wtorek, 10 kwietnia 2012

~ Rozdział Szesnasty ~


|Zoey| 26 Lipca

            Nareszcie dojechaliśmy do Birmingham. Hazza przez całą drogę mnie męczył zboczonymi gadkami, ale przyznam, że gdyby nie on byłoby mi nudno. Grace i Niall ciągle się ślinili, tak samo Ellie i Zayn. Obrzydlistwo. Coś mi to nie pasowało, że tak nagle zamieniły się swoimi ukochanymi, ale to nie moja sprawa. W tym mieście mieliśmy zostać dwa dni, ponieważ chłopcy musieli udzielić wywiadów do paru stacji radiowych. Parking otoczyło kilkadziesiąt fanek, piszczących i błagających chłopaków o podejście i zrobienie sobie zdjęcia. Dla mnie to była lekka przesada, rozumiem mieć idola i uważać, że jest całkiem przystojny, sama miałam kilku, ale to nie znaczy, żeby się drzeć na ich widok i myśleć, że naprawdę w przyszłości będą razem. Chłopcy bez zastanowienia poszli do swoich wielbicielek. Ellie i Leah poszły do hali.
- Zo musimy pogadać – Grace pociągnęła mnie za rękaw dżinsowej kurtki za bus.
- Co się stało? – zapytałam, gdy już się schowałyśmy tak, że nikt nas nie widział.
- Bo widzisz... To trochę dziwne, że nagle Zayn i Ellie są razem, dlatego ja i Niall postanowiliśmy, że będziemy udawać – szepnęła, a ja popatrzyłam na nią wyczekując na dalszy ciąg wypowiedzi – nie wiem co Ellie wyprawia, ale denerwuję mnie to, bo chyba mówiłam wam co myślę o Zayn’ie – wiedziałam, że coś mi tu nie pasuje.
- Czyli udajecie z Niall’em, aby wzbudzić w nich zazdrość? – pokiwała głową – a mówisz mi to ponieważ?
- Ponieważ jesteś moją najlepszą przyjaciółką? A także dlatego, że potrzebuję rady, nie wiem do końca co mam z tym zrobić – westchnęła.
- Skoro takie udawanie wam nie przeszkadza to... – nie dano mi dokończyć, bo jeden z pacanów złapał mnie za pośladki. Chwyciłam jego ręce w ostatniej chwili i przekręciłam w bolesny sposób.
- Harry lepiej stąd idź – ostrzegłam go.
- Dobrze tylko proszę puść – miał skwaszoną minę.
- Ale byłoby mi nudno bez ciebie – splotłam ręce na klatce piersiowej. Uśmiechnął się niewinnie i poszedł do reszty chłopaków.

                                                          ~ ******* ~

            Koncert się skończył, a że chłopcy nie byli zmęczeni pojechaliśmy do parku. Naprawdę ich nie rozumiałam, ja jestem padnięta po w-fie, na którym i tak już nic nie robimy, a co dopiero skakanie i śpiewanie bez przerwy przez półtorej godziny. Wychodząc z samochodu uderzyło mnie rześkie powietrze, dochodziła dwunasta w nocy. Słychać było szum samochodów. Na środku trawnika stała stara bramka do piłki nożnej, cały trawnik był otoczony wysokimi drzewami, które teraz kiwały się od delikatnego wiatru. Chłopcy oczywiście przyjechali tutaj, żeby sobie zagrać, dlatego jak zobaczyli tą starą bramkę o mało nie posikali się ze szczęścia. Zamiast oglądać ich grę wolałam rozejrzeć się jeszcze po parku. Po chwili Ellie wzięła mnie pod rękę i zaciągnęła trochę dalej, aby nikt nas nie słyszał.
- Dobra Zoey przejdę od razu do rzeczy... Ja i Zayn udajemy, żeby wkurzyć Niall’a i Grace – splotłam ręce na klatce piersiowej i pokręciłam głową z niedowierzania – co? – spytała niepewnie.
- Nic, nic – zaśmiałam się. Postanowiłam nic jej nie mówić, niech się męczą, może być z tego niezła zabawa. Oj Zoey jesteś genialna.

