyscy byli tak zaangażowani rozmową, że nie dali mi dojść do głosu. Leah, która nagle się pojawiła zaczęła zawzięcia rozmawiać z Sophie. Grace rozmawiała z Liam'em, a ja wygłupiałam się Lou. Nagle Zo wstała i poszła do środka. Chyba nikt nie zwrócił na to uwagi oprócz mnie.
- Dobra gotowe. Ellie pójdziesz po Zayn'a i Niall'a, są na górze. Przy okazji weź tych dwóch gburów - przytaknęłam i poszłam do domu. Harr'ego i Zoey nigdzie nie znalazłam, na piętrze też nie było po nich śladu. Widocznie gdzieś razem wyszli. Usłyszałam głosy z pokoju Niall'a, a więc tam się schowali, pomyślałam. Chciałam już wejść do środka, ale ich rozmowa mnie zatrzymała:
- No i co Niall jak tam Ellie? - usłyszałam głos Mulata. Zaśmiał się.
- Już ci mówiłem, przegrałeś - Niall też się zaśmiał.
- Cóż ten zakład okazał się świetnym pomysłem.
Skrzywiłam się. Czyli to co było między mną, a Niall'em było tylko po to, żeby blondyn mógł wygrać zakład? Poczułam uścisk w żołądku. To wszystko były kłamstwa. Więcej ich nie słuchałam tylko szybko opuściłam ich dom, biegnąc przed siebie.
|Zoey|
Harry szedł koło mnie, wreszcie udało mi się go przekonać abyśmy porozmawiali. Moją przemowę układałam w głowie przez cały tydzień, ale teraz pozostała z niej tylko czarna plama. Kierowaliśmy się do pobliskiego parku aby tam w spokoju porozmawiać.
Kiedy doszliśmy na miejsce usiedliśmy na jednej z ławek. Ciepły wiatr delikatnie wiał, powodując, że pojedyncze włosy łaskotały moje policzki. Ludzi w parku było stosunkowo mało. Czasem przewijał się jakiś mężczyzna robiący sobie małą przebieżkę po parku lub starsza pani z dwoma pieskami. Drzewa szumiały od wiatru co powodowało deszcz pojedynczych listków. Dalej nikt z nas się nie odezwał. Przełknęłam wielką gulę w moim gardle i zaczęłam mówić:
- Harry... Emm... Dzięki, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać - znów przełknęłam ślinę - kiedy myślę o tej całej sytuacji, która zdarzyła się w tej knajpie jest mi strasznie głupio... Jeżeli chodzi o wyrażanie uczuć to zawsze miałam z tym problem, nawet nie jest mi smutno, że moi rodzice się rozwodzą... - Harry w końcu na mnie spojrzał - jeżeli chodzi o ciebie to wiem, że przy tobie czuję się lepiej, nie chowam swoich uczuć, ale nie wiem czy lubię cię jako przyjaciela, czy może jako kogoś więcej... Chciałabym spędzać z tobą więcej czasu, żeby przekonać się o tym. Tyle, że ty raczej nie chcesz ze mną rozmawiać - Harry dalej na mnie patrzył po czym westchnął. Jego spojrzenie złagodniało.
- Ja raczej nie zmienię twoich uczuć do ciebie. Cieszę się, że wreszcie szczerze ze mną porozmawiałaś - lekko się uśmiechnął - Jeśli chodzi o spędzanie razem czasu to jest mi to nawet na rękę.
- Czyli się na mnie nie gniewasz? - zapytałam.
- Na tym właśnie polega mój problem, że nie umiem być na ciebie zły - uśmiechnął się - nie sądziłem, że będziesz kiedykolwiek prosiła mnie o wybaczenie - zaśmiał się już całkowicie pewny siebie.
- Chciałam cię jeszcze przytulić, ale skoro już mi wybaczyłeś to nie muszę - wstałam z ławki, a Harry spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Cóż sam sobie po to przyjdę - też wstał, zaczęłam uciekać - Ej! - biegł za mną. Nagle poczułam jak dwa silne ramiona chwytają mnie w pasie. Zaczęła krzyczeć i śmiać się jednocześnie. Poczułam szczęście, co było dosyć dziwne.
````````````````````````````````````````````````````````````
I voila następny rozdział :) Postanowiłam, że rozdziały będą krótsze, ale będzie ich więcej i będę je dodawała tak około co trzy, dwa dni.
Oczywiście po tym opowiadaniu mam zamiar zacząć nowe, ale do tego jeszcze nam daleko.
Rozdział mam nadzieję, że się wam podoba :)
Co myślicie o Zoey i Harrym i o zakładzie Niall'a z Zayn'em?
Ładnie proszę piszcie mi w komentarzach :D
MUAH xx
środa, 9 maja 2012
~ Rozdział Dwudziesty Trzeci ~
|Grace| O3 Września
Nic tak nie poprawia humoru, jak bezmyślne gapienie się w telewizor. Cóż to na pewno było lepsze niż leżenie w łóżku i łudzenie się, że się zaśnie. Wzięłam kubek z herbatą ze stoliczka i zrobiłam malutki łyczek, abym się nie poparzyła. Nagle ktoś mocno uderzył we frontowe drzwi, lekko podskoczyłam co spowodowało, że część gorącego napoju wylało się na moje udo. Syknęłam z bólu. Odstawiłam szybko kubek i podeszłam do drzwi, ktoś znowu uderzył. Otworzyłam lekko drzwi, a za nimi ujrzałam znajomą twarz.- Zayn, co ty tu robisz o tej porze? - wpuściłam go do środka. Poczułam odór papierosów i alkoholu. Lekko się zatoczył i spojrzał w moją stronę.
- Przyszedłem... Przyszedłem, bo, bo muszę z tobą porozmawiać - spojrzał na mnie groźnie.
- Gdzieś ty się włóczył? - przeszłam od razu do rzeczy.
- Spotkałem moich starych kolegów, no i poszliśmy do... Klubu, Trochę wypiliśmy - jego oczy były czerwone, obawiałam się, że alkohol i papierosy nie były jedynymi używkami jakie zażył. Podszedł do mnie i chwycił za ramiona - posłuchaj no. Następnym razem musisz iść ze mną, bo muszę im pokazać jaką mam fajną laskę, no. A teraz może coś porobimy? - zapytał przy okazji chuchając we mnie alkoholem.
- Jesteś pijany, siadaj - popchnęłam go w stronę kanapy, a on zaczął coś mruczyć po nosem. Nie podobało mi się to. Wiem czasem chodziliśmy na imprezy, ale nigdy nie było z nim tak źle. Zawsze się żalił, że ma za mocną głowę i musi się nieźle starać aby zrobiło mu się choć trochę wesoło. W dodatku przypomniał mi Jay'a, który także wiecznie chodził na imprezy i uważał to za swoje największe hobby. Zayn zaczął mnie do siebie przyciągać przez co wylądowałam na kanapie koło niego. Zaczął mnie zachłannie całować, próbowałam go od siebie odsunąć, ale był zbyt silny. Chwycił mnie za ręce i nie pozawalał puścić. Jego usta przeszły na szyje, a we mnie rosło połączenie wściekłości ze strachem. Nigdy nie widziałam go w takim stanie i nie wiedziałam do czego może być zdolny. W końcu udało mi się wyrwać z jego uścisku, podeszłam szybko do telefonu i zadzwoniłam do Liam'a, jedyny który jest bardziej rozgarnięty i odpowiedzialny, po za tym rzadko kiedy pił.
