niedziela, 15 kwietnia 2012

~ Rozdział Dziewietnasty ~


|Grace| 29 Sierpnia

         Trasa koncertowa trwała jeszcze przez tydzień po wyjściu Niall’a ze szpitala, co prawda przez cały koncert musiał siedzieć na stołku, ale fanki i tak były szczęśliwe, że koncert w ogóle się odbył. Po trasie z dziewczynami wróciłyśmy do Londynu, a chłopcy pojechali do rodzinnego miasta Niall’a. Ja i mama rzeczywiście odpoczęłyśmy od siebie dzięki czemu nasze relacje się poprawiły. Tęskniłam za Zayn’em i on za mną też, bo wysyłał mi co chwila sms’y, a gdy mógł dzwonił. Było to słodkie, ale później zaczynało się to robić trochę męczące. Już pierwszego września będą z powrotem, ale tylko na dwa tygodnie, później lecą w trasę po Australii. Mama i ojczym dowiedzieli się o moim związku z gazet przez co trochę się zdenerwowali i teraz Zayn będzie musiał przyjść do nas na obiad. Za niedługo mój prawdziwy ojciec wraca do Londynu, próbowałam wyciągnąć od mamy więcej informacji, ale ona siedziała cicho. Chciałam z Zayn’em na razie trzymać nasz związek w ukryciu, ale się niestety nie udało, paparazzi są po prostu wszędzie. Cóż fanki Zayn’a nie darzą mnie dużą sympatią, ale na szczęście nie dostałam jeszcze żadnych gróźb, więc nie jest źle.

                        ~ **** ~

            Szłam do Milkshake City, aby spotkać się z dziewczynami. Pogoda oczywiście była okropna. Ciągle wiało i siąpiło. Cała zziębnięta weszłam do cieplutkiego pomieszczenia. Od razu zauważyłam przegadującą się Zoey z Lee. Ellie tylko siedziała znudzona wpatrując się w swój napój.
- Ładnie to tak się spóźniać? – zapytała Zoe patrząc na lewy nadgarstek, jakby był tam zegarek.
- Przepraszam – wywróciłam oczami, zdjęłam kurtkę i usiadłam koło Ellie – to jak dziewczyny cieszycie się na powrót do szkoły? – zaśmiałam się.
- Cieszę się tak jak pogoda – wszystkie popatrzyłyśmy za okno, gdzie zaczęło zacinać mocnym deszczem. Poprawiłam włosy, które pewnie przypominały futro owcy.
- Wy przynajmniej nie musicie chodzić do szkoły sióstr dominikanek, gdzie nawet w zimie trzeba nosić spódnice – mruknęłam. Telefon Ellie leżący na stole nagle zabrzęczał. Podniosła się i wzięła komórkę do ręki.
- Niall pisze, że wracają już jutro – uśmiechnęła się szeroko.
- Nareszcie Zayn nie będzie mi co chwila wysyłał wiadomości – uśmiechnęłam się i oparłam brodę na ręce.
- A ja w końcu będę miała komu podokuczać – uśmiechnęła się zadziornie Zoe. Z każdym dniem przerażała mnie jeszcze bardziej.

                                               ~ ***** ~

            Stałyśmy na lotnisku jak ciołki czekając na tych pacanów. Ellie została w domu, bo źle się czuła. W końcu usłyszałyśmy śmiechy i przy okazji piski fanek. Niall był już bez gipsu. Jako pierwszy pojawił się mój Zayn. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Złożył na moich ustach gorący pocałunek. Pociągnął mnie za rękę za ochroniarzem w stronę samochodu.
            Wszyscy wsiedliśmy, Niallo’wi zrzedła mina.
- Gdzie jest Ellie? – zapytał smutny.
- W domu, źle się czuje – odpowiedziałam mu szybko, bo brązowooki zaczął mnie całować.
- Jesteście obrzydliwi! – krzyknął Harold, a my zaczęliśmy się śmiać.
- Tak za tobą tęskniłem mój kwiatuszku motylku wróbelku – słodził mi Zayn, żeby wkurzyć loczka.
- Ja za tobą też niedźwiadku słoniku tygrysku – zamruczałam, a Harry wsadził sobie palec do buzi na znak, że się nami brzydzi. Jechaliśmy jakieś piętnaście minut aż znaleźliśmy się pod domem chłopaków. Wszyscy spokojnie weszli do środka, tylko Niall został oznajmiając nam, że jedzie do Ellie. Zayn nie odstępował mnie na krok. Usiedliśmy na kanapie, Lou włączył telewizor.
- Idę do łazienki – wyswobodziłam się z objęć Zayn’a, on też się podniósł.
- Idę z tobą – oznajmił.
- Zayn za chwilę wrócę – uśmiechnęłam się.
- No dobrze – powiedział i usiadł zrezygnowany. Idąc sobie spokojnie przede mną przebiegł Harry uciekający przed Zoey.
- Zabiję cię! – krzyczała, no cóż Harr’emu raczej to odpowiadało. Ta dwójka tak do siebie pasowała, że aż ślepy staruszek by to zauważył. Po załatwieniu swojej sprawy, wróciłam do salonu i usiadłam koło Zayn’a. Spojrzałam na Louis’a, który zamiast patrzeć na ekran patrzył na Lee, ta znowu na Liam’a. Czyżby trójkącik?
- Grace – wystarczyło, że wypowiedział moje imię, a już przechodziły mnie dreszcze – pisałaś mi, że masz do mnie sprawę jak wrócę.
- A tak, tak. Moja mama dowiedziała się o nas i teraz chcę cię poznać, dlatego, chcę wiedzieć kiedy będziesz wolny, aby przyjść do nas na obiad – odpowiedziałam.
- Chociażby jutro – wzruszył ramionami.
- Ok. to powiem mojej mamie – lekko się uśmiechnęłam, bo nie byłam do tego zbytnio przekonana, Zayn to zauważył.
- Stresujesz się? – zapytał śmiejąc się.
- Nie, tylko moja rodzina jest trochę... – urwałam.
- Skarbie nie ma chyba nic dziwniejszego od nich – spojrzeliśmy na chłopaków. Lou zaczął bawić się w łapki z Harry’m, a Liam uciekał przed Zoe, która goniła go z łyżką, śmiejąc się jak psychol.
- Taa... tylko, że moi rodzice są znów w drugą stronę – mruknęłam.
- Będzie dobrze – pocałował mnie w czoło.

|Niall|

            Nareszcie zdałem prawo jazdy, dlatego wreszcie mogę jeździć wszędzie, gdzie tylko chcę. Noga jeszcze trochę pobolewała, ale nie było źle. Podjechałem do sklepu, aby kupić coś co poprawi El humor. Z tego co mówiła mi Grace ma anginę, a wiem, że ta choroba jest najgorsza z możliwych można jeść tylko i wyłącznie papki z powodu bolącego gardła. Chodziłem między półkami sklepowymi szukając czegoś odpowiedniego. Wszedłem na dział z zabawkami, gdzie ujrzałem ogromnego miśka. Wiem jak Ellie uwielbia misie, dlatego od razu go wziąłem. Następnie wziąłem słodycze, które były na tyle miękkie, że nie będą przyprawiały El o ból gardła. Na promocji była seria jakiś starych filmów, więc też je wziąłem.
            Podjechałem pod jej dom i wysiadłem z zakupami. Zadzwoniłem na dzwonek, po paru sekundach otworzyła mi jej mama, która szeroko się uśmiechała.
- Niall jak miło cię widzieć. Wchodź do środka, widzę, że ściągnęli ci już gips, ale noga pewnie dalej boli co? Ellie jak wiadomo wyszła, kiedy najmocniej padało i teraz ma za swoje. Leży w łóżku i jeszcze ma wąty – jak zwykle pani Hamilton nie zamykały się usta. Tylko się uśmiechnąłem, ściągnąłem zabłocone buty i wilgotną kurtkę – idź do niej tylko uważaj, bo jak się zarazisz to nie moja wina idziesz tam z własnej woli.
- Dobrze, dobrze. Moja odporność jest naprawdę mocna – powiedziałem i wyszedłem do góry. Lekko zapukałem do drzwi jej pokoju na co usłyszałem słabiutkie „proszę”. Wszedłem do środka.
- Niall? –  powiedziała zachrypniętym głosem, podniosła się z łóżka.
- Wyglądasz okropnie – zaśmiałem się.
- Ciebie też miło widzieć – uśmiechnęła się sztucznie i mocno się do mnie przytuliła. Spojrzała na białego misia.
- A właśnie, byłem w sklepie i jak zobaczyłem tego miśka pomyślałem, że ci się spodoba.
- I miałeś racje – wzięła misia i mocno go do siebie przytuliła.
- Kupiłem jeszcze jakieś filmy i słodkie pianki nie będą ci tak podrażniać gardła.
- Uwielbiam cię, odkąd jestem chora mama wciska mi tylko rosół i zmiksowane ziemniaki z warzywami.
- Boże to muszą być tortury – powiedziałem poważnie.
- No żebyś wiedział – Ellie przyciągnęła do łóżka telewizor, który był na półce na kółkach. Wzięła pierwszą lepszą płytę jaką przyniosłem i ją włączyła. Okazało się, że była to kolekcja starych horrorów, dlatego mieliśmy niezły ubaw. Ellie ciągle się przytulała do misia kupionego przeze mnie.
- Kupowanie tego miśka nie było najlepszym pomysłem – skrzywiłem się, a ona się zaśmiała i przytuliła do mnie. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech satysfakcji. Przykryliśmy się grubym kocem. W końcu skończyło się na tym, że zamiast oglądać film opowiadaliśmy sobie co się działo, kiedy się nie widzieliśmy.