|Grace|

            Zanim usiadłam na mokrym trawniku podłożyłam sobie bluzę Hazzy. Usadowiłam się wygodnie, podsunęłam kolana pod brodę i wpatrywałam się w Zayn’a. Strzelił bramkę Liam’owi, cieszył się z tego jak dziecko, mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopcy się zamienili i to Zayn był bramkarzem. Nagle na mnie spojrzał, otworzył lekko buzię. Poczułam się niezręcznie, nagle Lou strzelił mu bramkę.
- Stary gramy tutaj! – krzyknął Louie i zaśmiał się. Po chwili dosiadła się do mnie Leah.
- Wszystko gra? – zapytała.
- Jasne, czemu miałoby nie być? – próbowałam być przekonująca.
- Marna z ciebie aktorka – odsłoniła swoje zęby. Nic więcej już mnie się nie dopytywała tylko siedziała cicho i patrzyła się na grę.
- Kiedy pierwszy raz spotkałaś Liam’a? – zapytałam.
- Na festynie świętującym wakacje w naszym przedszkolu, miałam jakieś pięć lat, a on sześć. Był w jednej grupie z moim bratem, a że byli najlepszymi przyjaciółmi to poznaliśmy się, bo nasi rodzice siedzieli przy jednym stoliku – znów dała jeden ze swoich ślicznych uśmiechów.
- Hej czy to moja bluza?! – krzyknął nagle Harry w moją stronę.
- Dobra to je lecę – zaśmiałam się i pobiegłam, loczek już mnie gonił. Nim się obejrzałam podniósł mnie i przewiesił przez ramię – zostaw mnie! – waliłam w jego plecy. W końcu postawił mnie na ziemi, ale niestety zaczął mnie gilgotać. Znudziło mu się i wrócił do gry, ja też postanowiłam, że się dołączę. Powiem szczerze, że szło mi naprawdę dobrze. W pewnym momencie się potknęłam i wylądowałam na trawie. Ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń, skorzystałam z niej, spostrzegłam, że to Zayn.
- Dzięki – mruknęłam i wycofałam się. Dostałam szansę szczelenia bramki Harr’emu. Z całej siły kopnęłam piłkę i trafiłam prosto w jego krocze. Wydał z siebie cichy jęk i skulił się na ziemi. Podbiegłam do niego.
- Harry! Boże tak cię przepraszam! To było niechcący – gadałam jak najęta.
- Co te laski ostatnio walą mnie po jajach, jesteście w spisku czy jak? – jęknął. Siedziałam przy nim w klęczki nie wiedząc co zrobić.
- Poczekaj, w samochodzie mam zimną colę, przyłożysz sobie – pobiegłam do auta. Wyciągnęłam napój i wróciłam do cierpiącego.
- Dzięki – lekko się uśmiechnął.
            Graliśmy jeszcze przez półtorej godziny oprócz Harr’ego i Zoey. Hazza był cierpiący, a Zoey jest po prostu leniwa. Choć Zo się przez chwilę sprzeciwiała to w końcu pozwoliła Harr’emu położyć głowę na jej kolanach. Koło drugiej znaleźliśmy się w naszym hotelu. Był ogromy i cały przeszklony. Recepcja była urządzona w nowoczesnym stylu, a ściany były pomalowane na zimne kolory. Praktycznie wszędzie stały kolorowe kwiaty, które ocieplały to wnętrze. Musiałyśmy z dziewczynami połączyć się w pary. Ze względu, że ja i Ellie ostatnimi czasy nie odzywamy się do siebie, miałam pokój z Le’ą. Weszłyśmy do środka.
- Wow – powiedziała cicho.
- Dokładnie – dodałam. Rozejrzałyśmy się. Jedna ściana oczywiście była cała ze szkła, dzięki czemu można było zobaczyć panoramę miasta. Na środku stało jedno, podwójne łóżko, które było ozdobione kolorowymi poduszkami. Leah była naprawdę zabawna, ciągle się wygłupiałyśmy i opowiadałyśmy sobie głupie historie. Pomogła mi na chwilę zapomnieć o Zayn’ie i Ellie.
            Około trzeciej wreszcie położyłyśmy się do łóżka. Leah bez problemu po niecałej minucie już spała, a ja wciąż się męczyłam. Zawsze przed snem przychodzą do mnie myśli o największych problemach. Najpierw myślałam o Zayn’ie. Byłam prawie pewna, że czuje do mnie to samo co ja do niego, ale widocznie się myliłam. Bolało mnie to i to potwornie. Następnie zaczęłam myśleć o tacie. Już we wrześniu wróci do Londynu. Chcę go spotkać. Mama ciągle trzymała go przy tym, że nie mam ochoty go widywać. Co jeśli nie będzie chciał mieć ze mną już nigdy żadnego kontaktu? Pytanie ciągle siedziało mi w głowie.

|Ellie| 27 Lipca

            Wszyscy siedzieliśmy w pokoju Liam’a, Zayn’a i Louis’a. Chłopcy właśnie wrócili z wywiadu i odpoczywali. Grace siedziała na drugim końcu pokoju, rozmawiając jak zwykle z Niall’em. Podeszłam do Zayn’a i usiadłam mu na kolanach, pocałował mnie w policzek.
- Idę po coś do żarcia, przy okazji rozejrzę się po mieście – Niall zerwał się z miejsce, wziął fioletową bluzę i wyszedł. Westchnęłam, tak bardzo za nim tęskniłam, ale on widocznie woli moją „przyjaciółkę”. Brakowało mi naszych śmiechów i wygłupów, a także po prostu zwykłej rozmowy. Uwielbiałam Malik’a, w końcu jest dla mnie jak brat, ale z nim nie dało się porozmawiać tak jak z blondynem. Mimo tych wszystkich wydarzeń wciąż miałam nadzieję, że wszystko będzie tak jak dawniej. Spojrzałam Grace w jej stalowo-niebieskie oczy, wyrażały żal i smutek. Wstałam z kolan mulata i poszłam do mini lodówki wyjąć sobie jakieś picie.
            Minęła godzina, z pokoju ulotnił się Liam. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam martwić się o Niall’a, który jeszcze nie wrócił. Powiedziałam wszystkim, że idę do siebie, zdrzemnąć się na chwilę.
            Męczyły mnie dziwne sny. Byłam na wojnie razem z tatą, byłam ubrana w moro i miała strzelbę tyle, że bez tego pstryczka, którym można strzelić. Tata mówił, żebym się nie martwiła, bo jestem z nim. Nagle pojawiły się przed nami ogromne nietoperze i musieliśmy w nie strzelać. Ja wzięłam jakiś kamień i rzuciłam w jednego. Nagle koło mnie pojawił się Niall krzyczący, że chce iść do Nandos, uspokajałam go mówiąc, że zaraz wszystko się skończy.
            Lekko otworzyłam oczy, ponieważ raziło mnie zachodzące słońce. Co za męczący sen, pomyślałam. Do pokoju nagle wpadła Grace.
- Co ty tu robisz? – zapytałam, ściągając brwi.
- Niall... On... – jej oczy wyglądały jak spodki kosmiczne. Wstałam, wyczekując aż dokończy zdanie – Niall miał wypadek Ellie. 