Liam szybko przyjechał i zgarnął ledwo toczącego się Zayn'a. Widziałam w jego oczach lekkie zdziwienie, gdy zobaczył w jakim stanie jest Mulat. Gdy wychodził spojrzał na mnie przepraszająco i pocałował w policzek. Blado się uśmiechnęłam i zamknęłam drzwi. W mojej przyjaźni z Liam'em dobre było to, że rozumieliśmy się bez słów. Cała sytuacja była jak ze snu, dlatego uszczypnęłam się na wszelki wypadek, ale jedynie poczułam ból na nadgarstku.
|Louis| O8 Września
Kolejna impreza dała mi lekko w kość, ale i tak uważałem, że skoro jesteśmy młodzi to trzeba korzystać z życia. Ból głowy był tak ogromny, że czasami nawet nie kontaktowałem co się dzieję, ale i tak poszedłem na spacer, bo było to jedyną rzeczą która mi pomagała. Czułem się swobodnie i nie zwracałem uwagi na to, że jacyś ludzie robią mi zdjęcia. Założyłem mocniej czapkę na uszy i poprawiłem okulary przeciwsłoneczne. Wszedłem do jednej z kafejek i zamówiłem kawę. Zgubiłem portfel i teraz musiałem wszystko nosić luzem, bo nie miałem czasu na zakup nowego. Usiadłem przy jednym z wysokich stoliczków i czekałem na moje zbawienie w postaci kawy. Po paru minutach podeszła do mnie kelnerka z czarnymi włosami jak smoła. Kojarzyłem ją skądś, ale jedyne co miałem przed oczami to czarna plama. Ciągle się jej przyglądałem, ale dalej nic nie mogłem wywnioskować.- Nie patrz tak na mnie - podała mi zamówioną przeze mnie kawę.
- Czy my się znamy? - spytałem.
- Owszem, ale ty raczej możesz mnie nie pamiętać, byłeś tak upity, że musiałam zamawiać dla ciebie taxi - zaśmiała się.
- Co? - wystraszyłem się - czy my...
- Nie! - szybko mi przerwała - Nie jestem taka. Poczekaj mam coś dla ciebie - poszła na zaplecze, a ja napiłem się mojej kawy. Po chwili przyszła do mnie z dobrze mi znanym portfelem.
- Nie szukałeś tego przypadkiem? - zapytała, unosząc jedną ze swoich idealnych brwi - chciałam przyjść pod twój adres, ale nie miałam za bardzo czasu...
- W porządku - uśmiechnąłem się - mogę znać chociaż twoje imię? - dziewczyna na moje pytanie odgarnęła swoje czarne pukle, odsłaniając tabliczkę z napisem "Sophie" - ładne - wymsknęło mi się.
- Hm... Wiem - zaśmiała się.
- Cóż za skromność - uniosłem brwi.
- Jedna z moich zalet - uśmiechnęła się zadziornie, po chwili zaczęliśmy rozmawiać, Sophie usiadła na przeciwko mnie, a jej usta się nie zamykały. Oczywiście dała mi też dojść do słowa. Mieliśmy naprawdę wiele wspólnych tematów, co naprawdę mi się podobało zważając na to, że choć miałem dziewczyny to zawsze nie mieliśmy o czym rozmawiać, no może oprócz Lee, ale ona i tak nic do mnie nie czuje.
|Zayn| O9 Września
Byłem na siebie wściekły, kiedy Liam opowiedział mi co robiłem kiedy byłem pijany. Próbowałem zadzwonić do Grace, ale oczywiście nie odbierała. Nie wiedziałem co mam robić, ale w końcu Liam mózg całej naszej grupy podsunął mi pewien pomysł.
Jechałem szybko pod kamienicę Grace, szybko wyszedłem z samochodu i pobiegłem do środka. Zadzwoniłem na dzwonek, chwilę później otworzyła mi moja dziewczyna. Spojrzała na mnie chłodno.
- Grace nie wiem jak cię przeprosić - zacząłem.
- Staraj się - odpowiedziała, splatając ręce na klatce piersiowej.
- Może po prostu cię gdzieś zabiorę, mamy ładną pogodę. Ubieraj buty - mówiłem szybko. Grace stała tak jeszcze chwilę, po czym westchnęła i założyła baletki. Wzięła klucze i zamknęła drzwi. Chciałem ją chwycić za rękę jak zawsze, ale szybko ją wyrwała.
* * *
Dojechaliśmy po jakimś czasie na miejsce. Grace złość po chwili przechodziła co mnie jeszcze bardziej cieszyło.
- Stare wesołe miasteczko? Serio? - spojrzała na mnie.
- No co tutaj są najlepsze imprezy - niepotrzebnie to powiedziałem, bo Grace od razu spochmurniała.
- Tak wiem sama byłam na paru - mruknęła - to co będziemy tutaj robić?
- Chodź pokaże ci miejsce gdzie jest fajny widok - pociągnąłem ją do starej budki z hot dogami. Wspięliśmy się na dach, a między nami zapadła cisza.
- Przepraszam, to było głupie - odezwałem się w końcu.
- Obiecasz mi, że więcej tego nie zrobisz? - spojrzała na mnie.
- Obiecuję -spojrzałem jej w oczy, a ona się do mnie przytuliła, pocałowałem ją w głowę. Cieszyłem się, że mi wybaczyła, po za tym wiedziałem, że tęskniła za tym tak samo jak ja.
Chwilę później było już tak jak dawniej. Tematy nam się nie kończyły, ciągle się śmialiśmy i wygłupialismy. Poczułem, że dostałem wiadomość wyciągnąłem telefon i spojrzałem na ekran, był od Martina:
Mam coś dla ciebie, jutro w tym samym miejscu?
Odpisałem szybkie "ok".
- Wszystko w porządku? - zapytała Grace.
- Tak - uśmiechnąłem się.
Przepraszam, że mnie nie było tak długo, ale nie miałam pomysłu... teraz wracam z kompletnie spieprzonym rozdziałem -.-
Rozdział pisałam bez wielkich chęci, bo mam już zaplanowany dalszy ciąg, ale najpierw trzeba do tego wszystkiego jakoś dojść.
To opowiadanie powoli się kończy... nie kończę go już teraz, ale tak tylko mówię czy piszę. Rozdziałów będzie tak max 30.
:)
czwartek, 3 maja 2012
~ Rozdział Dwudziesty Drugi ~
|Niall| O3 Września
Zayn doskonale wiedział, że się nie poddam bez walki. Cóż przyznam
szczerze, że jego sposób był naprawdę dobry. Podpuścił mnie, a ja uległem.
Przeczesałem moje farbowane, blond włosy, po czym założyłem czapkę z płaskim
daszkiem. Założyłem okulary przeciwsłoneczne i wyszedłem z domu, kierując się
do garażu, który swoją drogą był naprawdę wielki. W końcu musiały zmieścić się
tam cztery auta. Cztery, ponieważ Zayn wciąż nie zrobił sobie prawka, choć
jeździć potrafił. Wsiadłem do mojego auta, włączyłem silnik i wyjechałem na
ulicę. Musiałem jak najszybciej dostać się do domu Ellie. Czas mnie gonił.
* * *
Wysiadłem z
samochodu i podbiegłem do frontowych drzwi domu El. Zadzwoniłem na dzwonek,
który potrzebował koniecznej naprawy. Za każdym razem kiedy odwiedzałem ten
dom, bałem się, że zostanę pokopany prądem. Usłyszałem głośny tupot stóp,
po chwili otworzyła mi Ellie, trzymając jabłko w ustach. Miała na sobie, jak
zawsze obowiązkowy mundurek szkolny.
- Niall, a co ty tu robisz? – zapytała mnie.
- No pomyślałem sobie, że może gdzieś dzisiaj razem wyskoczymy. Co ty na
to? – lekko się uśmiechnąłem.
- No niech ci będzie – wywróciła oczami – rozgość się, ja pójdę się
przebrać – powiedziała wchodząc po schodach na górę. Ja poszedłem do salonu i
usiadłem wygodnie na kanapie, czując się jak u siebie. Minęło chyba z dziesięć
minut, kiedy Ellie wreszcie zeszła na dół.
- No nareszcie – głośno westchnąłem.
- Aż tak meczące było siedzenie na kanapie? – spytała.
- Owszem – odpowiedziałem. Poszliśmy do samochodu. Otworzyłem grzecznie
Ellie drzwi, na co ona machnęła ręką, udając zawstydzoną. Usiadłem za
kierownicą i ruszyliśmy do naszego pierwszego przystanku, czyli kawiarni.
- I tyle? Myślałam, że bardziej się postarasz – mruknęła, na co ja ją
szturchnąłem.
- To dopiero początek, atrakcji będzie więcej – popatrzyłem na nią
zalotnie.
- Czy ty mówisz to z jakimś podtekstem? – spojrzała na mnie, mrużąc
oczy. Zaśmiałem się. Wypiliśmy po dobrej, mrożonej kawie. Dzień był naprawdę gorący, niebo nie miało nawet najmniejszej chmurki. Szliśmy jedną z londyńskich ulic.