|Grace| 3O Sierpnia

            Wszystko było już prawie gotowe, Zayn miał przyjść za jakieś dziesięć minut, żeby spotkać się z moją rodziną. Chodziłam tak w kółko czekając na niego. Usłyszałam dzwonek do drzwi, jak oparzona pobiegłam do drzwi. Moja mama też podeszła razem z ojczymem. Otworzyłam drzwi, gdzie ujrzałam uśmiechniętego Zayn’a. Grzecznie się przywitał, ściągnął kurktę i buty.
- Więc ty musisz być Zayn. Miło nam cię poznać – wyciągnął rękę ojczym. Mama uśmiechnęła się.
- Zaraz wszystko będzie gotowe, Grace możesz oprowadzić go po domu – znów dała ten swój sztuczny uśmiech.
- Dom jak dom, mamo – mruknęłam.
- Grace zachowuj się – mama poszła do kuchni, a Markowi (mój ojczym) zadzwonił telefon, który pilnie musiał odebrać. Lekko się uśmiechnęłam do Zayn’a. Wzięłam go za rękę i poszliśmy do mnie do pokoju. Oczywiście gdy tylko weszliśmy do mojego królestwa, Zayn zaczął oglądać mój pokój z każdej strony. Doszedł do ściany ze zdjęciami i jak zapewne znając jego szukał swojego zdjęcia. Szybko go znalazł.
- Dużo mnie tutaj – powiedział dalej się przyglądając zdjęciom.
- Często uzupełniam tą ścianę – odpowiedziałam. Zayn odwrócił się w moją stronę, podszedł do mnie i pocałował, po chwili przerodziło się to w coś bardziej namiętnego. Usłyszałam kroki, odskoczyłam od niego. Do pokoju weszła mama.
- Gotowe, chodźcie – powiedziała.
            Usiedliśmy przy stole. Mama podała wszystko do stołu, gdzie zaczął się wywiad Marka...

|Zayn|

            Siedzieliśmy przy stole, a jej ojczym zaczął się mnie wypytywać.
- Interesujesz się czymś poza muzyką? – zapytał mnie.
- Trochę rysuję...
- Jak Grace – przerwał mi – w dodatku chciała pójść na studia artystyczne, ale szybko wybiłem jej to z głowy. Prawnicze studia są praktyczniejsze – zaśmiał się, spojrzałem na Grace, która tylko smutno patrzyła się w talerz. Już miałem ochotę mu przywalić.
- A ty masz zamiar robić coś poza byciem w zespole? – zapytał mnie.
- Ni... – Grace kopnęła mnie w kostkę – Nooo myślałem o studiowaniu angielskiego – odpowiedziałem, a dziewczyna odetchnęła.
- Ciekawie.
- Dobrze jedzmy – przerwała jej matka – Zayn mogę prosić twój talerz, nałożę ci polędwicy wieprzowej – uśmiechnęła się i zaczęła kroić mięso.
- Tyle, że ja nie jem wieprzowiny – odpowiedziałem.
- Jesteś wegetarianinem? – zapytała.
- Nie, po prostu moja wiara mi na to nie pozwala – kobieta zastygła, a nóż spadł do sosu chlapiąc przy tym obrus. Chyba nie powinienem tego mówić.
            Przez resztę obiadu trwała grobowa cisza. W końcu męki się skończyły i mogłem już iść, choć chętnie zabrałbym ze sobą Grace z tego wariatkowa. Jedynie na pożegnanie dostałem sztuczne „miło było cię poznać” od jej rodziców i smutne oczy Grace.

|Grace|

            Zayn wyszedł, a „rodzice” od razu zaczęli swoje kazanie.
- Dlaczego nie powiedziałaś nam, że jest muzułmaninem? – zapytała mama.
- To indywidualna rzecz, nie musieliście o tym wiedzieć – powiedziałam.
- On będzie miał na ciebie zły wpływ – powiedział Mark.
- Tylko dlatego, że jest innej wiary?!
- Widziałaś jego tatuaże? Ja znam takich typków – mruknął ojczym.
- Sama mam trzy i zrobiłam je sobie rok temu, a wy nawet ich nie zauważyliście! – wybuchłam.
- Co takiego?!
- A i mamo musisz być naprawdę głupia, że jeszcze się nie domyśliłaś dlaczego nie noszę już pierścionka czystości – powiedziałam, a moja mama mnie spoliczkowała.
- Do pokoju już! – powiedział Mark, a ja szybko ich wyminęłam i pobiegłam do siebie do pokoju. Zaczęłam płakać, zabierają mi dosłownie wszystko, każde najmniejsze marzenie jakie powstaje w mojej głowie jest niszczone przez nich, bo jest „niepraktyczne”. Wiedziałam, że ten obiad tak się skończy. Otarłam łzy i podeszłam do szafy wyciągając przy tym dużą walizkę. Wpakowałam do niej bieliznę parę koszulek, bluz, spodni i innych ubrań, które używałam najczęściej. Podeszłam do ściany, na której wisiały zdjęcie i delikatnie je ściągnęłam. Złożyłam je i włożyłam do pudełka, które też poszło do torby. Raczej już tutaj nie wrócę, więc lepiej wziąć jak najwięcej rzeczy. Spakowałam jeszcze laptopa i zapięłam bez problemu torbę. Ubrałam się w cieplejszą bluzę i buty. Usiadłam na łóżku i czekałam aż wszyscy pójdą spać.
            Na moje szczęście matka i ojczym chodzą wcześnie spać, bo ich praca zaczyna się bardzo wcześnie, dlatego już koło dziewiątej trzydzieści było cicho, a wszystkie światła były pogaszone. Wyszłam z pokoju jak najciszej się dało. Zeszłam po schodach i wyszłam na zewnątrz.
            Szłam ulicą nie wiedząc gdzie się podziać. Nie mogę iść do którejś z dziewczyn, bo ich mamy na sto procent poinformują moją, gdzie jestem, nie chciałam znów zwalać się do chłopaków. Jak na zawołanie zobaczyłam Louis’a w dresie.
- Co ty tu robisz o tej porze? – zapytałam.
- Wczesny wieczór, biegam sobie, a ty? – spojrzał pytająco na moją torbę.
- Posprzeczałam się z rodzicami... – odpowiedziałam na jego wzrok.
- To chyba nie była lekka sprzeczka sądząc po tej torbie. Masz gdzie przenocować?
- Tak – skłamałam.
- Grace, słaba jesteś w kłamaniu – lekko się uśmiechnął – daj tą torbę.
- Przestań nie będę się wam zwalać znowu na dom.
- Zamknij się i daj mi tą torbę – zrezygnowana podałam mu torbę – poza tym Zayn, na sto procent będzie zadowolony – szturchnął mnie w ramię.
- To tylko na parę dni, później znajdę mojego prawdziwego tatę i...
- Dobra, dobra i tak za niedługo wyjeżdżamy, będziesz mieć dom tylko dla siebie.
            Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod dobrze znanym mi ich domem. Lou otworzył drzwi, od razu można było usłyszeć głośne krzyki. W przedpokoju pojawił się Zayn.
- Grace? – spojrzał na mnie po czym na torbę trzymaną przez Lou. Nic nie mówił tylko podszedł do mnie i mocno przytulił.

Dodaję długi rozdział nie wiem co mam o nim myśleć, ale to już jest wasze zadanie, żeby dać opinię na jego temat.
Rozdział dodam może dopiero w piątek, jak dobrze pójdzie (może uda mi się wcześniej) zbliżają mi się testy i muszę się wziąć do roboty dlatego będę miała mało czasu :(
           

czwartek, 12 kwietnia 2012

~ Rozdział Osiemnasty ~


|Ellie| O6 Sierpnia

            Szłam szybkim krokiem w stronę budynku szpitala. Pogoda była niesamowita. Niebo było bezchmurne i czuć było delikatnie wiejący wiaterek. Weszłam do środka, od razu poczułam chłód idący od ścian budynku na mojej skórze. Szłam korytarzem, po czym weszłam do windy i wyjechałam na drugie piętro. Drzwi się otworzyły, a ja popędziłam w stronę pokoju nr 101. Wychyliłam głowę przez drzwi, na twarzy Niall’a pojawił się duży uśmiech.
- Już jutro rano wychodzisz! – usiadłam na krzesełku przy łóżku. Nagle posmutniał - O co chodzi?
- Chyba o czymś zapomniałaś... – odwrócił wzrok. Podniosłam się i dałam mu wielkiego buziaka w policzek – no powiedzmy, że ci to wybaczę – zmrużył oczy, a ja pokręciłam głową.
- Jak żebro?
- O wiele lepiej, tylko noga sprawia małe problemy. Wiesz jak mi się trudno sika? – odpowiedział na moje pytanie, a ja się zaśmiałam.
- To co robimy? – zapytałam.
- Możemy iść do sali telewizyjnej jeśli chcesz, za niedługo będą grać w bingo – ucieszył się.
- No nie wiem graliśmy już tyle razy, po za tym czasami mógłbyś dać tym staruszkom wygrać.
- Oj no przestań, dobra skoro nie chcesz to co włączamy telewizję?
- Tak to dobry pomysł – odpowiedziałam, podeszłam do szafki i wzięłam pilota i włączyłam to pudło.
            Oglądaliśmy jeden z tych durnych teleturnieju, co chwila wybuchaliśmy głośnym śmiechem. Siedziałam na tym małym krzesełku i było mi już naprawdę niewygodnie. Zauważyłam, że Niall zaczyna robić jakieś dziwne ruchy.
- Co ty robisz? – zapytałam w końcu.
- Robię ci miejsce. Widzę, że jest ci trochę niewygodnie na tym krześle. Choć położysz się koło mnie.
- Daj spokój, jak mamy się pomieścić na tym? – wskazałam na małe łóżko.
- Będziesz skazana przytulić się do mnie – poruszył śmiesznie brwiami. W końcu położyłam się koło niego. Zrobiłam sobie coś w rodzaju poduszki z jego ręki. Blondyn wyłożył sobie na mnie swoją zdrową nogę. Tęskniłam za jego bliskością i za jego zapachem. Nagle poczułam jak jego palce schodzą do moich żeber, zaczął mnie łaskotać.
- Chcesz żebym sobie poszła? – spytałam unosząc jedną brew.
- Nie, proszę zostań – mruknął i wtulił się w moją szyję, poczułam dreszcze na całym ciele.