 __________________________________________________________________

No więc jest i szesnaście. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Zauważyłam, że bardzo lubicie Hazze i Zoey, co mnie bardzo cieszy, bo uwielbiam o nich pisać ^_^ 

Co do komentarzy to znów robię mały szantażyk                 15 komentarzy = nowy rozdział.
Piszcie swoje opinie, jeśli szybko się z tym uwiniecie, to mogę dodać następny rozdział naprawdę szybko, bo mam już napisany :P

Najbardziej ze wszystkiego dołuje mnie fakt, że jutro znów szkoła -_-


 

sobota, 7 kwietnia 2012

~ Rozdział Piętnasty ~


|Zoey| 25 Lipca

            Leżałam na złączonych krzesłach w wielkiej sali Bristol Hippodrome, chłopcy mieli próbę. Starałam się zdrzemnąć, niestety iPod mi się rozładował i musiałam słuchać tych ich pisków.
- It’s gotta be youuuuuuuu! – matko jedyna.
- Dobra chwila przerwy – zażądał menadżer. Nareszcie! Zamknęłam oczy i powoli odpływałam na Karaiby, gdy nagle ktoś mnie zrzucił z krzesła. Usłyszałam głośny śmiech tego pacana.
- Ooo Styles, lepiej uciekaj – mruknęłam. Podniosłam się i przeczesałam teren – gadać, gdzie polazł! – krzyknęłam do Liam’a i Louis’a.
- Nigdy! – odkrzyknął Lou.
- Jest za tamtym głośnikiem – wskazał mi Niall.
- Muahaha, to jest już koniec loczku! – zaśmiałam się i podbiegłam w jego stronę. Szybko się podniósł i dał susa w stronę przejścia między krzesłami. Zanim się obejrzał rzuciłam się na niego niczym modliszka kobieta na swojego partnera. Niestety nie miałam tych ciachaczy żeby obciąć mu głowę.
- Louuuu ratuj mnie!!! – krzyczał.
- To zbyt niebezpieczne! Przepraszam! – udawał płacz. Usiadłam na jego plecach okrakiem i zaczęłam go łaskotać.
- Nie, nie proszę!!
- Masz za swoje! Teraz czas na najgorszą broń!
- Nie zrobisz tego!
- A właśnie, że tak – pochyliłam się i chuchnęłam mu prosto do ucha. Zapiszczał jak dziewczyna, na jego rękach zauważyłam ciarki – no – wstałam z niego i poprawiłam się. Harold przewrócił się na plecy. Odwróciłam się od niego i ruszyłam w stronę dziewczyn. Nagle Harry podbiegł do mnie i pocałował w usta.
- Harry grabisz sobie! – odsunęłam go od siebie, po czym pstryknęłam go w nos, skrzywił się.
- Przepraszam, ale jak leżałem na plecach, to ty się odwróciłaś i widziałem twój tyłeczek w całej okazałości. Piękny wii... – nie dokończył, bo znów klepnęłam go w delikatne miejsce. Zgiął się w pół.
- Uważaj, jeśli dalej będziesz szczelał takimi odzywkami staniesz się bezpłodny – uśmiechnęłam się.
- Sorki – pisnął, a ja się zaśmiałam. Znów skierowałam się do dziewczyn.
- Będziemy tak siedzieć? Może pójdziemy napić się jakiejś kawki czy coś? – zapytałam.
- Tak, mam dość tych pisków – zaśmiała się Leah.
- Już cię lubię – mrugnęłam do niej.
            Pogoda niezbyt dopisywała, niebo było zachmurzone. Czuło się delikatną mżawkę, która przyprawiała o dreszcze. Wszystkie ciepło się ubrałyśmy i wyszłyśmy na spacer. Szłyśmy wąską uliczką, samochody przejeżdżały tam raz na półgodziny. Ciągle się śmiałyśmy i wspominałyśmy różne historie, mijając budynki z czerwonej cegły. Leah opowiedziała nam parę śmiesznych historii, które przydarzyły się jej i Liam’owi. Po paru minutach znalazłyśmy się na naszym pierwszym przystanku, Woodes Cafe. Weszłyśmy do środka, panowała tam miła atmosfera. Usiadłyśmy przy jednym ze stoliczków, a Ellie poszła po zamówienie. Zaczęłam bawić się telefonem Grace. Weszłam na folder ze zdjęciami. Nagle trafiłam na fotkę, gdzie ja i Harry całujemy się, a co najgorsze widać, że ten pocałunek bardzo mi się podoba. Nie kojarzyłam tego, było to na jakiejś imprezie. Najważniejsze, żeby to nie trafiło w ręce loczka, bo to może źle się skończyć.
            Wypiłyśmy po kawie, była już pora lunchu, więc nasze brzuchy domagały się jedzenia. Chłopcy napisali do nas, abyśmy wzięły im coś na wynos. Zapytałyśmy się kobiety stojącej za ladą, gdzie możemy zjeść coś dobrego. Powiedziała, że Browns jest nie daleko, a mają naprawdę dobre jedzenie, tak więc poszłyśmy w stronę wyznaczonej restauracji. Nagle pojawił się jakiś fotograf, który zrobił nam zdjęcie. Było to trochę dziwne. Zawsze z chłopakami staraliśmy się ich unikać. Starałyśmy nie zwracać na niego uwagi i iść w wyznaczonym nam kierunku. Zjadłyśmy pyszny lunch, wzięłyśmy chłopakom coś na wynos i ruszyłyśmy z powrotem.