Kupiliśmy lody w budce którą, akurat mijaliśmy. Kiedy zjedliśmy pyszny deser,
postanowiliśmy gdzieś odpocząć. Naszą uwagę przykuła wielka fontanna.
- Ścigamy się? – zapytała Ellie unosząc jedną brew do góry.
- Sama tego chciałaś – odpowiedziałem. Przygotowaliśmy się.
- Gotowy. Start! – pisnęła. Zaczęliśmy biec. Ellie idealnie wymijała
każdą napotkaną osobę, ja niestety musiałem wpaść na jakiegoś mężczyznę i
skończyło się to tym, że przegrałem – co za frajer! – zaczęła się śmiać.
- Frajer?! Wypraszam sobie! To przez tego kolesia! – prychnąłem.
- No dobrze, dobrze – pocałowała mnie w policzek. Usiedliśmy na
fontannie. Chwyciłem moimi długimi, bladymi palcami krawędź murku obtaczającego
fontannę. Spojrzałem na moje buty, uśmiechnąłem się. Zobaczyłem, że El usiadła
w tej samej pozycji co ja. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Szturchnąłem ją
ramieniem, odpowiedziała mi tym samym. Po chwili zaczęliśmy się śmiać.
- No dobrze, gdzie masz zamiar zabrać mnie teraz? – zapytała, zaciskając
usta.
- W sumie to nie mam żadnego planu. Hmm... Co powiesz na kino? –
spytałem.
- Może być, a na co pójdziemy? – przybliżyła się do mnie.
- Byleby z tobą – zrobiłem dziubek.
- Och, jakie to słodkie.
- To tytuł filmu – zaśmiałem się, a ona uderzyła mnie w ramię i wstała.
Poszła parę kroków – zaczekaj, no! – krzyknąłem i do niej podbiegłem. Objąłem
ją ramieniem.
W końcu wybraliśmy
dramat, bo jedynie on nam odpowiadał, jeśli chodzi o godzinę. Już ciekawsze
było siedzenie z Liam’em i przeglądanie stron internetowych o żółwiach, niż ten
film. Byliśmy jedyni w sali. Zamiast oglądać, zaczęliśmy bitwę na popcorn. W
pewnym momencie Ellie trafiła mnie prosto w oko. Poczułem jak sól zaczyna
drażnić moje niebieskie oko.
- O mój Boże! Przepraszam Niall! Nie chciałam – odciągnęła moją rękę od
mojego oka i zaczęła się mu przyglądać.
- Teraz raczej nic nie zobaczysz – powiedziałem. Nagle dziewczyna
wyciągnęła krople do oczu, które nie wiem skąd wytrzasnęła, ale były dla mnie
zbawieniem.
Wyszliśmy na
zewnątrz, gdzie panował już całkowity mrok. Zawiał nieprzyjemny wiatr.
- To gdzie teraz? – zapytała, chwytając mnie pod ramię.
- Mam pewien pomysł - odpowiedziałem.
|Ellie|
- Czyś ty kompletnie zwariował?! A co jak nas złapią? - krzyknęłam do
blondyna, ale on nawet nie odwrócił się w moją stronę. Zaczął się wspinać po
płocie.
- Nie ma ryzyka, nie ma zabawy skarbie - powiedział, po czym skoczył zwinnie na trawę po drugiej stronie - wchodzisz czy nie?
- Jesteś okropny - mruknęłam i zaczęłam powtarzać kroki po nim. Chwilę później znalazłam się po drugiej stronie tyle, że wciąż przyczepiona do płoty.
- No dalej El, skacz - powiedział z dołu, a ja jeszcze mocniej chwyciłam się drutu. No dobra, weź się w garść Ellie. Poczułam tylko jak lecę. Zacisnęłam mocno oczy. Nagle dwie ręce złapały mnie i chwyciły w mocnym uścisku. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam twarz Irlandczyka.
- Ellie Hamilton czy ty mi nie ufasz? - zaśmiał się w ten swój jakże seksowny sposób. Postawił mnie na ziemi. Bez żadnych słów ruszyliśmy w stronę naszego wyznaczonego miejsca. Chwilę później znaleźliśmy się na wielkim boisku, widok był niesamowity. Choć było dosyć ciemno, to jednak księżyc idealnie oświetlał nam drogę. Położyliśmy się na samym środku. Stykaliśmy się głowami. Naszym oczom ukazał się idealny widok na gwiazdy.
- Dawno nie widziałam tylu gwiazd - lekko się uśmiechnęłam.
- Cóż to dosyć dziwne jak na naszą stolicę El - odpowiedział.
- To prawda... Wiesz, że jesteś jedyną osobą, która nazywa mnie El? Oprócz mojego taty, który tak mnie kiedyś nazywał.
- Mam przestać?
- Nie. Bardzo to lubię - szybko odpowiedziałam.
- Tęsknisz za nim?
- Dlaczego miałabym nie tęsknić? Dobrze, że przynajmniej mi się śni... - poczułam, że obraca się na brzuch, chwilę później widok gwiazd zasłoniła mi jego twarz.
- Przepraszam, czasem bywam zbyt wścibski - lekko się uśmiechnął.
- Nic nie szkodzi. Możesz się mnie pytać o co chcesz - spojrzałam w jego oczy. Nasze twarze dzieliły centymetry.
- HEJ!! - usłyszeliśmy krzyk. Stanęliśmy na równe nogi widząc ochroniarza. Pędem ruszyliśmy w stronę wyjścia. Chwyciliśmy się za ręce i skierowaliśmy się na tyły stadionu. Na nasze szczęście znaleźliśmy dziurę w płocie. Szybko przez nią przeszliśmy i wybiegliśmy na równinę pokrytą trawą. Zaczęliśmy się głośno śmiać, wciąż biegnąc.
- Niall, kiedyś przyprawisz mnie o zawał - dyszałam, opierając się rękami o kolana.
- Przynajmniej masz ciekawy wieczór, jutro wracasz do szkoły, musisz jakoś zakończyć wakacje - odpowiedział. Ruszyliśmy w stronę samochodu, który wcale nie był tak daleko jak się nam wydawało. Jechaliśmy w ciszy pełni wrażeń z dzisiejszego dnia. W pewnej chwili Niall się zatrzymał pod moim domem.
- No i jesteśmy - uśmiechnął się szczerze, odwzajemniłam to. Patrzyliśmy sobie w oczy, po chwili blondyn zaczął się do mnie zbliżać, nie wiedziałam do końca co mam robić. Zanim się obejrzałam jego usta spoczywały na moich, a wszystkie moje niepewności zniknęły. Poczułam jakby w głowie wybuchło mi tysiące fajerwerków. Jego długie palce oplotły moją szyję, a ja poczułam lekkie dreszcze od karku wzdłuż kręgosłupa. Przyznaję było mi trochę niewygodnie, ale to i tak było najcudowniejsze co kiedykolwiek mogło mnie spotkać. Choć niechętnie Niall odsunął się ode mnie. Szeroko się uśmiechnęłam, na co on znowu mnie pocałował. Chwyciłam za klamkę od drzwi, abym mogła wyjść, ale Niall znów mnie do siebie przyciągnął do siebie, składając na moich wargach już trzeci, ale równie cudowny pocałunek.
- Niall muszę już iść. Mama zauważyła, że przyjechaliśmy - mruknęłam.
- No dobrze - powiedział niezadowolony, cmoknęłam go jeszcze w policzek i wyszłam z samochodu, szczypiąc się w rękę, sprawdzając czy to aby na pewno nie sen. Czy ja właśnie całowałam się z najlepszym przyjacielem? Zadałam sobie pytanie. W dodatku chciałam więcej. Otworzyłam frontowe drzwi, moja mama wyskoczyła z kuchni.
- Jak było na randce? - zapytała.
- Jakiej znowu randce?! Byłam tylko z Niall'em - powiedziałam wymijająco, ściągając buty.
- Ellie, znam cię. Widzę to po twojej twarzy - chwyciła się za boki.
- A także z salonu jest dobry widok na podjazd - odpowiedziałam. Poszłam do kuchni czegoś się napić.
- I co całowaliście się? - mama chodziła za mną jak cień.