|Zoey|

            Leżałam rozwalona na kanapie u chłopaków. Louis, Liam i Leah gdzieś wybyli, zostawiając mnie i Harr’ego na pastwę losu tych przesłodzonych, śliniących się gołąbeczków. Siedzieli na łóżku, tuląc się do siebie i oglądając jakiś film na komputerze.
- Nie wiem czy już to słyszeliście, ale jesteście obrzydliwi! – krzyknął na nich Harry wychodząc z łazienki.
- Sam nie byłeś lepszy. Pamiętasz może jeszcze Ninę? To było dopiero obrzydliwe! – bronił się Zayn. Poczułam lekkie ukucie w brzuchu. Może powinnam coś zjeść. Bawiłam się na laptopie loczkowatego. Znalazłam folder z jego zdjęciami z dzieciństwa.
- Aww jaki mały słodki dzieciaczek – zaśmiałam się, a Harry rzucił się na kanapę niczym batman.
- Hej nie pozwoliłem ci oglądać tych zdjęć – oburzył się.
- Przepraszam – wywróciłam oczami, ale jesteś tam taki słodziutki – zachichotałam.
- Czy ty się ze mnie wyśmiewasz? – groźnie na mnie spojrzał.
- Może – odwróciłam wzrok.
- Doigrałaś się – odłożył laptopa i usiadł na mnie okrakiem.
- Grace ratuj mnie Harold chce mnie zgwałcić! – krzyknęłam.
- Mhymm... – mruknęła moja przyjaciółka, która była niezbyt tym przejęta. Loczek zaczął mnie łaskotać, a ja zaczęłam się śmiać. Nagle chłopak gwałtownie się do mnie zbliżył i zaczął gilgotać nosem w szyję. Na moim ciele pojawiły się dreszcze, zwinęłam się w kuleczkę.
- Dobrze przepraszam! – wykrzyknęłam w końcu.
- No mam nadzieję – dalej na mnie siedział.
- Harry, złaź – podyktowałam.
- To w jaki sposób wymawiasz moje imię przyprawia mnie o... – nie dokończył, bo zrzuciłam go na ziemię. Zaczęłam się śmiać. Wstałam zadowolona i poszłam po jakąś przekąskę. Robiąc sobie dobrą kanapkę z dżemem poczułam, że ktoś łapie moje włosy i zaczyna się nimi bawić. Jak zapewne był to Hazza. Choć zazwyczaj przerywałam mu takie czynności kopniakiem lub jakąś groźną odzywką, to teraz nie zrobiłam nic z tych rzeczy, czułam jakby mi się to podobało.
- Co się stało, że jeszcze nie pożarłaś mnie żywcem? – zaśmiał się Harry, a ja się obróciłam, poczułam zdenerwowanie, ale szybko ukryłam to jak inne uczucia.
- Zostawiłam sobie ciebie na kolację – odpowiedziałam.
- Och lubię te twoje zadziorne uśmieszki. A co do wieczora to powinienem się bać czy raczej być zadowolony? – spojrzał na mnie pytająco.
- Domyśl się – wzięłam talerz z kanapką i usiadłam z powrotem na kanapie. Spojrzałam na Grace i Zayn’a, którzy siedzieli tak mocno w siebie wtuleni, jakby byli w pomieszczeniu jeden na jeden. Zazdrościłam im, potrafili bez problemu okazywać swoje uczucia i nie bać się ich. Zawsze buduję mur wokół siebie nie rozumiem dlaczego, choć Grace i Ellie tyle przeszły w swoim życiu wciąż patrzą na świat w najprostszy sposób, nigdy nie miałam takiej wiary. Smutno mi, że tacy ludzie jak one, które straciły praktycznie wszystko nadal są otwarte na miłość, a ja choć nie straciłam nic, nie.

Krótki, nudny i ogólnie beznadziejny... Przepraszam, ale jestem trochę chora, a to przeszkadza mi w skupieniu się.
Bardzo mnie zdziwiło, że w tak krótkim czasie dostałam tyle komentarzy :D Jesteście najlepsze!!
 Komentować jak zawsze!! 15 komentarzy = nowy rozdział

środa, 11 kwietnia 2012

~ Rozdział Siedemnasty ~


|Grace| 27 Lipca

            Jechaliśmy w ciszy w stronę szpitala. Jedyne co wiedzieliśmy to, że Niall został potrącony przez samochód. Mimo moich i Ellie sporów teraz siedziałyśmy koło siebie i trzymałyśmy za rękę. Cała się trzęsła i patrzyła nieobecnym wzrokiem.
            Znaleźliśmy się pod budynkiem szpitala. Wpadliśmy do środka niczym burza. Zayn jako jedyny zachował spokój i poszedł w stronę jednej z pielęgniarek zapytać, gdzie znajduje się nasz przyjaciel.
- Musimy jeszcze poczekać – powiedział nam w końcu Malik.
            Siedzieliśmy przed pokojem Niall’a w totalnej ciszy. Krzesełka były niewygodne i przyprawiły mnie o ból pleców, tak więc wstałam i podeszłam do okna, które wychodziło na dziedziniec szpitala. Pogoda była dziś wyjątkowo piękna. Staruszkowie siedzieli na ławeczkach w kolorowych szlafrokach i łapali witaminę D. Biedne pielęgniarki latały tam i z powrotem. Nagle poczułam czyjąś dłoń na moich plecach. Podniosłam wzrok i ujrzałam zmartwioną twarz Zayn’a. Porozumiewawczo na siebie spojrzeliśmy i staliśmy tak w ciszy. Z sali wyszedł doktor:
- Szczerze mówiąc, mogło być o wiele gorzej – przewrócił kartkami z danymi – ma złamaną nogę i żebro, wstrząśnienie mózgu – skrzywiłam się na samą myśl o bólu jaki musiał przeżywać Irlandczyk – możecie do niego iść, ale pojedynczo dopóki się nie obudzi.
- Grace idź, to twój chłopak – powiedziała smutno Ellie.
- Hehe... – zaśmiałam się nerwowo, już chciałam powiedzieć coś dalej, gdy Zoey mi przerwała:
- Widzisz Ellie. Grace i Niall udawali, że są razem, tak samo jak wy. Małe nieporozumienie – zaśmiała się.
- Co? – krzyknęłyśmy jednocześnie, spojrzałam na Zayn’a, też był zaskoczony.
- Dobra porozmawiamy o tym później, teraz Ellie idź do Niall’a – popchnęłam ją w stronę drzwi do pokoju. Weszła po cichu, a my znów czekaliśmy. Czyli oni też udawali? Zayn może jednak coś do mnie czuje, pomyślałam.

|Ellie|

            Grace popchnęłam mnie w stronę drzwi. Delikatnie je otworzyłam. Pokój był mały i przytulny. Ściany były pomalowane na delikatny niebieski. Na środku stało łóżko, a w nim leżał jeszcze nieprzytomny blondyn. Po cichu podeszłam do niego. Miał rozczochrane włosy, co dodawało mu jeszcze większego uroku. Jego lewa noga była pokryta w gipsie. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, gdy pomyślałam, że był z Grace tylko po to, żeby mnie wkurzyć, a to oznaczało, że zależało mu na mnie. Usiadłam przy jego łóżku na małym taboreciku. Nagle do pokoju wpadły te matoły.
- Chyba mieliśmy wchodzić pojedynczo za nim się obudzi, prawda? – popatrzyłam na nich znacząco.
- Srać te ich procedury. Zasady są po to, żeby je łamać nie? – Louis wywrócił oczami, wziął drugie krzesło i usiadł naprzeciwko mnie.
- Idziemy po coś do jedzenia, chcecie coś? – zapytał nas Liam, Leah podeszła już do drzwi.
- Coś dobrego – powiedział Harry.
- Co za podpowiedź – mruknął Liam i wyszedł na korytarz, a za nim Lee.
            Nagle Niall się poruszył, wszyscy przybliżyli się do jego łóżka. Zaczął mocno kaszleć.
- ks...E..li... – znów zaczął kaszleć. Poczułam, że robię się czerwona.
- Czy on powiedział „kisieli”? – zapytał nas Harry.
- Nie, sądzę, że powiedział coś innego – powiedziała Grace, śmiejąc się pod nosem. Spojrzała na mnie.
- Ellie... – znów Niall mruknął. Podejrzewam, że przypominałam buraka. Wszyscy spojrzeli po sobie, szeroko się uśmiechając. Blondyn zaczął się przebudzać.
- To może my wam nie będziemy przeszkadzać – powiedział Zayn i wypchał wszystkich z pokoju. No jasne zostawcie mnie samą. Niall lekko otworzył oczy, spojrzał na mnie.
- Co tak świeci? – zapytał mnie.
- To słońce Niall – powstrzymałam się od śmiechu. Podeszłam do okna i zasłoniłam promienie zasłoną. Znów usiadłam przy nim.
- Ellie ja muszę ci coś powiedzieć – chwycił moją rękę. Przeszły po mnie dreszcze – ja i Grace udawaliśmy, żeby.... – nagle się skrzywił się z bólu.
- Tak wiem, Niall. My też udawaliśmy – zaśmiałam się.
- To kompletnie nie ma sensu – próbował się zaśmiać, ale zaraz znów pojawił się na jego twarzy grymas od bólu – dlaczego mnie tak tu boli? – wskazał na swoją klatkę piersiową.
- Masz złamane żebro – wyjaśniłam mu.
- Tak? A co się stało? – zapytał, a ja nie mogłam się powstrzymać od śmiechu – co jest takiego śmiesznego?
- Przepraszam, ale przez to wstrząśnienie mózgu jesteś tak nieogarnięty, że aż uroczy – znów się zaśmiałam – potrącił cię samochód.
            Mocniej ścisnął moją ręke, patrzyliśmy sobie w oczy. Nagle przerwał nam Harold, który niespodziewanie wpadł do pokoju.
- O już się obudziłeś. HA, HA! – podbiegł do niego – musieliśmy przez ciebie odwołać całą trasę koncertową, ale nie martw się, jak tylko wyjdziesz stąd, jedziemy do ciebie do Mullingar!!! Twoja mama trochę się zestresowała i wiesz teraz chce cię koniecznie zobaczyć.
- Poczekaj przestałem kontaktować po „o już się obudziłeś” – powiedział cicho Niall.
- Ach no tak wstrząśnienie mózgu. Ty i tak już jesteś nieźle wstrząśnięty – zaśmiał się i poklepał go po złamanej nodze, Niall jęknął z bólu, aż miał łzy w oczach.
- Oj Hazza uważaj, niech no ja tylko wyzdrowieje – wysyczał Irlandczyk, na co się zaśmiałam. Niall wciąż trzymał mnie za rękę.
- Przyniesiecie mi coś do picia? A no i troszkę zgłodniałem – jak zwykle Niall i jedzenie.
- Przykro nam stary, ale nie możesz ani pić, ani jeść. Dopiero wieczorem przyniosą ci kolacje – wytłumaczył mu loczek.
- ŻE CO?! – oburzył się, po czym skrzywił się z bólu.