|Ellie|

            Wieczorem, po koncercie, postanowiliśmy się trochę rozerwać i pójść do klubu. Chłopcy wzięli szybki prysznic, a my ubrałyśmy się w jakieś mniej wygodne ciuchy. Rozpuściłam włosy i podpięłam je wsuwką.
- Ostatni raz byłam w jakimś klubie nocnym chyba trzy lata temu – zaśmiała się Leah nakładając puder na policzek.
- Gotowe? – chłopcy nagle się pojawili.
- Wowciu Zo wyglądasz bosko. Mogę obejrzeć z bliska? – Harry poleciał do Zoey.
- Harry chcesz znów oberwać w krocze?
- Nie proszę! – krzyknął i stanął za Lou.

                                   ~ *** ~

            Weszliśmy do klubu. Jak wiadomo leciała głośna muzyka, a spoceni ludzie tańczyli blisko siebie. Louis, Niall i Grace poszli do baru po jakieś drinki. Harry, Zo, Leah i Liam poszli tańczyć. Zostałam sama z Zayn’em.
- Too co robimy? – zapytałam się mulata, na co on wzruszył ramionami, rozejrzał się dookoła i chyba kogoś zauważył.
- O choć tam są moi znajomi – pociągnął mnie w stronę jakiś kolesi. Przywitali się okrzykami typu goryli. Faceci. Zayn prawie zapomniał, ale w końcu przedstawił mnie swoim kolegom. Jeden nalał nam po kieliszku. Nie przepadałam za piciem, no ale skoro już mi nalali...
            Minęło trochę czasu, a my byliśmy już mocno wstawieni. Dosiadły się do nas jakieś laski. Zaczęliśmy grać w butelkę. Zayn kręcił i wypadło na mnie.

|Grace|

            Louis gdzieś się ulotnił, a ja i Niall szukaliśmy Zayn’a i Ellie. Wypiliśmy po parę drinków, dlatego było nam bardzo wesoło. W końcu znaleźliśmy naszych kompanów tyle, że całowali się. Poczułam ogromną złość kłębiącą się w środku mojego ciała. Spojrzałam na Niall’a też nie był zadowolony z tej sytuacji. Odsunęli się od siebie i spojrzeli prosto na nas. Skoro oni tak, to ja tak. Pociągnęłam blondyna za koszulkę i przycisnęłam jego usta do moich. Chyba zrozumiał o co mi chodzi, bo odwzajemnił pocałunek. Trochę jak całowanie brata.
- Idziemy tańczyć – pociągnęłam Irlandczyka w stronę parkietu. Po dwóch piosenkach poszliśmy w cichsze miejsce.
- Dobra to tak, udajemy, że jesteśmy razem ok.? – zapytał mnie chłopak.
- Tak – opowiedziałam krótko.