- Mamo, to moja prywatna sprawa! - oburzyłam się.
-Czyli tak. Dobrze całuje? - mama nie dawała mi spokoju. Westchnęłam i przeszłam z kuchni do salonu - no powiedz mi!
- Mamo jesteś straszna! - spiorunowałam ją wzrokiem.
- Był delikatny, czy bardziej taki namiętny, a może obydwa naraz, wiesz wtedy jest najlepiej.
- MAMO!! - krzyknęłam i skrzywiłam się na samą myśl. Poszłam w stronę schodów.
- Skarbie nie odwracaj się ode mnie! Nie zamykaj się w sobie! Ale wiesz po nim widać, że jest dobry w całowaniu! - mama krzyczała z salonu, a ja wzniosłam oczy ku niebu.
- Wychowuje mnie wariatka - mruknęłam.
|Harry|
Nie sądziłem, że się zgodzi, ale zrobiła to. Ostatnio moja samoocena spadła. Poprawiłem koszulę i wszedłem do restauracji. Rozejrzałem się po sali i od razu odnalazłem dziewczynę. Lekko się uśmiechnęła i pomachała do mnie. Szybko znalazłem się koło stolika, pocałowałem ją lekko w usta i uśmiechnąłem zalotnie.
- No Harry spóźniłeś się piętnaście minut, ale wybaczam ci to - zamrugała oczami.
- Przepraszam cię Amando ale próbowałem zrobić się na bóstwo, aby tylko tobie zaimponować - dałem jeden z moich niezawodnych tekstów.
- Och Harry potrafisz sprawić, że dziewczyna mięknie - zamruczała.
- Staram się tylko dla takich pięknych jak ty - oparłem brodę na moich rękach. Oczywiście temat naszej rozmowy nie schodził po za moją karierę, tylko to ją interesowało. Kelner rozdał nam po menu. Nagle drzwi restauracji się otwarły, a do środka nie wszedł nikt inny jak Zoey, serce zaczęło mi szybciej bić. Od razu nas zauważyła i podeszła do nas.
- Kochanie, kto to? - spytała Amanda.
- Jestem Zoey, tak dla jasności. Ostrzegam cię kochana on gada tak do wszystkich lasek. Dlatego nie ulegaj mu od razu, bo szybko się tobą znudzi - Zoey zaczęła swoje wywody, a ja poczułem jak zaczynam się gotować.-
- Zoey skończ - powiedziałem stanowczo - możemy porozmawiać na osobności? - zapytałem i pociągnąłem ją na bok, za paprotkę - Co ty wyprawiasz do cholery?!
- Uświadamiam dziewczynę, biedna będzie mieć tylko złamane serce przez ciebie.
- Od razu widać, że umówiła się ze mną tylko i wyłącznie dlatego, że jestem sławny.
- To po co się z nią umówiłeś?
- Bo próbuję o tobie zapomnieć?! - wybuchłem - Dlaczego mi przeszkadzasz i wszytko psujesz?!
- Zapomnieć o mnie?
- Nie rozumiesz, że cię kurwa kocham?! Zakochałem się w tobie, ale dałaś mi kosza więc próbuję jakoś dalej funkcjonować, tyle, że ty mi wszystko utrudniasz - Zoey patrzyła na mnie z grobową miną - więc daj mi spokój i nie wtrącaj się w nie swoje sprawy - nie patrzyłem już na nią tylko szybko odszedłem.
- Harry, skarbie co się stało? - Amanda podbiegła do mnie udając przejętą.
- Idź już - mruknąłem.
- Ale nawet nie zjedliśmy kolacji.
- Powiedziałem idź! - krzyknąłem, dziewczyna uniosła wysoko głowę i wyszła z lokalu kręcąc tą swoją dupą. Przetarłem oczy i szybko wyszedłem na zewnątrz. Wsiadłem do samochodu i wyjechałem z parkingu. Wskazówka na liczniku wzrastała, a mnie to nie przeszkadzało. Już dawno przekroczyłem dozwoloną prędkość. Nic już się dla mnie nie liczyło.
``````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
No i dodaję następny...
Proszę napiszcie mi waszą opinię na temat sytuacji z Harry'm, po prostu czy dobrze ją opisałam.Pisałam trochę na szybko :/
Mam nadzieję, że się wam podoba :) Komentujcie ładnie proszę :)sobota, 28 kwietnia 2012
~ Rozdział Dwudziesty Pierwszy ~
|Grace|
O2 Września
Szliśmy z tatą w ciszy po korytarzu
starej kamienicy. Tak bardzo się cieszyłam, że moje życie wreszcie nie będzie
takie sztuczne. Ciężko było mi uwierzyć, że wszystko może się układać. Po
pewnym czasie tata zatrzymał się przy jednych z białych drzwi. Wyjął klucze i
otworzył drzwi. Od razu wchodziło się do małego salonu, który był skromnie urządzony.
Wszędzie walały się książki, gazety, a w rogu stało stare pianino z naszego
dawnego mieszkania. Naprzeciwko drzwi było duże okno. Rozglądałam się po
pokoju, kiedy tata wnosił moją walizkę. Na ścianach i na półkach stały głównie
zdjęcia ze mną. Wciąż się na nich śmiałam i wygłupiałam. Przyznaję miałam
naprawdę udane dzieciństwo.
-
No dobrze tam jest kuchnia – tata wskazał na małe pomieszczenie znajdujące się
po mojej lewej – tam jest łazienka, pewnie odzwyczaiłaś się ją z kimś dzielić –
ojciec lekko się zaśmiał, a ja tylko wzruszyłam ramionami na wspomnienie mojej
wielkiej osobistej łazienki.
-
Chodź pokażę ci twój pokój – tata poszedł w prawo, a ja szybko do niego
dołączyłam, weszliśmy do środka. Był naprawdę malutki, ale przytulny, taki
właśnie chciałam. Ściany były pomalowane na turkusowy kolor. W rogu stało
łóżko, na którym leżała nie ubrana jeszcze pościel i kołdra. Koło drzwi stało
małe biurko, dalej pod ścianą stała szafa.
-
Pościel wybierała moja sąsiadka, która jest zawsze na twoje zawołanie – tata
lekko się uśmiechnął – często mnie nie będzie w domu, przynajmniej na razie.
Myślę, że za niedługo dostanę awans. Zawiesiłem lampki, bo wiem jak zawsze je
lubiłaś – wskazał na sufit, pod którym podwieszone były małe świecidełka.
Uśmiechnęłam się szeroko – no to... rozpakuj się, a ja lecę do pracy. Będę dopiero
w nocy – stał jeszcze chwile niepewnie po czym wyszedł. Głośno westchnęłam. Na
ziemi leżały kartony z moimi rzeczami. Musiałam to wszystko rozpakować.
Klapnęłam na łóżko i zdmuchnęłam kosmyk włosów, który zasłonił mi widok. Zawsze
można zadzwonić po pomoc, pomyślałam. Wybrałam numer Ellie.
-
Halo? – usłyszałam po chwili oczekiwania.
-
No cześć, nie chciałabyś mi pomóc w rozpakowywaniu rzeczy? – zapytałam milutkim
głosikiem.
-
Przykro mi kochana, ale ja i Zoe latamy po papierniczych po rzeczy do szkoły
nie mamy tak cudnie, że wszystko szkoła nam załatwia – odpowiedziała.
-
Ok, zapamiętam to sobie – mruknęłam i rozłączyłam się. Tym razem wybrałam numer
Zayn’a.
-
Halo? – usłyszałam zaspany głos chłopaka – wszystko gra?
-
Znowu spałeś – bardziej oznajmiłam niż zapytałam – słuchaj rusz to swoje leniwe
dupsko i przyjdź do mnie.
-
Po tym jaka jesteś dla mnie niemiła, nie dziękuję – burknął.
-
No proooszę.
-
No dobra, ale podaj mi chociaż adres – ziewnął.
-
Zaraz ci wyślę.
-
Dobra to zaraz będę – rozłączyliśmy, a ja szybko mu wysłałam adres. Odłożyłam
komórkę na stolik i wzięłam się za ubieranie pościeli. Gdy łóżko było już
pięknie zaścielone, spojrzałam przez okno, które było naprawdę duże. Sięgało
wysoko, prawie, że do sufitu. Znowu na dole kończyło się dopiero w połowie
moich piszczeli. Widok był na parę drzew oddzielających naszą kamienicę od
drugiej. Uchyliłam okno, aby dopuścić trochę świeżego powietrza po deszczu.