|Harry|

            Wyszliśmy ze szpitala, dochodziła szósta wieczorem, dlatego postanowiliśmy pójść do jakiejś restauracji coś zjeść. Ellie została z Niall’em, który ją o to błagał, bo inaczej zanudzi się na śmierć. Choć Liam zapewniał nas, że znajdzie dobrą restaurację, skończyliśmy na McDonaldzie. Usiadłem oczywiście koło Zoey. Tak mnie do niej ciągnęło, choć była dla mnie trochę wredna, to jednak podobało mi się to. Byłem już znudzony tymi wszystkimi laskami, które lgnęły do mnie niczym rzepy do psa. Wystarczyło im powiedzieć jakiś słaby tekst, a one już rzucały mi się w ramiona. Dobra jestem gorący, ale znów bez przesady. Ona była inna, buntownicza. Pokazywała, że niczego się nie boi i że nic ją nie obchodzi, ale ja wiem, że w środku jest wrażliwą dziewczyną, która po prostu ustawia przed sobą tarczę, bo boi się komukolwiek zaufać. Lekko przysunąłem się do Zo. Udawała, że tego nie zauważyła, więc przysunąłem się jeszcze bardziej. Nim się obejrzałem leżałem już na ziemi. Dziewczyna głośno się ze mnie śmiała jak i cała reszta. Szybko się podniosłem i otrzepałem, usiadłem z powrotem. Uniosłem wysoko głowę i nie patrzyłem w jej stronę.
- Och, przepraszam, moje ty Hazziątko – stała się najdziwniejsza rzecz na świecie, pocałowała mnie w policzek.

|Grace|

            Weszłam do windy w naszym hotelu, spojrzałam na guziczki, jeden był podpisany „dach”. Przycisnęłam i czekałam aż dojadę na samą górę. Po paru minutach drzwi się otworzyły, przeszłam kawałek. Aby wyjść na dach musiałam jeszcze wyjść po schodach. Otworzyłam drzwi i przystawiłam cegiełką aby się nie zatrzasnęły. Choć potwornie boję się wysokości to jestem coś w rodzaju masochistką. Tak samo jest z pająkami, boję się ich, ale gdy znajdę jednego to będę tak długo się na niego gapiła, aby dokładnie zbadać jego obrzydliwość. Podeszłam do krawędzi i spojrzałam w dół. Zakręciło mi się w głowie. Szybko się cofnęłam. Usiadłam na murku, wiał delikatny chłodny wiatr. Usłyszałam kroki. Chyba gościom jest zakazane przebywać na dachu. Lekko się wystraszyłam, co jeśli to ochrona, która chce mnie zgarnąć? Obróciłam się, a w drzwiach ujrzałam Zayn’a. Usiadł koło mnie.
- Przyszedłeś tu do mnie, czy może też jadąc windą z ciekawości nacisnąłeś najwyższy przycisk? – spytałam.
- Przyszedłem do ciebie – uśmiechnął się.
- Dobra to w takim razie skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
- Widziałem jak wchodzisz do windy.
- Jesteś jasnowidzem, że wiedziałeś, na które piętro jadę? – wypytywałam.
- Nie – zaśmiał się – nad drzwiami windy jest taka strzałka pokazująca, gdzie winda jedzie.
- No tak – zarumieniłam się – trochę głupio wyszło z tymi naszymi „związkami” – zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Hm – znów się uśmiechnął. Czy on musi robić w taki seksowny sposób? – Chciałbym wiedzieć o tobie troszkę więcej – przysunął się do mnie.
- Dobrze, jestem Grace Caligaris, a moim hobby jest malowanie...
- To wiem – westchnął.
- Wiesz o mnie wszystko – wzruszyłam ramionami, pokręcił głową – co chcesz posłuchać o mojej stukniętej rodzince?
- Tak – pokiwał głową. Westchnęłam.
- Mam świrniętego ojczyma, który zrobił mojej mamie pranie mózgu, przez co teraz staliśmy się wielce chrześcijańską rodzinką.
- A tobie to nie odpowiada.
- To nie tak. Wierzę, że jest coś po śmierci, ale moja mama po prostu nie jest już sobą. Kiedyś chodziła do klubu z koleżankami, a teraz to jest „niewskazane”.
- Rozumiem – lekko się uśmiechnął.
- Co cię tak nagle wzięło na poznawanie mnie?
- Tak naprawdę dopiero dzisiaj możemy spokojnie pogadać, bez tych nadpobudliwych orangutanów. Po za tym zależy mi na tobie i to nawet bardzo – znów zaczęłam się czerwienić – żadna dziewczyna jeszcze nie spowodowała, żebym był tak zdesperowany, żeby udawać związek z jej najlepszą przyjaciółką tylko po to, aby poczuła zazdrość – poczułam przyjemne ciepło w brzuchu. Chłopak zaczął się do mnie zbliżać, jego usta znalazły się na moich. Przyciągnął mnie mocniej do siebie, a pocałunek przerodził się w bardziej namiętny. Poczułam motyle w brzuchu.
            Długo jeszcze rozmawialiśmy, ale siedzieliśmy o wiele bliżej siebie. Ciągle się śmialiśmy, a nasze ręce ciągle były złączone.

|Leah|
            Siedziałam w pokoju chłopaków. Przekonałam się do ponownego zaprzyjaźnienia z Liam’em i wyszło mi to na dobre problem w tym, że zaczęłam czuć coś więcej, ale on patrzył na mnie tylko jak na przyjaciółkę.
     

                                                                                                                             

15 komentarzy, więc dodaję ^.^
Niezbyt mi się podoba, no ale przynajmniej Grace i Zayn wreszcie poszli o krok dalej ;P
A Niallowi w życiu nie zrobiłabym czegoś złego ;)
Czytajcie i komentujcie!!!
15 komentarzy = nowy rozdział 

 

wtorek, 10 kwietnia 2012

~ Rozdział Szesnasty ~


|Zoey| 26 Lipca

            Nareszcie dojechaliśmy do Birmingham. Hazza przez całą drogę mnie męczył zboczonymi gadkami, ale przyznam, że gdyby nie on byłoby mi nudno. Grace i Niall ciągle się ślinili, tak samo Ellie i Zayn. Obrzydlistwo. Coś mi to nie pasowało, że tak nagle zamieniły się swoimi ukochanymi, ale to nie moja sprawa. W tym mieście mieliśmy zostać dwa dni, ponieważ chłopcy musieli udzielić wywiadów do paru stacji radiowych. Parking otoczyło kilkadziesiąt fanek, piszczących i błagających chłopaków o podejście i zrobienie sobie zdjęcia. Dla mnie to była lekka przesada, rozumiem mieć idola i uważać, że jest całkiem przystojny, sama miałam kilku, ale to nie znaczy, żeby się drzeć na ich widok i myśleć, że naprawdę w przyszłości będą razem. Chłopcy bez zastanowienia poszli do swoich wielbicielek. Ellie i Leah poszły do hali.
- Zo musimy pogadać – Grace pociągnęła mnie za rękaw dżinsowej kurtki za bus.
- Co się stało? – zapytałam, gdy już się schowałyśmy tak, że nikt nas nie widział.
- Bo widzisz... To trochę dziwne, że nagle Zayn i Ellie są razem, dlatego ja i Niall postanowiliśmy, że będziemy udawać – szepnęła, a ja popatrzyłam na nią wyczekując na dalszy ciąg wypowiedzi – nie wiem co Ellie wyprawia, ale denerwuję mnie to, bo chyba mówiłam wam co myślę o Zayn’ie – wiedziałam, że coś mi tu nie pasuje.
- Czyli udajecie z Niall’em, aby wzbudzić w nich zazdrość? – pokiwała głową – a mówisz mi to ponieważ?
- Ponieważ jesteś moją najlepszą przyjaciółką? A także dlatego, że potrzebuję rady, nie wiem do końca co mam z tym zrobić – westchnęła.
- Skoro takie udawanie wam nie przeszkadza to... – nie dano mi dokończyć, bo jeden z pacanów złapał mnie za pośladki. Chwyciłam jego ręce w ostatniej chwili i przekręciłam w bolesny sposób.
- Harry lepiej stąd idź – ostrzegłam go.
- Dobrze tylko proszę puść – miał skwaszoną minę.
- Ale byłoby mi nudno bez ciebie – splotłam ręce na klatce piersiowej. Uśmiechnął się niewinnie i poszedł do reszty chłopaków.