|Zayn|

            Ja i Ellie wyszliśmy na zewnątrz. Byłem wściekły, myślałem, że Grace coś do mnie czuje.
- Dobra Zayn, robimy tak. Jeśli okaże się, że są razem to udajemy, że my też ok.? – zapytała mnie Ellie.
- Tak jest siostro – przytaknąłem.
            Wróciliśmy do hotelu. Głowa potwornie mnie bolała. Rzuciłem się na łóżko i leżałem tak kilka minut. W końcu podniosłem się i poszedłem pod prysznic. Kiedy byłem już czysty i pachnący padłem na łóżko i nim się obejrzałem zasnąłem.
            Jechaliśmy wszyscy razem busem do Birmingham. Harry i Zoey jak zwykle o coś się przegadywali. Leah i Liam grali na xboxie, a ja siedziałem z Ellie patrząc się zabijającym wzrokiem w stronę przytulonych gołąbków, mianowicie Niall’a i Grace. Siedzieli pod jednym kocem i oglądali film na laptopie. Objąłem ramieniem Ellie i musnąłem jej policzek, dziewczyna położyła głowę na moich kolanach, a ja bawiłem się jej blond włosami. Nagle Grace szepnęła coś do ucha Niall’owi, on się zaśmiał i pocałował ją w usta. Czego on ma, a ja nie? No tak, ten przeklęty irlandzki akcent i niebieskie oczy.
- Ellie, skarbie co robimy? – zapytałem przyjaciółki odpowiednio głośno, aby wszyscy mnie usłyszeli.
- A co chcesz? – spojrzała na mnie, unosząc jedną brew do góry. Podniosła się, a ja pocałowałem ją namiętnie.
- Hej, hej, żadnych orgii tutaj ok.? – krzyknął do mnie Louis, na co wywróciłem moimi brązowymi oczętami. Za godzinę, będziemy w Birmingham, jakoś wytrzymam. Ellie wyplotła się z moich objęć i poszła do Liam’a i Lee. Niall jeszcze mocniej objął MOJĄ DZIEWCZYNĘ, a nie jego. Siedziałem tak i jak to mam zawsze w zwyczaju oglądałem po cichu czynności innych osób. Zauważyłem, że Louis siedział spokojnie, co było bardzo dziwne i patrzył na Lee z fascynacją, czyżby się zabujał?

|Grace|

            Irlandczyk mocno mnie tulił, dodatkowo byliśmy okryci kocem. Troszkę mnie przewiało wczoraj podczas naszego dziewczęcego spaceru, a że od blondyna buchało gorąco, to skorzystałam z okazji. Oglądaliśmy mdławą komedię romantyczną, ale ja głównie skupiałam się na mojej przyjaciółce i mulacie. Jak mogła tak po prostu sobie go zabrać, przecież mówiłam jej, że coś czuję do Zayn’a. Nagle czarnowłosy objął Ellie i pocałował ją w policzek, zmrużyłam oczy.
- Co powiesz na całusa? – szepnęłam na ucho Niall’owi, na co on się zaśmiał. Obrócił głowę w moją stronę i mnie pocałował. Przyznaję, dobrze całował i było z niego niezłe ciasteczko, tyle, ze nic do niego nie czułam, był dla mnie jak brat.

Troszkę namieszałam, ale mam nadzieję, że się wam spodoba :D
 Co myślicie o tych dwóch udawanych związkach?
Komentujcie jak zawsze :P

    






piątek, 6 kwietnia 2012

~ Rozdział Czternasty ~


                                                          /5 lat temu\

|Leah|

            Siedziałam nad biologią już drugą godzinę. Czy te męki kiedykolwiek się skończą? Usłyszałam krzyki dochodzące z ulicy. Podbiegłam do okna. Toby znów się z kimś bił. Zbiegłam szybko po schodach i wyszłam na ulicę. Mój brat stał nad chłopakiem, po czym kopnął go prosto w brzuch.
- Toby! – krzyknęłam, ale on nie przestawał. Szarpnęłam go za ramiona, odwrócił się do mnie i popchnął mnie tak, że aż upadłam na asfalt. Patrzył na mnie wściekły po czym zobaczyłam przerażenie w jego oczach. Podniosłam się i pociągnęłam go za rękę w stronę domu.
            Toby siedział na blacie w kuchni, a ja oczyszczałam jego zakrwawiony nos.
- Dlaczego go pobiłeś? – zapytałam w końcu.
- Jebaniec omotał sobie Danny wokół palca! Widziałem jak się całowali. Zerwała ze mną dzisiaj – nic nie odpowiedziałam. Ostatnio z Tobim jest coraz gorzej. Jego napady agresji stają się coraz częstsze. Zamyka się ciągle w pokoju, nie chce jeść. W dodatku tylko Liam dostał się do drużyny piłkarskiej, przez co znalazł sobie nowych kolegów. Ma mniej czasu dla mnie i mojego brata. Toby bardzo go teraz potrzebuje. Nos brata był już oczyszczony. Chłopak zeskoczył z blatu, mrucząc ciche „dzięki”. Poszedł na górę do swojej sypialni. Martwiłam się o niego. Rodziców ciągle nie było w domu, bo musieli jeździć na delegacje. Wyszłam na zewnątrz w celu przespacerowania się. Idąc ulicą zauważyłam znajomą sylwetkę.
- Lee! Nie powinnaś czasem uczyć się na jutrzejszy test? – uśmiechnął się mój przyjaciel.
- Liam, Toby teraz cię potrzebuje – od razu powiedziałam, nie zważając na jego pytanie.
- Teraz? – zapytał niechętnie.
- Tak teraz. Jest z nim coraz gorzej.
- Idę teraz na imprezę do Mik’a. Muszę poznać naszego sponsora.
- Myślałam, że mój brat jest twoim najlepszym przyjacielem – byłam wściekła – on cię nie zostawił, kiedy twój ojciec umarł, ale skoro sponsor i drużyna jest ważniejsza to idź do swoich nowych lepszych przyjaciół – prychnęłam i go wyminęłam.
- Leah to nie tak – zatrzymał mnie – pójdę się tylko przedstawić. Ile to potrwa pół godziny? Potem przyjdę do was, porozmawiam z Tobim i obejrzymy jakiś film co ty na to?
- Jak sobie chcesz – odwróciłam się od niego i poszłam dalej. Przespacerowałam się i wróciłam do domu. Ściągnęłam buty i poszłam na górę do pokoju brata. W środku nikogo nie było. Moje serce zaczęło mocniej bić. Zobaczyłam światło w szparze drzwi od łazienki. Zapukałam.
- Toby? – nie usłyszałam żadnej odpowiedzi – Toby? Wszystko gra? – mocniej uderzyłam w drzwi. Cisza. Nie wiedziałam co mam robić, cała się trzęsłam. Czułam, że coś jest nie w porządku. Zadzwoniłam do Liam’a. Nie odbierał, znów wybrałam jego numer. Usłyszałam huk w łazience. Podbiegłam do drzwi.
- Toby, błagam cię otwórz! – krzyczałam. Po paru minutach Liam w końcu raczył oddzwonić.
- Leah możesz przestać dzwonić? Muszę jeszcze poznać dwie osoby – usłyszałam jego zdenerwowany głos.
- Przepraszam, chciałam ci tylko powiedzieć, że twój przyjaciel zamknął się w łazience i nie daje żadnych oznak życia – powiedziałam prze łzy i się rozłączyłam. Próbowałam wszystkiego, ale drzwi ani drgnęły. Usłyszałam kroki. Koło mnie pojawił się Liam.
- Toby otwieraj drzwi! Jeśli znowu ćpasz, to źle się to dla ciebie skończy! – walił w drzwi.
- Co?! Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! – jak mógł nie poinformować mnie, że mój brat bierze narkotyki.
- Prosił mnie, żeby to zostało między nami – powiedział szybko. Cofnął się, po czym podbiegł i mocno uderzył w drzwi wywarzając je. Weszliśmy do środka, a tam zobaczyliśmy nie przytomnego Tobiego. Obydwoje podbiegliśmy do niego. Liam sprawdzał mu puls, a ja zadzwoniłam na pogotowie.