Zaczęłam wyciągać moje ubrania, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko
podbiegłam do drzwi, lekko je otworzyłam cię ujrzałam szczerzącego się Zayn’a.
Otworzyłam drzwi na oścież, a on od razu mnie pocałował.
-
Podoba mi się to. Teraz mam do ciebie jakieś pięć minut – rozglądał się po
pomieszczeniu – to gdzie twój pokój? – wskazałam palcem, a on od razu tam się
skierował.
-
Chcesz coś do picia? – zapytałam grzecznie.
-
Nie. Chcę ciebie – mruknął i podszedł do mnie.
-
Taa, może najpierw pomóż mi to wszystko rozpakować co?
-
To po to mnie tu ściągnęłaś – spojrzał na mnie poważnie.
-
No tak jakby... – odwrócił głowę – Zaynuś nie wściekaj się no.
-
Teraz to „Zaynuś”... – prychnął. Podeszłam do niego i mocno pocałowałam w usta
– przestań! Nie widzisz, że się tutaj próbuję na ciebie gniewać.
-
Coś ci nie wychodzi – szepnęłam, a on uniósł brwi.
W końcu wzięliśmy się za
rozpakowywanie. Po trzech godzinach wszystko było zrobione. Mulat chyba bardzo
się przemęczył, bo rzucił się na łóżko i przymknął oczy. Podeszłam do szafki po
telefon i odwróciłam się do wyjścia, ale ten mnie pociągnął przez co
wylądowałam koło niego.
-
Teraz nigdzie nie idziesz – mruknął.
-
Mam się bać? – zapytałam, unosząc jedną brew. Zamiast odpowiedzi dostałam
namiętnego całusa, odwzajemniłam go.
|Louis|
Wyszedłem z taksówki i skierowałem
się do pobliskiego baru. Była godzina dziewiąta. Dawno nie imprezowałem, a
bardzo mi tego brakowało. Wszedłem do środka i od razu zamówiłem piwo. Po
chwili dostałem zimną butelkę. Chwilę tak stałem aż wreszcie zauważyłem jakiś
znajomych.
-
Tommo! Miło wreszcie cię zobaczyć! – krzyknął Freddie, uścisnęliśmy się.
-
Cóż Freddie z tobą to jednak są najlepsze imprezy – poklepałem go ramieniu.
-
Może i tak, ale bez ciebie jednak to nie to samo – zaśmiał się.
No i się zaczęło. Najpierw
posiedzieliśmy i pogadaliśmy w końcu nie widzieliśmy się jakieś pół roku. A
później zaczęło się picie...
Uwielbiałem ten stan. Czułem jakby wszystkie
problemy się rozpłynęły. Tak właśnie wpadali wszyscy alkoholicy. Ja na
szczęście nie miałem tego problemu, wiedziałem kiedy przestać.
Impreza rozkręcała się, a do lokalu
wchodziło coraz więcej przybyszów chcących się zabawić. Freddie jest typowym
imprezowiczem i można było to od razu u niego zauważyć. Lekko zaczerwienione
oczy, cwany uśmiech nigdy nie schodził mu z twarzy i wiecznie rozczochrane
włosy. Kończyliśmy już pierwszą butelkę czystej. Z głośników poleciała szybsza
piosenka, a my od razu ruszyliśmy do tańca. Zamówiliśmy kolejną butelkę, ale
przestaliśmy używać kieliszków. Jacyś ludzie zaczęli robić mi zdjęcia, a ja
tylko szerzej się uśmiechnąłem. Świat wirował jakbym znalazł się na karuzeli,
kompletnie nie kontrolowałem już moich ruchów. Teraz liczyła się tylko dobra
impreza.
|Sophie|
Jak zwykle przez moją kochaną
bezsenność jeździłam rowerem po ulicach Londynu o drugiej w nocy. Nie wiem
dlaczego, ale odkąd się tu przeprowadziłam z Sydney robię się śpiąca dopiero o
czwartej nad ranem i wstaję o jedenastej. Na szczęście zajęcia na uniwersytecie
miałam dopiero o pierwszej. Jak zwykle ulice były praktycznie puste za to
kluby, puby i bary pękały w szwach. Przystanęłam pod jednym i weszłam do
środka. Od razu przywitał mnie smród papierosów i alkoholu. Podeszłam do baru i
poprosiłam o piwo. Kiedy dostałam swój napój rozejrzałam się dookoła. Nagle
poczułam jak ktoś na mnie chucha. Poczułam ostry odór alkoholu.
-
Egzotyczna – powiedział dotykając moich czarnych włosów.
-
Sorry koleś, ale lepiej mnie zostaw – ostrzegłam go.
-
Nic ci nie zrobię – podniósł ręce do góry, jako znak wycofania – chciałem po
prostu pogadać. Jak to jest być egzotycznym?
-
Jesteś nieźle wstawiony – zaśmiałam się.
-
Tak wiem, ale tak dawno nie piłem, że aż się niedobrze robi – mówił,
gestykulując przy tym jakby odganiał muchy.
-
Niedobrze to ci będzie jutro – napiłam się mojego piwa. Spojrzałam na niego,
miał dwudniowy zarost, a jego włosy były ułożone w każdą możliwą stronę. Jego
zielono-niebieskie oczy przeszywały mnie na wylot.
-
Ty chyba nie powinnaś pić – spojrzał na moją butelkę.
-
Jestem pełnoletnia – spojrzałam na niego z ukosa.
-
A nie powinnaś już spać? – patrzył na mnie pytająco.
-
Cierpię na coś w rodzaju bezsenności – zacisnęłam usta. Chłopak wypił kolejne
dwa kieliszki – jutro będziesz nieżywy – spojrzałam na niego.
-
Żyjmy chwilą, bo wszystko inne jest niepewne – uniósł palec do góry – tak w
ogóle jestem Louis. Nie poznajesz mnie?
-
Emm... A powinnam?
-
Tak jestem jednym z pięciu cudnych i pięknych chłopców, a nasz zespół nazywa
się One Direction – patrzyłam na niego wyczekująco – dalej nic?
-
Przykro mi, ale nie mam czasu, na czytanie gazetek o gwiazdeczkach – wzruszyłam
ramionami, a on prychnął. Chyba jego zamiarem było pójść w jakimś kierunku, ale
zamiast tego zatoczył się i upadł. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem, a
następnie szybko mu pomogłam.
-
Twoim zdaniem to jest śmieszne – jęknął.
-
Mhym... – przytaknęłam – jesteś tutaj sam?
-
Nie, a właśnie gdzie moi koledzy – zaczął się rozglądać.
-
Chyba ci uciekli.
-
Żadna nowość – powiedział po nosem – wiesz co? To nie jest ważne. Zagramy w
bilarda?
-
Tylko uważaj, jestem naprawdę dobra – spojrzałam na niego i ruszyliśmy do stołu
bilardowego. Zaczęliśmy grać, biedny nie mógł utrzymać równowagi. Graliśmy
przez półgodziny, a potem wróciliśmy do rozmowy. Louis znów chciał się czegoś
napić, a ja od razu mu zabroniłam. Choć poznałam go dopiero tego wieczoru to
nie chciałam, żeby coś mu się stało. W końcu pijany człowiek jest stanie zrobić
wszystko. Po jego oporach i wyrywanych mojego telefonu zamówiłam taksówkę. Louis
już prawie odpływał. Wyciągnęłam z jego kieszeni portfel i poszukałam jakiś
danych. Znalazłam adres na jego dowodzie. Taxi już czekało dlatego go zabrałam
na zewnątrz. Wpakowałam do auta i podałam adres kierowcy.
-
Chwila nie powiedziałaś mi jak masz na imię – spojrzał na mnie za nim zamknęłam
drzwi.
-
Sophie – lekko się uśmiechnęłam i tak nie zapamięta, był zalany w trzy dupy.