                                                          ~ ******* ~

            Koncert się skończył, a że chłopcy nie byli zmęczeni pojechaliśmy do parku. Naprawdę ich nie rozumiałam, ja jestem padnięta po w-fie, na którym i tak już nic nie robimy, a co dopiero skakanie i śpiewanie bez przerwy przez półtorej godziny. Wychodząc z samochodu uderzyło mnie rześkie powietrze, dochodziła dwunasta w nocy. Słychać było szum samochodów. Na środku trawnika stała stara bramka do piłki nożnej, cały trawnik był otoczony wysokimi drzewami, które teraz kiwały się od delikatnego wiatru. Chłopcy oczywiście przyjechali tutaj, żeby sobie zagrać, dlatego jak zobaczyli tą starą bramkę o mało nie posikali się ze szczęścia. Zamiast oglądać ich grę wolałam rozejrzeć się jeszcze po parku. Po chwili Ellie wzięła mnie pod rękę i zaciągnęła trochę dalej, aby nikt nas nie słyszał.
- Dobra Zoey przejdę od razu do rzeczy... Ja i Zayn udajemy, żeby wkurzyć Niall’a i Grace – splotłam ręce na klatce piersiowej i pokręciłam głową z niedowierzania – co? – spytała niepewnie.
- Nic, nic – zaśmiałam się. Postanowiłam nic jej nie mówić, niech się męczą, może być z tego niezła zabawa. Oj Zoey jesteś genialna.

|Grace|

            Zanim usiadłam na mokrym trawniku podłożyłam sobie bluzę Hazzy. Usadowiłam się wygodnie, podsunęłam kolana pod brodę i wpatrywałam się w Zayn’a. Strzelił bramkę Liam’owi, cieszył się z tego jak dziecko, mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopcy się zamienili i to Zayn był bramkarzem. Nagle na mnie spojrzał, otworzył lekko buzię. Poczułam się niezręcznie, nagle Lou strzelił mu bramkę.
- Stary gramy tutaj! – krzyknął Louie i zaśmiał się. Po chwili dosiadła się do mnie Leah.
- Wszystko gra? – zapytała.
- Jasne, czemu miałoby nie być? – próbowałam być przekonująca.
- Marna z ciebie aktorka – odsłoniła swoje zęby. Nic więcej już mnie się nie dopytywała tylko siedziała cicho i patrzyła się na grę.
- Kiedy pierwszy raz spotkałaś Liam’a? – zapytałam.
- Na festynie świętującym wakacje w naszym przedszkolu, miałam jakieś pięć lat, a on sześć. Był w jednej grupie z moim bratem, a że byli najlepszymi przyjaciółmi to poznaliśmy się, bo nasi rodzice siedzieli przy jednym stoliku – znów dała jeden ze swoich ślicznych uśmiechów.
- Hej czy to moja bluza?! – krzyknął nagle Harry w moją stronę.
- Dobra to je lecę – zaśmiałam się i pobiegłam, loczek już mnie gonił. Nim się obejrzałam podniósł mnie i przewiesił przez ramię – zostaw mnie! – waliłam w jego plecy. W końcu postawił mnie na ziemi, ale niestety zaczął mnie gilgotać. Znudziło mu się i wrócił do gry, ja też postanowiłam, że się dołączę. Powiem szczerze, że szło mi naprawdę dobrze. W pewnym momencie się potknęłam i wylądowałam na trawie. Ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń, skorzystałam z niej, spostrzegłam, że to Zayn.
- Dzięki – mruknęłam i wycofałam się. Dostałam szansę szczelenia bramki Harr’emu. Z całej siły kopnęłam piłkę i trafiłam prosto w jego krocze. Wydał z siebie cichy jęk i skulił się na ziemi. Podbiegłam do niego.
- Harry! Boże tak cię przepraszam! To było niechcący – gadałam jak najęta.
- Co te laski ostatnio walą mnie po jajach, jesteście w spisku czy jak? – jęknął. Siedziałam przy nim w klęczki nie wiedząc co zrobić.
- Poczekaj, w samochodzie mam zimną colę, przyłożysz sobie – pobiegłam do auta. Wyciągnęłam napój i wróciłam do cierpiącego.
- Dzięki – lekko się uśmiechnął.
            Graliśmy jeszcze przez półtorej godziny oprócz Harr’ego i Zoey. Hazza był cierpiący, a Zoey jest po prostu leniwa. Choć Zo się przez chwilę sprzeciwiała to w końcu pozwoliła Harr’emu położyć głowę na jej kolanach. Koło drugiej znaleźliśmy się w naszym hotelu. Był ogromy i cały przeszklony. Recepcja była urządzona w nowoczesnym stylu, a ściany były pomalowane na zimne kolory. Praktycznie wszędzie stały kolorowe kwiaty, które ocieplały to wnętrze. Musiałyśmy z dziewczynami połączyć się w pary. Ze względu, że ja i Ellie ostatnimi czasy nie odzywamy się do siebie, miałam pokój z Le’ą. Weszłyśmy do środka.
- Wow – powiedziała cicho.
- Dokładnie – dodałam. Rozejrzałyśmy się. Jedna ściana oczywiście była cała ze szkła, dzięki czemu można było zobaczyć panoramę miasta. Na środku stało jedno, podwójne łóżko, które było ozdobione kolorowymi poduszkami. Leah była naprawdę zabawna, ciągle się wygłupiałyśmy i opowiadałyśmy sobie głupie historie. Pomogła mi na chwilę zapomnieć o Zayn’ie i Ellie.
            Około trzeciej wreszcie położyłyśmy się do łóżka. Leah bez problemu po niecałej minucie już spała, a ja wciąż się męczyłam. Zawsze przed snem przychodzą do mnie myśli o największych problemach. Najpierw myślałam o Zayn’ie. Byłam prawie pewna, że czuje do mnie to samo co ja do niego, ale widocznie się myliłam. Bolało mnie to i to potwornie. Następnie zaczęłam myśleć o tacie. Już we wrześniu wróci do Londynu. Chcę go spotkać. Mama ciągle trzymała go przy tym, że nie mam ochoty go widywać. Co jeśli nie będzie chciał mieć ze mną już nigdy żadnego kontaktu? Pytanie ciągle siedziało mi w głowie.

|Ellie| 27 Lipca

            Wszyscy siedzieliśmy w pokoju Liam’a, Zayn’a i Louis’a. Chłopcy właśnie wrócili z wywiadu i odpoczywali. Grace siedziała na drugim końcu pokoju, rozmawiając jak zwykle z Niall’em. Podeszłam do Zayn’a i usiadłam mu na kolanach, pocałował mnie w policzek.
- Idę po coś do żarcia, przy okazji rozejrzę się po mieście – Niall zerwał się z miejsce, wziął fioletową bluzę i wyszedł. Westchnęłam, tak bardzo za nim tęskniłam, ale on widocznie woli moją „przyjaciółkę”. Brakowało mi naszych śmiechów i wygłupów, a także po prostu zwykłej rozmowy. Uwielbiałam Malik’a, w końcu jest dla mnie jak brat, ale z nim nie dało się porozmawiać tak jak z blondynem. Mimo tych wszystkich wydarzeń wciąż miałam nadzieję, że wszystko będzie tak jak dawniej. Spojrzałam Grace w jej stalowo-niebieskie oczy, wyrażały żal i smutek. Wstałam z kolan mulata i poszłam do mini lodówki wyjąć sobie jakieś picie.
            Minęła godzina, z pokoju ulotnił się Liam. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam martwić się o Niall’a, który jeszcze nie wrócił. Powiedziałam wszystkim, że idę do siebie, zdrzemnąć się na chwilę.
            Męczyły mnie dziwne sny. Byłam na wojnie razem z tatą, byłam ubrana w moro i miała strzelbę tyle, że bez tego pstryczka, którym można strzelić. Tata mówił, żebym się nie martwiła, bo jestem z nim. Nagle pojawiły się przed nami ogromne nietoperze i musieliśmy w nie strzelać. Ja wzięłam jakiś kamień i rzuciłam w jednego. Nagle koło mnie pojawił się Niall krzyczący, że chce iść do Nandos, uspokajałam go mówiąc, że zaraz wszystko się skończy.
            Lekko otworzyłam oczy, ponieważ raziło mnie zachodzące słońce. Co za męczący sen, pomyślałam. Do pokoju nagle wpadła Grace.
- Co ty tu robisz? – zapytałam, ściągając brwi.
- Niall... On... – jej oczy wyglądały jak spodki kosmiczne. Wstałam, wyczekując aż dokończy zdanie – Niall miał wypadek Ellie. 