                                                                ~ *** ~

            Rodzice byli już w drodze. Ja i Liam staliśmy na korytarzu w szpitalu, nie odzywaliśmy się do siebie. Moje serce waliło jak głupie, ręce trzęsły mi się jakbym wypiła z dwadzieścia filiżanek kawy. Oczy Liam’a były zaczerwienione od płaczu. Staliśmy oparci o ścianę. W końcu podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego tors. Chłopak mocno objął mnie swoimi dłońmi. Podszedł do nas doktor.
- Pani jest siostrą Tobiego Montgomerego? – zapytał.
- Tak – trzymałam się kurczowo ręki Liam’a.
- Przepraszamy, nie mogliśmy nic już zrobić. Pański brat przedawkował i... – mój świat rozbił się na miliony kawałeczków. Jedyne co zobaczyłam to była ciemność. Poczułam jak osuwam się na kolana...

                                                                   /Teraz\

Wspomnienia. Podobne te najmniej przyjemne nasz mózg jakby zamazuje, abyśmy pamiętali je jak najmniej. To dlaczego tamten wieczór pamiętam doskonale? Siedziałam na kanapie w busie patrząc przez okno. Zaczął padać deszcz. Chłopcy spali, dochodziła dopiero siódma rano. Ja jakoś nie mogłam zasnąć. Liam przypominał mi dawne czasy, które były najlepszym okresem mojego życia. Bolało mnie to, bo tęskniłam za tymi wszystkimi chwilami. W głowie wciąż miałam pytanie, czy uda nam się znów być tak dobrymi przyjaciółmi jak kiedyś?

|Grace| 23 Lipca

            Moje relacje z mamą ostatnio były dosyć napięte. Ojczym za niedługo wracał ze swojej delegacji, a to oznaczało jeszcze większe piekło. Matka nie chciała mi nic powiedzieć o moim ojcu. Jedyne co wiedziałam to to, że wraca do Londynu. Jedno jest pewne muszę się z nim spotkać, pomyślałam. Minęło parę dni od wyjazdu chłopaków. Tęskniłam za nimi, zwłaszcza za jednym. Chyba się zakochałam, ciągle o nim myślę. Trochę rozmawialiśmy przez telefon. No dobra codziennie tak z godzinę. Nic nie wspominaliśmy o byciu razem, ale może to i dobrze. Kiedy on wróci, albo mi uda się do nich dołączyć, wszystko na spokojnie sobie wyjaśnimy.
            Patrzyłam zamarzona w łyżkę, z której powoli spływał miód z powrotem do słoika. Nagle z miłych rozmyślań wyrwała mnie Janette, nasza gosposia:
- A ty co, cedzisz miód? – uniosła jedną brew, a ja tylko się uśmiechnęłam – choć bardziej wygląda na to, że ktoś się zakochał – usiadła koło mnie przy stole.
- Po prostu jem sobie miód, nie mogę? – zaśmiałam się.
- Dobrze, dobrze. Ja wiem swoje – podeszła do piekarnika i wyciągnęła pachnące ciasto. Do kuchni wparowała mama:
- Grace?
- Tak? – zapytałam oschle.
- Ostatnio trochę się działo i pomyślałam, że powinnyśmy od siebie odpocząć. Wspominałaś coś o tej trasie twoich kolegów. Może pojedziesz do nich – na te słowa podskoczyłam jakbym została ukąszona przez osę – dzwoniłam też do mam Ellie i Zoey, które się zgodziły.
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek ci to powiem mamo, ale jesteś wspaniała – zaśmiałam się i pobiegłam na górę się pakować. Zadzwoniłam do dziewczyn, które też się cieszyły. Chłopaki będą jutro w Bristol, a my do nich dojedziemy. Niestety nikt nie mógł nas odwieść dlatego pozostał nam transport publiczny, z którym czasem ciężko bywa, ale przejazd autobusem miał trwać trzy godziny, także może nie będzie tak źle.