Taksówka odjechała, a ja spostrzegłam, że wciąż mam jego portfel. Chciałam go
dogonić, ale jeszcze zgubiłby ten portfel. Wzięłam rower i ruszyłam w stronę
domu. Po raz pierwszy, od kiedy tu jestem poczułam się senna o tak wczesnej
(jak dla mnie) porze.
|Zayn|
Pocałowałem ostatni raz moją Grace,
stojąc w drzwiach. Było już trochę późno, a jej ojciec miał wrócić w bliskim
czasie. Kiedy się od niej odsunąłem lekko się uśmiechnęła i założyła włosy za
ucho. Skierowałem się po schodach w dół i wyszedłem z kamienicy. Było wyjątkowo
chłodno. Z moich ust wydostawała się para od zimnego powietrza. Szedłem
chodnikiem w stronę naszego domu. Zobaczyłem grupkę chłopaków. Głośno się
śmiali i przeklinali. Wszyscy spojrzeli w moją stronę.
-
No proszę, proszę – powiedział jeden. Znałem ten głos.
-
Nasz stary kolega, dawno się nie odzywałeś – powiedział Martin.
-
Sorry chłopaki muszę lecieć – mruknąłem, nie miałem zamiaru kiedykolwiek wracać
do tego towarzystwa, dzięki któremu miałem skandal za skandalem, o mało mnie
nie aresztowali, a papieros praktycznie nie opuszczał moich ust, na szczęście
chłopcy z zespołu mi pomogli.
-
No nie gadaj nie widzieliśmy się wieki temu – James wyciągnął paczkę papierosów
i podłożył mi pod nos zachęcająco.
-
Nie dzięki – odsunąłem jego rękę.
-
Czyli to już koniec fajnego Zayn’a? – spytał Martin, ścinając mnie wzrokiem.
-
Słuchajcie muszę iść – mruknąłem i chciałem już iść, ale James mnie zatrzymał.
-
Spotkajmy się jutro, jest fajna impreza w naszym ulubionym klubie. Przyjdziesz?
– stałem tak przez chwilę nie wiedząc co mam odpowiedzieć. Martin zaczął
patrzyć na mnie prześmiewczo.
-
Dobra przyjdę – będę tego żałował, dodałem w myślach.
-
No to do zobaczenia – zaśmiali się – twój numer nadal aktualny? – pokiwałem tylko
głową i odszedłem.
*******
Wszedłem po cichutku do domu, aby nikogo
nie obudzić, ale okazało się, że było to w ogóle nie potrzebne. Wszystkie
światła były zapalone, z łazienki dochodziły nieprzyjemne odgłosy rzygania.
Nagle Liam pojawił się w przedpokoju.
-
Gdzie ty byłeś? – był wkurzony.
-
U Grace. Wszystko gra? – zmieniłem temat.
-
Louie rzyga, jest upity jak cholera. Harry musi go trzymać, aby trafiał w
muszlę... – skrzywiłem się i nawet nie zbliżałem do łazienki.
-
A Niall śpi? – spytałem.
-
Nie. Ogląda coś w telewizji – mruknął i poszedł do łazienki. Zdjąłem buty i
kurtkę i wszedłem do salonu. Niall siedział rozwalony na kanapie, a w ręku
trzymał butelkę piwa. Spojrzał na mnie i się zaśmiał.
-
No ładnie, ładnie... Co było przyjemnie? – rzuciłem w niego poduszką – Ej!
Tylko się pytam.
-
Dla twojej wiadomości do niczego nie doszło. Grace nie chce się spieszyć –
odpowiedziałem.
-
Boże laski potrafią zmienić faceta – nie patrzył się już na mnie tylko na
telewizor.
-
Ja przynajmniej nie ukrywam swoich uczuć do swojej przyjaciółki – odgryzłem się,
a on szybko odwrócił głowę w moją stronę.
-
Co chcesz przez to powiedzieć?
-
Że boisz się wyznać Ellie co do niej czujesz. Ktoś ci ją zgarnie z przed nosa,
więc lepiej się pospiesz – odpowiedziałem.
-
Ona traktuje mnie tylko jako przyjaciela i nic więcej – burknął – po za tym co ona
niby mogłaby we mnie widzieć – nie dał mi szansy aby cokolwiek powiedzieć, bo
wyszedł z pokoju. Po chwili usłyszałem trzask drzwiami. Wiedziałem jak
zmotywować go do działania. Ruszyłem po schodach do sypialni Irlandczyka.
``````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
Rozdział beznadziejny, przepraszam, ale ostatnio nie mam w ogóle pomysłów i czuję, że to opowiadanie powoli zaczyna być nudne...
No nic jak widzicie pojawiła się nowa postać, piszcie co o niej myślicie. Proszę komentujcie jak zawsze, chcę znać wasze opinie :)
Czuję taki cudowny spokój po tych egzaminach, że nawet nie macie pojęcia. Nawet nie poszło mi źle oprócz części przyrodniczej, o której wole się nawet nie wypowiadać. Najdziwniejsze we wszystkim jest to, że matma dla mnie była prosta. ;) a jej obawiałam się najbardziej.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
~ Rozdział Dwudziesty ~
|Grace| 31 Sierpnia
Chłopcy
byli na próbie, a ja siedziałam w ich apartamencie i potwornie się nudziłam.
Jak zwykle nic nie leciało w telewizji. W końcu zostawiłam na jakimś programie
kulinarnym. Ciągle spoglądałam na telefon, zastanawiałam się, kiedy mama do
mnie zadzwoni. Nie zrobiła tego ani razu, dlatego nie żałowałam ani trochę, że
uciekłam. Choć wydaje się to błahy powód, dla którego uciekłam, ale wiem jakby
się to skończyło. Z dnia na dzień było by coraz gorzej aż w końcu zamknęliby
mnie w jakiejś wieży. Po nich można spodziewać się wszystkiego. W poniedziałek
ma się odbyć rozpoczęcie w szkole. Książkami nie musiałam się przejmować, bo
dostawaliśmy je zawsze od szkoły za darmo. Wstałam z kanapy i poszłam do pokoju
Zayn’a. Wczoraj wieczorem zasnęłam na sofie, dlatego nie miałam okazji
dokładnie go obejrzeć. Nie miałam zamiaru grzebać mu w szufladach i zaglądać
pod łóżko, ale chciałam zobaczyć jak w ogóle wygląda. Wchodząc do środka od
razu poczułam zapach Zayn’a. Ściany były pomalowane na piaskowy kolor.
Podeszłam do komody, na której stały zdjęcia. Na pierwszym były trzy dziewczyny
jak się domyśliłam jego siostry. Były także zdjęcia z chłopakami i z rodzicami.
Podeszłam do biurka, na którym walało się pełno papierków, długopisów,
drobniaków i mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Oczywiście były też rysunki.
Postanowiłam się przejść, dlatego wzięłam z torby cieplejszą bluzę i zeszłam na
dół. Ubrałam trampki i zamknęłam drzwi. Skierowałam się prosto do kafejki.
Wchodząc do środka, wzięłam magazyn i podeszłam do lady. Zamówiłam moją
ukochaną moccę z białą czekoladą i usiadłam przy małym stoliczku. Klientów było
mało nie tylko z powodu pory dnia, ale także przez pogodę. Wiał zimny wiatr i
padała deszcz, niby normalne jak na Londyn. Kasjerka krzyknęła, że moja kawa
jest gotowa, więc podeszłam do lady. W tym samym momencie podszedł mężczyzna
odbierając swoje expresso. Mimowolnie spojrzałam na niego, a moje serce zaczęło
mocniej bić. Brązowe włosy z lekką siwizną na skroniach. Popatrzył na mnie i
zamarł.
- Grace – powiedział cicho.
- Poznałeś mnie – stałam bez
ruchu.
- Miałbym nie poznać własnej
córki? – powiedział, a ja spuściłam wzrok – ile to już lat? Pięć, sześć?
- Mama okłamywała mnie, że nie
chcesz mieć ze mną żadnego kontaktu dlatego do ciebie nie pisałam – ojciec
spojrzał w bok z niedowierzaniem.
- Chodź porozmawiamy – poszliśmy
do stolika – może pomińmy gimnazjum, ale jak liceum? – zapytał, a ja zaczęłam
opowiadać o wszystkim włącznie z tym, że uciekłam z domu.
- Powinienem na ciebie
nawrzeszczeć, że nie powinnaś uciekać, ale zrobiłbym w twoim przypadku
dokładnie to samo – uśmiechnął się blado.