 __________________________________________________________________

No więc jest i szesnaście. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Zauważyłam, że bardzo lubicie Hazze i Zoey, co mnie bardzo cieszy, bo uwielbiam o nich pisać ^_^ 

Co do komentarzy to znów robię mały szantażyk                 15 komentarzy = nowy rozdział.
Piszcie swoje opinie, jeśli szybko się z tym uwiniecie, to mogę dodać następny rozdział naprawdę szybko, bo mam już napisany :P

Najbardziej ze wszystkiego dołuje mnie fakt, że jutro znów szkoła -_-


 

sobota, 7 kwietnia 2012

~ Rozdział Piętnasty ~


|Zoey| 25 Lipca

            Leżałam na złączonych krzesłach w wielkiej sali Bristol Hippodrome, chłopcy mieli próbę. Starałam się zdrzemnąć, niestety iPod mi się rozładował i musiałam słuchać tych ich pisków.
- It’s gotta be youuuuuuuu! – matko jedyna.
- Dobra chwila przerwy – zażądał menadżer. Nareszcie! Zamknęłam oczy i powoli odpływałam na Karaiby, gdy nagle ktoś mnie zrzucił z krzesła. Usłyszałam głośny śmiech tego pacana.
- Ooo Styles, lepiej uciekaj – mruknęłam. Podniosłam się i przeczesałam teren – gadać, gdzie polazł! – krzyknęłam do Liam’a i Louis’a.
- Nigdy! – odkrzyknął Lou.
- Jest za tamtym głośnikiem – wskazał mi Niall.
- Muahaha, to jest już koniec loczku! – zaśmiałam się i podbiegłam w jego stronę. Szybko się podniósł i dał susa w stronę przejścia między krzesłami. Zanim się obejrzał rzuciłam się na niego niczym modliszka kobieta na swojego partnera. Niestety nie miałam tych ciachaczy żeby obciąć mu głowę.
- Louuuu ratuj mnie!!! – krzyczał.
- To zbyt niebezpieczne! Przepraszam! – udawał płacz. Usiadłam na jego plecach okrakiem i zaczęłam go łaskotać.
- Nie, nie proszę!!
- Masz za swoje! Teraz czas na najgorszą broń!
- Nie zrobisz tego!
- A właśnie, że tak – pochyliłam się i chuchnęłam mu prosto do ucha. Zapiszczał jak dziewczyna, na jego rękach zauważyłam ciarki – no – wstałam z niego i poprawiłam się. Harold przewrócił się na plecy. Odwróciłam się od niego i ruszyłam w stronę dziewczyn. Nagle Harry podbiegł do mnie i pocałował w usta.
- Harry grabisz sobie! – odsunęłam go od siebie, po czym pstryknęłam go w nos, skrzywił się.
- Przepraszam, ale jak leżałem na plecach, to ty się odwróciłaś i widziałem twój tyłeczek w całej okazałości. Piękny wii... – nie dokończył, bo znów klepnęłam go w delikatne miejsce. Zgiął się w pół.
- Uważaj, jeśli dalej będziesz szczelał takimi odzywkami staniesz się bezpłodny – uśmiechnęłam się.
- Sorki – pisnął, a ja się zaśmiałam. Znów skierowałam się do dziewczyn.
- Będziemy tak siedzieć? Może pójdziemy napić się jakiejś kawki czy coś? – zapytałam.
- Tak, mam dość tych pisków – zaśmiała się Leah.
- Już cię lubię – mrugnęłam do niej.
            Pogoda niezbyt dopisywała, niebo było zachmurzone. Czuło się delikatną mżawkę, która przyprawiała o dreszcze. Wszystkie ciepło się ubrałyśmy i wyszłyśmy na spacer. Szłyśmy wąską uliczką, samochody przejeżdżały tam raz na półgodziny. Ciągle się śmiałyśmy i wspominałyśmy różne historie, mijając budynki z czerwonej cegły. Leah opowiedziała nam parę śmiesznych historii, które przydarzyły się jej i Liam’owi. Po paru minutach znalazłyśmy się na naszym pierwszym przystanku, Woodes Cafe. Weszłyśmy do środka, panowała tam miła atmosfera. Usiadłyśmy przy jednym ze stoliczków, a Ellie poszła po zamówienie. Zaczęłam bawić się telefonem Grace. Weszłam na folder ze zdjęciami. Nagle trafiłam na fotkę, gdzie ja i Harry całujemy się, a co najgorsze widać, że ten pocałunek bardzo mi się podoba. Nie kojarzyłam tego, było to na jakiejś imprezie. Najważniejsze, żeby to nie trafiło w ręce loczka, bo to może źle się skończyć.
            Wypiłyśmy po kawie, była już pora lunchu, więc nasze brzuchy domagały się jedzenia. Chłopcy napisali do nas, abyśmy wzięły im coś na wynos. Zapytałyśmy się kobiety stojącej za ladą, gdzie możemy zjeść coś dobrego. Powiedziała, że Browns jest nie daleko, a mają naprawdę dobre jedzenie, tak więc poszłyśmy w stronę wyznaczonej restauracji. Nagle pojawił się jakiś fotograf, który zrobił nam zdjęcie. Było to trochę dziwne. Zawsze z chłopakami staraliśmy się ich unikać. Starałyśmy nie zwracać na niego uwagi i iść w wyznaczonym nam kierunku. Zjadłyśmy pyszny lunch, wzięłyśmy chłopakom coś na wynos i ruszyłyśmy z powrotem.

|Ellie|

            Wieczorem, po koncercie, postanowiliśmy się trochę rozerwać i pójść do klubu. Chłopcy wzięli szybki prysznic, a my ubrałyśmy się w jakieś mniej wygodne ciuchy. Rozpuściłam włosy i podpięłam je wsuwką.
- Ostatni raz byłam w jakimś klubie nocnym chyba trzy lata temu – zaśmiała się Leah nakładając puder na policzek.
- Gotowe? – chłopcy nagle się pojawili.
- Wowciu Zo wyglądasz bosko. Mogę obejrzeć z bliska? – Harry poleciał do Zoey.
- Harry chcesz znów oberwać w krocze?
- Nie proszę! – krzyknął i stanął za Lou.

                                   ~ *** ~

            Weszliśmy do klubu. Jak wiadomo leciała głośna muzyka, a spoceni ludzie tańczyli blisko siebie. Louis, Niall i Grace poszli do baru po jakieś drinki. Harry, Zo, Leah i Liam poszli tańczyć. Zostałam sama z Zayn’em.
- Too co robimy? – zapytałam się mulata, na co on wzruszył ramionami, rozejrzał się dookoła i chyba kogoś zauważył.
- O choć tam są moi znajomi – pociągnął mnie w stronę jakiś kolesi. Przywitali się okrzykami typu goryli. Faceci. Zayn prawie zapomniał, ale w końcu przedstawił mnie swoim kolegom. Jeden nalał nam po kieliszku. Nie przepadałam za piciem, no ale skoro już mi nalali...
            Minęło trochę czasu, a my byliśmy już mocno wstawieni. Dosiadły się do nas jakieś laski. Zaczęliśmy grać w butelkę. Zayn kręcił i wypadło na mnie.

|Grace|

            Louis gdzieś się ulotnił, a ja i Niall szukaliśmy Zayn’a i Ellie. Wypiliśmy po parę drinków, dlatego było nam bardzo wesoło. W końcu znaleźliśmy naszych kompanów tyle, że całowali się. Poczułam ogromną złość kłębiącą się w środku mojego ciała. Spojrzałam na Niall’a też nie był zadowolony z tej sytuacji. Odsunęli się od siebie i spojrzeli prosto na nas. Skoro oni tak, to ja tak. Pociągnęłam blondyna za koszulkę i przycisnęłam jego usta do moich. Chyba zrozumiał o co mi chodzi, bo odwzajemnił pocałunek. Trochę jak całowanie brata.
- Idziemy tańczyć – pociągnęłam Irlandczyka w stronę parkietu. Po dwóch piosenkach poszliśmy w cichsze miejsce.
- Dobra to tak, udajemy, że jesteśmy razem ok.? – zapytał mnie chłopak.
- Tak – opowiedziałam krótko.

|Zayn|

            Ja i Ellie wyszliśmy na zewnątrz. Byłem wściekły, myślałem, że Grace coś do mnie czuje.
- Dobra Zayn, robimy tak. Jeśli okaże się, że są razem to udajemy, że my też ok.? – zapytała mnie Ellie.
- Tak jest siostro – przytaknąłem.
            Wróciliśmy do hotelu. Głowa potwornie mnie bolała. Rzuciłem się na łóżko i leżałem tak kilka minut. W końcu podniosłem się i poszedłem pod prysznic. Kiedy byłem już czysty i pachnący padłem na łóżko i nim się obejrzałem zasnąłem.
            Jechaliśmy wszyscy razem busem do Birmingham. Harry i Zoey jak zwykle o coś się przegadywali. Leah i Liam grali na xboxie, a ja siedziałem z Ellie patrząc się zabijającym wzrokiem w stronę przytulonych gołąbków, mianowicie Niall’a i Grace. Siedzieli pod jednym kocem i oglądali film na laptopie. Objąłem ramieniem Ellie i musnąłem jej policzek, dziewczyna położyła głowę na moich kolanach, a ja bawiłem się jej blond włosami. Nagle Grace szepnęła coś do ucha Niall’owi, on się zaśmiał i pocałował ją w usta. Czego on ma, a ja nie? No tak, ten przeklęty irlandzki akcent i niebieskie oczy.
- Ellie, skarbie co robimy? – zapytałem przyjaciółki odpowiednio głośno, aby wszyscy mnie usłyszeli.
- A co chcesz? – spojrzała na mnie, unosząc jedną brew do góry. Podniosła się, a ja pocałowałem ją namiętnie.
- Hej, hej, żadnych orgii tutaj ok.? – krzyknął do mnie Louis, na co wywróciłem moimi brązowymi oczętami. Za godzinę, będziemy w Birmingham, jakoś wytrzymam. Ellie wyplotła się z moich objęć i poszła do Liam’a i Lee. Niall jeszcze mocniej objął MOJĄ DZIEWCZYNĘ, a nie jego. Siedziałem tak i jak to mam zawsze w zwyczaju oglądałem po cichu czynności innych osób. Zauważyłem, że Louis siedział spokojnie, co było bardzo dziwne i patrzył na Lee z fascynacją, czyżby się zabujał?

|Grace|

            Irlandczyk mocno mnie tulił, dodatkowo byliśmy okryci kocem. Troszkę mnie przewiało wczoraj podczas naszego dziewczęcego spaceru, a że od blondyna buchało gorąco, to skorzystałam z okazji. Oglądaliśmy mdławą komedię romantyczną, ale ja głównie skupiałam się na mojej przyjaciółce i mulacie. Jak mogła tak po prostu sobie go zabrać, przecież mówiłam jej, że coś czuję do Zayn’a. Nagle czarnowłosy objął Ellie i pocałował ją w policzek, zmrużyłam oczy.
- Co powiesz na całusa? – szepnęłam na ucho Niall’owi, na co on się zaśmiał. Obrócił głowę w moją stronę i mnie pocałował. Przyznaję, dobrze całował i było z niego niezłe ciasteczko, tyle, ze nic do niego nie czułam, był dla mnie jak brat.