|Zoey| 25 Lipca

            Po trzech i pół godzinach byłyśmy w Bristol. Byłyśmy trochę zmęczone. Chłopcy wysłali po nas ochroniarza, który miał nas do nich zabrać. Po dwudziestu minutach jazdy znalazłyśmy się na parkingu wielkiej hali, w której miał się odbyć koncert. Ochroniarz wskazał nam tylko bus. Weszłyśmy do środka. Wszyscy zaczęli się cieszyć. Ellie i Niall zaczęli się do siebie tulić. Grace trochę niepewnie, ale w końcu zdecydowała się przytulić do Zayna. Oczywiście Harry podszedł do mnie i klepnął mnie w tyłek.
- Harry, żebym ja ciebie zaraz nie klepnęła w inne miejsce.
- Nie musisz klepać – uśmiechnął się zalotnie, a ja wywróciłam oczami. W pseudo salonie zauważyłam jeszcze jedną dziewczynę.
- Kto to? – zapytałam lokowatego.
- Leah, przyjaciółka Liam’a. Leah przyjdziesz tu do nas, chcę cię przedstawić mojej dziewczynie – uśmiechnęła się i podeszła do mnie.
- Hehe to nie jest mój chłopak, miło cię poznać, jestem Zoey – uścisnęłam jej rękę. Dziewczyna poszła do moich przyjaciółek, aby się przedstawić.
- Zo, może teraz nie jesteś moją dziewczyną, ale w przyszłości na pewno – Harry poruszał śmiesznie brwiami, a ja klepnęłam go w czułe miejsce. Zgiął się wpół i syknął z bólu.
- Mówiłam, że cię klepnę – zaczęłam się śmiać.
- Zapowiada się najlepsza trasa koncertowa jaką kiedykolwiek mieliśmy – starał się uśmiechać, ale wciąż stał skulony.


Znów muszę was przeprosić, że nie dodałam rozdziału, kiedy było 16 komentarzy. Jestem beznadziejna -.-

Co do rozdziału, to nie wiem czy dobrze napisałam o Tobim, dlatego musicie mi napisać co myślicie. 
Na razie nie ma żadnej akcji, myślę, że w następnym rozdziale będzie jej trochę więcęj.
Postanowiłam, że nie będę was już szantażować tymi komentarzami, ALE to nie znaczy, że macie przestać komentować!!!
Opinie są dla mnie naprawdę ważne, jeżeli wam coś nie podoba to też piszcie, bo wtedy to zmienię :D