- Wróciłeś na stałe do Londynu? –
zapytałam.
- Tak, dostałem dobrą ofertę
pracy. Masz gdzie mieszkać tak w ogóle?
- Chwilowo mieszkam u kolegów...
- U tych co są w tym zespole tak?
– pokiwałam głową – Muszę porozmawiać z twoją matką. Podejrzewam, że nie chcesz
tam wracać?
- A jak myślisz?
- Dzwonili do ciebie? – wypytywał
mnie, a ja pokręciłam głową.
- Wiem, że to szybko, ale jeśli
nie miałabyś gdzie się podziać to wiesz, że moje mieszkanie zawsze stoi dla
ciebie otworem. Mam nawet wolny pokój.
- Dziękuję ci za wszystko – lekko
się uśmiechnęłam.
- Porozmawiam dzisiaj z twoją
matką i jakoś to wszystko ustalimy, teraz lecę muszę wracać do pracy. Tu masz
mój numer telefonu – dał mi wizytówkę i wyszedł. Wszystko mi się wydawało jakby
było snem. Całymi dniami myślałam nad tym jak mam go spotkać, jak zdobyć adres lub
numer, a wystarczyło pójść do kafejki w porze lunchu. Chcę zamieszkać z ojcem.
Nadrobilibyśmy nasze relacje i wszystko w końcu funkcjonowało normalnie i
mogłabym spokojnie spotykać się z Zayn’em.
Nie chciałam wracać jeszcze do
apartamentu dlatego poszłam do parku. Pospacerowałam dwie godziny, a następnie
poszłam do Zoe. Musiałam się wygadać. Z Ellie było już lepiej, ale jej mama i
tak zrobiła kwarantannę przez co nie mogliśmy jej odwiedzać. Podeszłam do drzwi
i zadzwoniłam na dzwonek. Otworzyłam mi moja przyjaciółka.
- No
proszę nasza uciekinierka – weszłam do środka i zdjęłam buty. Bez słów od razu
skierowałyśmy się do jej pokoju. Walnęłam się na jej łóżko, a ona położyła się
koło mnie. Zaczęłam jej opowiadać o wszystkim.
-
Powiedziałaś nawet o pierścionku, hoho. Chcesz zamieszkać u ojca? – zapytała.
- Tak i to
bardzo. Nie chcę siedzieć chłopakom na głowach po za tym może wreszcie miałabym
normalnego rodzica – przekręciłam się na brzuch.
- Z tego
co pamiętam twój tata nie jest zbyt normalny. Pamiętasz jak zabrał nas nad
morze i chodziliśmy po wydmach, a potem goniła nas policja bo było to miejsce
zastrzeżone?
- Jak
mogłabym zapomnieć Ellie, która wpadła do jakiś krzaków i potem miała wysypkę –
zaśmiałyśmy się.
- Przez
nią nas złapali, ale też zlitowali gdy zobaczyli jak jej skóra zaczyna puchnąć.
- Nawet
zawieźli nas na pogotowie – zaczęłyśmy się śmiać.
Przesiedziałam u Zoey do godziny
dziewiątej wieczorem. Postanowiłam, że będę się zbierać, wolnym krokiem szłam w
stronę domu chłopaków. Weszłam do środka gdzie panowała grobowa cisza. Czyżby
jeszcze nie wrócili z próby, ale drzwi były otwarte. Weszłam do salonu, wszyscy
siedzieli na kanapie. Spojrzeli na mnie.
- No
proszę! Ładnie się to tak włóczyć? Baliśmy się, że cię znaleźli i zabrali! –
Zayn chodził tam i z powrotem, wrzeszcząc po mnie. Niall wpieprzał orzeszki.
Harry rzucał w Lou czekoladkami, przez co walały się po całym pokoju. Liam jak
zwykle siedział na laptopie.
-
Rzeczywiście wszyscy bardzo się martwili – mruknęłam.
- Ale ja
się martwiłem, że zabiorą mi mojego skarbeczka – powiedział podchodząc do mnie.
- Oj już
tak nie słódź – zaśmiałam się, wziął mnie za rękę i pociągnął na górę. Weszliśmy
do jego pokoju, położyłam się na jego łóżku. Po chwili do mnie dołączył.
Opowiedziałam mu co się wydarzyło, a on ciągle całował mnie po szyi.
- Czy ty
mnie w ogóle słuchasz?
- Mhym...
– mruknął – spotkałaś swojego ojca, z którym chcesz zamieszkać, a potem poszłaś
do Zo – pocałował mój policzek, a potem usta. Zaczęło się robić bardzo
przyjemnie, gdy ktoś musiał oczywiście wleźć do środka.
- Niall
byłbyś tak łaskaw wyjść? – Zayn obrócił się do chłopaka.
- No już,
już chciałem wam tylko powiedzieć, że Harry zrobił kolacje, ale jesteście dla
mnie nie mili, więc wszystko wam zjem – powiedział i wyszedł. Zayn głośno westchnął
i wywrócił oczami, a ja się zaśmiałam.
- Nie
rozumiesz. Teraz będę musiał go przepraszać ze sto razy, bo będzie chodził
obrażony – powiedział ściszonym głosem.
|Leah| O1
Września
Ja i dziewczyny naprawdę się
polubiłyśmy, mamy wiele wspólnych tematów, a one są naprawdę miłe. Szłam w
stronę domu Zoe, miała mi pożyczyć pewną książkę. Pogoda troszkę się
polepszyła, na niebie było parę chmurek, przez które przebijały się promienie
słoneczne. Poczułam brzęczenie mojej komórki w kieszeni. Wyciągnęłam go i
spojrzałam na ekranik, którym wyświetlało się, że mam wiadomość od Lou. Pisał
żebym wpadła do nich, bo mu się nudzi. Dlaczego Liam nie napisał mi czegoś
takiego tylko Louie? Nie wiem czemu zadałam sobie to pytanie. Znalazłam się pod
domem Zo. Zadzwoniłam na dzwonek. Otworzył jakiś mężczyzna, chyba jej ojciec.
- Dzień
dobry zastałam Zoey? – grzecznie zapytałam.
- Tak.
Zoey! – krzyknął w głąb domu. Po chwili w drzwiach pojawiła się szczupła
szatynka.
- O to ty.
Książkę dam ci kiedyś indziej, ale proszę zabierz mnie stąd – powiedziała
biorąc sweter z wieszaka.
- Idę do
chłopaków, więc możesz iść ze mną.
- Dobra
niech będzie – wyszła z domu. Krzyknęła tylko „wychodzę” i zamknęła drzwi.
- Co się
takiego stało? – zapytałam.
- Otworzył
ci mój ojciec, właśnie wrócił z delegacji w Nowej Zelandii. Jak zwykle się
kłócą, pewnie będzie rozwód – mówiła spokojnie.
- A ty się
tym nie przejmujesz? – spytałam na co ona wzruszyła tylko ramionami. Dalej
szłyśmy już w ciszy. Nie rozumiałam do końca Zoey. Widać było, że próbowała
ukryć jakiekolwiek uczucia, tylko pytanie dlaczego.
Po paru minutach weszłyśmy do
środka, jak zwykle w przedpokoju walały się ubrania, pudełka i różne inne
śmieci, których wole nawet nie identyfikować. Najpierw pojawił się Hazza, gdy
tylko zobaczył Zo od razu się rozpromienił. Zoey jak zwykle postanowiła go
podrażnić. Ściągnęła buty i nawet na niego nie spojrzała tylko ruszyła w stronę
salonu. Harry zdenerwowany poszedł za nią. Siłowałam się z moim butem, ale w
końcu zszedł z mojej stopy, przez co straciłam równowagę, ale szybko złapałam
szafki, która stała przy ścianie. Nawet nie chcę wiedzieć jak wtedy wyglądałam.
Weszłam do salonu, gdzie panował jeszcze większy bajzel. Szybko podszedł do
mnie Louie.
- No
nareszcie jesteś, co będziemy robić? Ugotujesz coś? – wypytywał mnie, a ja
szukałam wzrokiem Liam’a – halo, mówię do ciebie – pomachał ręką przede mną.
- Emm...
Tak, a co chcecie jeść? – na ostatnie słowo wszyscy spojrzeli na mnie.