Troszkę namieszałam, ale mam nadzieję, że się wam spodoba :D
 Co myślicie o tych dwóch udawanych związkach?
Komentujcie jak zawsze :P

    






piątek, 6 kwietnia 2012

~ Rozdział Czternasty ~


                                                          /5 lat temu\

|Leah|

            Siedziałam nad biologią już drugą godzinę. Czy te męki kiedykolwiek się skończą? Usłyszałam krzyki dochodzące z ulicy. Podbiegłam do okna. Toby znów się z kimś bił. Zbiegłam szybko po schodach i wyszłam na ulicę. Mój brat stał nad chłopakiem, po czym kopnął go prosto w brzuch.
- Toby! – krzyknęłam, ale on nie przestawał. Szarpnęłam go za ramiona, odwrócił się do mnie i popchnął mnie tak, że aż upadłam na asfalt. Patrzył na mnie wściekły po czym zobaczyłam przerażenie w jego oczach. Podniosłam się i pociągnęłam go za rękę w stronę domu.
            Toby siedział na blacie w kuchni, a ja oczyszczałam jego zakrwawiony nos.
- Dlaczego go pobiłeś? – zapytałam w końcu.
- Jebaniec omotał sobie Danny wokół palca! Widziałem jak się całowali. Zerwała ze mną dzisiaj – nic nie odpowiedziałam. Ostatnio z Tobim jest coraz gorzej. Jego napady agresji stają się coraz częstsze. Zamyka się ciągle w pokoju, nie chce jeść. W dodatku tylko Liam dostał się do drużyny piłkarskiej, przez co znalazł sobie nowych kolegów. Ma mniej czasu dla mnie i mojego brata. Toby bardzo go teraz potrzebuje. Nos brata był już oczyszczony. Chłopak zeskoczył z blatu, mrucząc ciche „dzięki”. Poszedł na górę do swojej sypialni. Martwiłam się o niego. Rodziców ciągle nie było w domu, bo musieli jeździć na delegacje. Wyszłam na zewnątrz w celu przespacerowania się. Idąc ulicą zauważyłam znajomą sylwetkę.
- Lee! Nie powinnaś czasem uczyć się na jutrzejszy test? – uśmiechnął się mój przyjaciel.
- Liam, Toby teraz cię potrzebuje – od razu powiedziałam, nie zważając na jego pytanie.
- Teraz? – zapytał niechętnie.
- Tak teraz. Jest z nim coraz gorzej.
- Idę teraz na imprezę do Mik’a. Muszę poznać naszego sponsora.
- Myślałam, że mój brat jest twoim najlepszym przyjacielem – byłam wściekła – on cię nie zostawił, kiedy twój ojciec umarł, ale skoro sponsor i drużyna jest ważniejsza to idź do swoich nowych lepszych przyjaciół – prychnęłam i go wyminęłam.
- Leah to nie tak – zatrzymał mnie – pójdę się tylko przedstawić. Ile to potrwa pół godziny? Potem przyjdę do was, porozmawiam z Tobim i obejrzymy jakiś film co ty na to?
- Jak sobie chcesz – odwróciłam się od niego i poszłam dalej. Przespacerowałam się i wróciłam do domu. Ściągnęłam buty i poszłam na górę do pokoju brata. W środku nikogo nie było. Moje serce zaczęło mocniej bić. Zobaczyłam światło w szparze drzwi od łazienki. Zapukałam.
- Toby? – nie usłyszałam żadnej odpowiedzi – Toby? Wszystko gra? – mocniej uderzyłam w drzwi. Cisza. Nie wiedziałam co mam robić, cała się trzęsłam. Czułam, że coś jest nie w porządku. Zadzwoniłam do Liam’a. Nie odbierał, znów wybrałam jego numer. Usłyszałam huk w łazience. Podbiegłam do drzwi.
- Toby, błagam cię otwórz! – krzyczałam. Po paru minutach Liam w końcu raczył oddzwonić.
- Leah możesz przestać dzwonić? Muszę jeszcze poznać dwie osoby – usłyszałam jego zdenerwowany głos.
- Przepraszam, chciałam ci tylko powiedzieć, że twój przyjaciel zamknął się w łazience i nie daje żadnych oznak życia – powiedziałam prze łzy i się rozłączyłam. Próbowałam wszystkiego, ale drzwi ani drgnęły. Usłyszałam kroki. Koło mnie pojawił się Liam.
- Toby otwieraj drzwi! Jeśli znowu ćpasz, to źle się to dla ciebie skończy! – walił w drzwi.
- Co?! Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! – jak mógł nie poinformować mnie, że mój brat bierze narkotyki.
- Prosił mnie, żeby to zostało między nami – powiedział szybko. Cofnął się, po czym podbiegł i mocno uderzył w drzwi wywarzając je. Weszliśmy do środka, a tam zobaczyliśmy nie przytomnego Tobiego. Obydwoje podbiegliśmy do niego. Liam sprawdzał mu puls, a ja zadzwoniłam na pogotowie.

                                                                ~ *** ~

            Rodzice byli już w drodze. Ja i Liam staliśmy na korytarzu w szpitalu, nie odzywaliśmy się do siebie. Moje serce waliło jak głupie, ręce trzęsły mi się jakbym wypiła z dwadzieścia filiżanek kawy. Oczy Liam’a były zaczerwienione od płaczu. Staliśmy oparci o ścianę. W końcu podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego tors. Chłopak mocno objął mnie swoimi dłońmi. Podszedł do nas doktor.
- Pani jest siostrą Tobiego Montgomerego? – zapytał.
- Tak – trzymałam się kurczowo ręki Liam’a.
- Przepraszamy, nie mogliśmy nic już zrobić. Pański brat przedawkował i... – mój świat rozbił się na miliony kawałeczków. Jedyne co zobaczyłam to była ciemność. Poczułam jak osuwam się na kolana...

                                                                   /Teraz\

Wspomnienia. Podobne te najmniej przyjemne nasz mózg jakby zamazuje, abyśmy pamiętali je jak najmniej. To dlaczego tamten wieczór pamiętam doskonale? Siedziałam na kanapie w busie patrząc przez okno. Zaczął padać deszcz. Chłopcy spali, dochodziła dopiero siódma rano. Ja jakoś nie mogłam zasnąć. Liam przypominał mi dawne czasy, które były najlepszym okresem mojego życia. Bolało mnie to, bo tęskniłam za tymi wszystkimi chwilami. W głowie wciąż miałam pytanie, czy uda nam się znów być tak dobrymi przyjaciółmi jak kiedyś?

|Grace| 23 Lipca

            Moje relacje z mamą ostatnio były dosyć napięte. Ojczym za niedługo wracał ze swojej delegacji, a to oznaczało jeszcze większe piekło. Matka nie chciała mi nic powiedzieć o moim ojcu. Jedyne co wiedziałam to to, że wraca do Londynu. Jedno jest pewne muszę się z nim spotkać, pomyślałam. Minęło parę dni od wyjazdu chłopaków. Tęskniłam za nimi, zwłaszcza za jednym. Chyba się zakochałam, ciągle o nim myślę. Trochę rozmawialiśmy przez telefon. No dobra codziennie tak z godzinę. Nic nie wspominaliśmy o byciu razem, ale może to i dobrze. Kiedy on wróci, albo mi uda się do nich dołączyć, wszystko na spokojnie sobie wyjaśnimy.
            Patrzyłam zamarzona w łyżkę, z której powoli spływał miód z powrotem do słoika. Nagle z miłych rozmyślań wyrwała mnie Janette, nasza gosposia:
- A ty co, cedzisz miód? – uniosła jedną brew, a ja tylko się uśmiechnęłam – choć bardziej wygląda na to, że ktoś się zakochał – usiadła koło mnie przy stole.
- Po prostu jem sobie miód, nie mogę? – zaśmiałam się.
- Dobrze, dobrze. Ja wiem swoje – podeszła do piekarnika i wyciągnęła pachnące ciasto. Do kuchni wparowała mama:
- Grace?
- Tak? – zapytałam oschle.
- Ostatnio trochę się działo i pomyślałam, że powinnyśmy od siebie odpocząć. Wspominałaś coś o tej trasie twoich kolegów. Może pojedziesz do nich – na te słowa podskoczyłam jakbym została ukąszona przez osę – dzwoniłam też do mam Ellie i Zoey, które się zgodziły.
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek ci to powiem mamo, ale jesteś wspaniała – zaśmiałam się i pobiegłam na górę się pakować. Zadzwoniłam do dziewczyn, które też się cieszyły. Chłopaki będą jutro w Bristol, a my do nich dojedziemy. Niestety nikt nie mógł nas odwieść dlatego pozostał nam transport publiczny, z którym czasem ciężko bywa, ale przejazd autobusem miał trwać trzy godziny, także może nie będzie tak źle.

|Zoey| 25 Lipca

            Po trzech i pół godzinach byłyśmy w Bristol. Byłyśmy trochę zmęczone. Chłopcy wysłali po nas ochroniarza, który miał nas do nich zabrać. Po dwudziestu minutach jazdy znalazłyśmy się na parkingu wielkiej hali, w której miał się odbyć koncert. Ochroniarz wskazał nam tylko bus. Weszłyśmy do środka. Wszyscy zaczęli się cieszyć. Ellie i Niall zaczęli się do siebie tulić. Grace trochę niepewnie, ale w końcu zdecydowała się przytulić do Zayna. Oczywiście Harry podszedł do mnie i klepnął mnie w tyłek.
- Harry, żebym ja ciebie zaraz nie klepnęła w inne miejsce.
- Nie musisz klepać – uśmiechnął się zalotnie, a ja wywróciłam oczami. W pseudo salonie zauważyłam jeszcze jedną dziewczynę.
- Kto to? – zapytałam lokowatego.
- Leah, przyjaciółka Liam’a. Leah przyjdziesz tu do nas, chcę cię przedstawić mojej dziewczynie – uśmiechnęła się i podeszła do mnie.
- Hehe to nie jest mój chłopak, miło cię poznać, jestem Zoey – uścisnęłam jej rękę. Dziewczyna poszła do moich przyjaciółek, aby się przedstawić.
- Zo, może teraz nie jesteś moją dziewczyną, ale w przyszłości na pewno – Harry poruszał śmiesznie brwiami, a ja klepnęłam go w czułe miejsce. Zgiął się wpół i syknął z bólu.
- Mówiłam, że cię klepnę – zaczęłam się śmiać.
- Zapowiada się najlepsza trasa koncertowa jaką kiedykolwiek mieliśmy – starał się uśmiechać, ale wciąż stał skulony.