- Zrobisz
to dobre. No jak to się nazywało. Ten makaron... – Lou zmrużył oczy.
- Mówisz o
spaghetti? – chwyciłam go za ramię, powstrzymując śmiech.
- Tak
właśnie! – powiedział – mogę ci pomóc jeśli chcesz.
- No jasne
– odparłam. Weszliśmy do kuchni, zaczęłam od umycia rąk. Trochę bałam się
ścierki, która leżała na blacie, dlatego wytarłam się w bluzkę Lou, który miał
teraz odbite moje ręce na torsie.
-
Przegięłaś – pokręcił głową. Myślałam, że jakoś się odegra, ale on nic – dobra,
to tak gdzie jest wielki garnek – wyciągnął naczynie z szafki i nalał do niego
wody – w tamtej szafce jest makaron, wyciągnij go – rozkazał mi, tak też
zrobiłam. Podeszłam z powrotem do blatu, Lou oblał mnie wodą z kranu. Wzięłam
szybko garnek pełny wody i wylałam całą jego zawartość na Lou. Ten tylko
otworzył usta i pokręcił głową. Przełożył mnie przez ramię i zaczął iść. Tylko
nie to proszę, pomyślałam, ale niestety Lou wyszedł ze mną na zewnątrz, nim się
obejrzałam byłam już w basenie, pełnym zimnej wody. Wszyscy wybiegli na dwór.
Harry zaczął oczywiście kręcić wszystko komórką. Wyszłam, cała zmarznięta z
wody i spojrzałam na zwijającego się ze śmiech Lou. Podbiegłam do niego i się
rzuciłam. Leżeliśmy na ziemi cali mokrzy i brudni z trawy. Wszyscy śmiali się
na całego. Nagle z domu wyszedł Niall, nawet na nas nie spojrzał.
- Co z tym
spaghetti? – zapytał.
- Może
najpierw się przebierzemy? – powiedziałam do niego, Niall wyszedł przed Zayn’a
aby lepiej się nam przyjrzeć. Zaczął się śmiać w ten swój znany sposób, przez co
wszyscy znów zaczęli się śmiać. Podniosłam się z ziemi i lekko się zachwiałam.
- Dam ci
jakieś ciuchy, chodź – pociągnęła mnie Grace, wciąż się śmiejąc. No tak
zapomniałam, że teraz to jest jej mieszkanie.
Kiedy była czysta i pachnąca,
zeszłam na dół, gdzie zastałam Ellie.
- Już
zdrowa? – zapytałam.
- No
powiedzmy, ale już nie mogłam wysiedzieć w domu – lekko się uśmiechnęła.
Spojrzała na ubrania, które miałam na sobie – dlaczego masz ubrania Grace? –
nic już nie odpowiedziałam, bo Harry podał jej telefon, na którym był cały filmik,
szalejących mnie i Lou. Po chwili Ellie zaczęła głośno się śmiać i burząc się i
mówiąc, że „ją zawsze wszystko co fajne omija”.
|Grace|
Tata nagle do mnie zadzwonił, że
musimy się koniecznie spotkać. Tak więc szybko poszłam do najbliższej kawiarni,
w której się umówiliśmy. Rozmawiał z mamą, przez co trochę się stresowałam.
Weszłam do lokalu wypatrując tatę. Zobaczyłam tylko machającą rękę, podeszłam
więc i usiadłam na krześle. Ojciec odkaszlnął i spojrzał na mnie.
- No to
tak, masz do wyboru dwie opcje, albo wrócisz do mieszkania z twoją matką i
ojczymem lub jeśli oczywiście będziesz chciała. Możesz zamieszkać ze mną. Wiem,
że na pewno to dzieję się trochę szybko i...
- Bardzo
chciałabym z tobą zamieszkać tato – przerwałam mu i lekko się uśmiechnęłam.
Chwyciłam go za rękę, a on mocno ścisnął moją. Nagle usłyszałam odgłos
robionego zdjęcia. Odwróciłam się do okna, gdzie ujrzałam fotografa.
- Skarbie
dlaczego on nam robi zdjęcia? – popatrzył krzywo na tego człowieka.
- Urok
bycia dziewczyną jednego z najbardziej pożądanych chłopaków znanego zespołu –
wzruszyłam ramionami – po prostu się nim nie przejmuj.
- No
dobrze, wracając do naszego tematu, moje mieszkanie jest małe, ale będziesz
miała własny pokój. Tylko musimy przenieść twoje rzeczy. Jutro się tym
zajmiemy.
- A możesz
ty to zrobić, sam? Nie chcę mieć na razie kontaktu z moją matką – mruknęłam.
- No
dobrze... Grace ale wiesz, że w końcu będziesz musiała z nią pogadać? – tata
poważnie na mnie spojrzał.
- Tak
wiem, ale na razie nie jestem jeszcze gotowa – skrzywiałam się – a właśnie co
ze szkołą?
- No jest
jeden warunek. Możesz ze mną mieszkać, ale masz dalej chodzić do tej samej
szkoły.
- W sumie
to i tak ostatni rok – wzruszyłam ramionami.
|Harry|
Jak zwykle siedzieliśmy w salonie
oglądając jakiś beznadziejny film. Zayn i Louis poszli do jakiegoś klubu, trochę
mnie to martwiło, bo jak wiadomo oni razem sami na mieście to jak dwa gołębie
na parapecie. Zawsze coś narobią... Ciągle spoglądałem na Zoey. Czy ona musi
być taka boska? Odwróciłem wzrok i próbowałem się skupić na filmie. Tej nocy
śniło mi się, że byliśmy na randce i było tak cudownie, bo Zoey była miła...
Hmm, marzenia. Tak bardzo chciałbym ją gdzieś zabrać, żebyśmy mogli swobodnie
pogadać, może wreszcie by się przede mną otworzyła. Siedziałem i dalej gapiłem
się w ten przeklęty ekran. Poczułem jak powieki mi się kleją, po paru sekundach
odpłynąłem.
Znalazłem
się w lesie, robiliśmy ognisko. Liam biegał dookoła wszystkich chwaląc się
swoim nowym telefonem. Grace i Ellie tańczyły tańce plemienne dookoła ogniska.
Leah tarzała się po trawie, a Niall, Zayn i Lou oglądali telewizor. Nie wiem do
końca jak on się znalazł w środku lasu, ale nie ważne. Podbiegła do mnie Zoey.
- Harry ty i te twoje muskuły... – mruknęła.
- Tak wiem złotko... – odparłem z dumnym
uśmiechem.
- Kiedy tylko cię widzę moje serce nie wytrzymuje
i... – zamknęła oczy – ukaraj mnie Harry, w ten twój sposób, proszę – szepnęła.
Pociągnąłem ją w stronę lasu. Poczułem lepką bitą śmietanę na ustach.
- Co do
cholery?! – otworzyłem szeroko oczy. Zoey i Niall postanowili usmarować mnie
bitą śmietaną. Oczywiście musieli mi przerwać jeden z lepszych snów, bo jakby
inaczej.
Poszedłem do
łazienki i zmyłem wszystko dokładnie. Wróciłem do salonu.
- Zo, możemy na chwilę pogadać? – zapytałem, ona tylko wstała i poszła
za mną do kuchni. Dobra stary, tylko się nie denerwuj.
- O co chodzi? – splotła ręce na klatce piersiowej.
- No bo wiesz, trochę się znamy i... Tak pomyślałem, skoro za tydzień
jest ten festyn w parku, to może przeszlibyśmy się tylko my, co ty na to?
- Nie lubię tego typu imprez – szybko odpowiedziała.
- To może, no nie wiem kino, albo może po prostu się przespacerujemy? –
pytałem, czułem jak pocą mi się ręce.
- Harry ja nie chcę z tobą nigdzie wychodzić w TEN sposób, jeśli wiesz o
co mi chodzi. Nic do ciebie nie czuję, jesteś jak kumpel – powiedziała zimno i
zostawiła mnie samego w kuchni. Poczułem jak moje serce rozpada się na tysiące
kawałeczków.
Sorry że nie dodałam rozdziału w piątek, ale nie miałam weny -.- Jest długi , więc mam nadzieję, że się wam podoba :)
KOMENTOWAĆ!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