Znów muszę was przeprosić, że nie dodałam rozdziału, kiedy było 16 komentarzy. Jestem beznadziejna -.-

Co do rozdziału, to nie wiem czy dobrze napisałam o Tobim, dlatego musicie mi napisać co myślicie. 
Na razie nie ma żadnej akcji, myślę, że w następnym rozdziale będzie jej trochę więcęj.
Postanowiłam, że nie będę was już szantażować tymi komentarzami, ALE to nie znaczy, że macie przestać komentować!!!
Opinie są dla mnie naprawdę ważne, jeżeli wam coś nie podoba to też piszcie, bo wtedy to zmienię :D

Jeśli chcecie piszcie do mnie na gg: 41993332 :P

wtorek, 3 kwietnia 2012

~ Rozdział Trzynasty ~


|Leah| 2O Lipca

            Staliśmy tak przez chwilę i patrzyliśmy sobie w oczy. Choć głęboko we mnie pojawiło się pragnienie przytulenia go, nie zrobiłam tego. Po wszystkich wydarzeniach, które mnie spotkały, zaczęłam bardziej kierować się rozumem niż sercem. Każda cząstka mnie tęskniła za nim niemiłosiernie, ale wciąż stałam bez ruchu. Wyrządził mi okropną krzywdę zostawiając mnie wtedy, kiedy potrzebowałam go najbardziej.
- Lee... – szepnął. Widziałam zmieszanie w jego oczach.
- Myślałam, że już mnie nie poznasz – uniosłam jedną brew i splotłam ręce na klatce piersiowej.
- Ciebie nie da się zapomnieć – uśmiechnął się.
- Liam? Skąd się znacie? – spytał miło chłopak ubrany w bluzkę w paski.
- Znamy się z dzieciństwa. To jest siostra Tobiego... – zasmucił się. No tak, wiadomo, że musiał im wszystko powiedzieć. Na pewno dzielili się ze sobą każdym sekretem.
- Dobra, siadajcie bierzemy się za was – szybko zmieniłam temat. W środku wszystko mnie bolało od samego patrzenia na niego. Zawołałam jeszcze jednego fryzjera i wzięliśmy się do roboty. Reszta zespołu przedstawiła mi się grzecznie, choć w ich oczach widać było, że są z nich małe diabełki. Specjalnie zaczęłam najdalej od Liam’a, abym nie musiała z nim zamieniać ani jednego słowa. Ulżyło mi, gdy zobaczyłam, że Penny zaczyna układać fryzurę mojemu dawnemu przyjacielowi.
            Tak jak myślałam dzień trwał w nieskończoność. Trafiły nam się akurat bardzo kapryśne modelki. Nawet chłopcy mieli ich już dość, a dziewczyny były chude i ładne. Wciąż musiałam do nich podbiegać i im coś poprawiać. Liam wciąż na mnie zerkał, a ja na niego. Czułam się okropnie. Kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, którzy spotykali się każdego dnia. Nie miałam z nim kontaktu przez tak długi czas.
            W końcu czas pracy minął. Byłam wyczerpana, każdy krok przyprawiał mnie o ogromny ból pięt. Wypiłam chyba piętnaście kaw, przez co zaczęły mi się trząść ręce. Zebrałam z fotela torbę i bluzę. Pożegnałam się ze wszystkimi, mało kto się przejął tym, że już nie wrócę do tego studia.
            Szłam po chodniku wsłuchując się w szum samochodów. Tęskniłam za Londynem. Już wkrótce do niego wrócę, pomyślałam. Uwielbiałam pracować w tamtym studiu. Ludzie byli mili i zawsze pomocni. Niestety szef musiał przenieść mnie tutaj z powodu praktykantów. Nagle ktoś szarpnął moim ramieniem. Obróciłam się.
- Liam! Wystraszyłeś mnie! – krzyknęłam oburzona.
- Przepraszam, ale tak szybko uciekłaś – dyszał, widocznie biegł aż od studia – trochę dziwnie wyszło, ale skoro los dał nam szansę do spotkania skorzystajmy z tego.
- O czym chcesz porozmawiać? Hm? – prychnęłam – minęło pięć lat, nie mamy już nic sobie do powiedzenia – odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu.
- Myślisz, że nie żałuję? – próbował dorównać mojemu szybkiemu chodowi – ale po tym wszystkim nie potrafiłem spojrzeć ci w oczy...
- Przecież to nie twoje wina, że Toby popełnił samobójstwo – zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy.
- Gdybym wtedy nie poszedł na tą imprezę... Mógłbym go zatrzymać, pomóc – spuścił głowę.
- Widocznie tak miało się stać – nie wierzyłam temu co mówię.
- Nie! To był mój najlepszy przyjaciel, a ja go olałem, choć widziałem, że jest z nim coś nie tak! – na jego policzkach zauważyłam pojedyncze łzy. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam. Poczułam jego zapach. Tak bardzo tęskniłam za tym uściskiem.
- Każdy popełnia w życiu błędy Li. Wiesz o tym. Gdyby nie zrobił tego w ten dzień zrobił by to w inny, z nim było naprawdę cienko – jeszcze mocniej się we mnie wtulił.
- Choć minęło tyle lat to wciąż mnie to tak cholernie boli – mruknął – nie chciałem cię już widzieć, bo przypominasz mi go za każdym razem. Jesteście tak podobni. Tak bardzo tęskniłem.
- Ja też... – odsunęłam się od niego, nie za bardzo mu się to spodobało – ale Liam nie wiem czy możemy znów się przyjaźnić jak dawniej. Już nigdy nie będzie tak jak dawniej... Po za tym jutro wyjeżdżam.
- My też... – spuścił głowę – ale możemy do siebie dzwonić.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł...
- Będę cię odwiedzał w naszym mieście – podszedł do mnie.
- Po śmierci mamy, uciekłam od ojca do Londynu.
- Co? To dlaczego jeszcze cię tam nie spotkałem?
- Może dlatego, że to dosyć duże miasto, po za tym rzadko tam jestem, często mnie przenoszą – oznajmiłam – muszę już iść, jutro wyjeżdżam, a trzeba jeszcze się spakować. Może kiedyś spotkamy się w Londynie – powiedziałam i po prostu odeszłam.
 
                                              ~ *** ~

            Oczy same mi się zamykały. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła piąta rano, już dawno powinni po mnie przyjechać. Chłodny wiatr orzeźwiał moją twarz, słońce przebijało się przez niewielkie białe chmury. Pod mój hotel nareszcie przyjechał oczekiwany przeze mnie bus, który opisywał mi mój szef. Był naprawdę ogromny, w końcu mieszka w nim zespół, jedynym problemem było to, że nie wiedziałam jaki. Uwielbiam mojego szefa, ale czasem choć bardzo dużo gada to pomija najważniejsze rzeczy. Autobus zatrzymał się, a z niego wysiedli dwaj chłopcy, którzy byli mi bardzo znani.
- No popatrz to ta ślicznotka! – ucieszył się Harry i przytulił się do mnie, to samo zrobił Niall – Liam! Chodź tu! – na samą myśl, że znowu mam go spotkać moje serce od razu zaczęło mocniej bić. W wejściu pojawił się mój przyjaciel. Na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech, nie umiałam go nie odwzajemnić. Widocznie los dał nam szansę na odbudowanie naszych dawnych więzi. Może się myliłam, może będziemy mogli znów być przyjaciółmi tak jak kiedyś.
- Na razie jedziesz z nami do Glasgow, a potem będziesz jeździła z resztą ekipy, chyba, że będziesz chciała jeździć z nami. Zawsze jesteś u nas mile widziana – uśmiechnął się zalotnie Harry.
- Zastanowię się – powiedziałam.

|Liam|

            Podszedłem do drzwi, Harry ciągle mnie wołał. Na chodniku ujrzałem stojącą Leę. Trochę się zmieniła od kiedy ją widziałem. Minęło pięć lat to wiadome, że jest inna, wydoroślała. Jej proste, blond włosy sięgały już do żeber. Promienie słoneczne sprawiały, że błyszczały się jak słońce odbijające się na tafli wody. Urosła i to naprawdę dużo. Kiedyś ledwie sięgała mi do połowy ramienia. Choć była ubrana w zwykłe starte dżinsy i luźny sweter wyglądała ślicznie. Jej oczy były identyczne jak Tobiego. Rzadko spotykałem ludzi z tak ciemno zielonymi oczami. Szeroko się uśmiechnąłem, będziemy ze sobą spędzać dużo czasu, a to może spowodować, że znów będziemy przyjaciółmi tak jak kiedyś.


Sorry, że nie dodawałam choć było już dawno 15 komentarzy, ale nie miałam czasu z powodu nauki + jeszcze brak weny.
Rozdział trochę krótki, ale obiecujęże następny będzie dłuższy.
Jak zawsze piszcie co myślicie :)
16 komentarzy = nowy rozdział
xx