Jeśli chcecie piszcie do mnie na gg: 41993332 :P

wtorek, 3 kwietnia 2012

~ Rozdział Trzynasty ~


|Leah| 2O Lipca

            Staliśmy tak przez chwilę i patrzyliśmy sobie w oczy. Choć głęboko we mnie pojawiło się pragnienie przytulenia go, nie zrobiłam tego. Po wszystkich wydarzeniach, które mnie spotkały, zaczęłam bardziej kierować się rozumem niż sercem. Każda cząstka mnie tęskniła za nim niemiłosiernie, ale wciąż stałam bez ruchu. Wyrządził mi okropną krzywdę zostawiając mnie wtedy, kiedy potrzebowałam go najbardziej.
- Lee... – szepnął. Widziałam zmieszanie w jego oczach.
- Myślałam, że już mnie nie poznasz – uniosłam jedną brew i splotłam ręce na klatce piersiowej.
- Ciebie nie da się zapomnieć – uśmiechnął się.
- Liam? Skąd się znacie? – spytał miło chłopak ubrany w bluzkę w paski.
- Znamy się z dzieciństwa. To jest siostra Tobiego... – zasmucił się. No tak, wiadomo, że musiał im wszystko powiedzieć. Na pewno dzielili się ze sobą każdym sekretem.
- Dobra, siadajcie bierzemy się za was – szybko zmieniłam temat. W środku wszystko mnie bolało od samego patrzenia na niego. Zawołałam jeszcze jednego fryzjera i wzięliśmy się do roboty. Reszta zespołu przedstawiła mi się grzecznie, choć w ich oczach widać było, że są z nich małe diabełki. Specjalnie zaczęłam najdalej od Liam’a, abym nie musiała z nim zamieniać ani jednego słowa. Ulżyło mi, gdy zobaczyłam, że Penny zaczyna układać fryzurę mojemu dawnemu przyjacielowi.
            Tak jak myślałam dzień trwał w nieskończoność. Trafiły nam się akurat bardzo kapryśne modelki. Nawet chłopcy mieli ich już dość, a dziewczyny były chude i ładne. Wciąż musiałam do nich podbiegać i im coś poprawiać. Liam wciąż na mnie zerkał, a ja na niego. Czułam się okropnie. Kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, którzy spotykali się każdego dnia. Nie miałam z nim kontaktu przez tak długi czas.
            W końcu czas pracy minął. Byłam wyczerpana, każdy krok przyprawiał mnie o ogromny ból pięt. Wypiłam chyba piętnaście kaw, przez co zaczęły mi się trząść ręce. Zebrałam z fotela torbę i bluzę. Pożegnałam się ze wszystkimi, mało kto się przejął tym, że już nie wrócę do tego studia.
            Szłam po chodniku wsłuchując się w szum samochodów. Tęskniłam za Londynem. Już wkrótce do niego wrócę, pomyślałam. Uwielbiałam pracować w tamtym studiu. Ludzie byli mili i zawsze pomocni. Niestety szef musiał przenieść mnie tutaj z powodu praktykantów. Nagle ktoś szarpnął moim ramieniem. Obróciłam się.
- Liam! Wystraszyłeś mnie! – krzyknęłam oburzona.
- Przepraszam, ale tak szybko uciekłaś – dyszał, widocznie biegł aż od studia – trochę dziwnie wyszło, ale skoro los dał nam szansę do spotkania skorzystajmy z tego.
- O czym chcesz porozmawiać? Hm? – prychnęłam – minęło pięć lat, nie mamy już nic sobie do powiedzenia – odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu.
- Myślisz, że nie żałuję? – próbował dorównać mojemu szybkiemu chodowi – ale po tym wszystkim nie potrafiłem spojrzeć ci w oczy...
- Przecież to nie twoje wina, że Toby popełnił samobójstwo – zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy.
- Gdybym wtedy nie poszedł na tą imprezę... Mógłbym go zatrzymać, pomóc – spuścił głowę.
- Widocznie tak miało się stać – nie wierzyłam temu co mówię.
- Nie! To był mój najlepszy przyjaciel, a ja go olałem, choć widziałem, że jest z nim coś nie tak! – na jego policzkach zauważyłam pojedyncze łzy. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam. Poczułam jego zapach. Tak bardzo tęskniłam za tym uściskiem.
- Każdy popełnia w życiu błędy Li. Wiesz o tym. Gdyby nie zrobił tego w ten dzień zrobił by to w inny, z nim było naprawdę cienko – jeszcze mocniej się we mnie wtulił.
- Choć minęło tyle lat to wciąż mnie to tak cholernie boli – mruknął – nie chciałem cię już widzieć, bo przypominasz mi go za każdym razem. Jesteście tak podobni. Tak bardzo tęskniłem.
- Ja też... – odsunęłam się od niego, nie za bardzo mu się to spodobało – ale Liam nie wiem czy możemy znów się przyjaźnić jak dawniej. Już nigdy nie będzie tak jak dawniej... Po za tym jutro wyjeżdżam.
- My też... – spuścił głowę – ale możemy do siebie dzwonić.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł...
- Będę cię odwiedzał w naszym mieście – podszedł do mnie.
- Po śmierci mamy, uciekłam od ojca do Londynu.
- Co? To dlaczego jeszcze cię tam nie spotkałem?
- Może dlatego, że to dosyć duże miasto, po za tym rzadko tam jestem, często mnie przenoszą – oznajmiłam – muszę już iść, jutro wyjeżdżam, a trzeba jeszcze się spakować. Może kiedyś spotkamy się w Londynie – powiedziałam i po prostu odeszłam.
 
                                              ~ *** ~

            Oczy same mi się zamykały. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła piąta rano, już dawno powinni po mnie przyjechać. Chłodny wiatr orzeźwiał moją twarz, słońce przebijało się przez niewielkie białe chmury. Pod mój hotel nareszcie przyjechał oczekiwany przeze mnie bus, który opisywał mi mój szef. Był naprawdę ogromny, w końcu mieszka w nim zespół, jedynym problemem było to, że nie wiedziałam jaki. Uwielbiam mojego szefa, ale czasem choć bardzo dużo gada to pomija najważniejsze rzeczy. Autobus zatrzymał się, a z niego wysiedli dwaj chłopcy, którzy byli mi bardzo znani.
- No popatrz to ta ślicznotka! – ucieszył się Harry i przytulił się do mnie, to samo zrobił Niall – Liam! Chodź tu! – na samą myśl, że znowu mam go spotkać moje serce od razu zaczęło mocniej bić. W wejściu pojawił się mój przyjaciel. Na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech, nie umiałam go nie odwzajemnić. Widocznie los dał nam szansę na odbudowanie naszych dawnych więzi. Może się myliłam, może będziemy mogli znów być przyjaciółmi tak jak kiedyś.
- Na razie jedziesz z nami do Glasgow, a potem będziesz jeździła z resztą ekipy, chyba, że będziesz chciała jeździć z nami. Zawsze jesteś u nas mile widziana – uśmiechnął się zalotnie Harry.
- Zastanowię się – powiedziałam.

|Liam|

            Podszedłem do drzwi, Harry ciągle mnie wołał. Na chodniku ujrzałem stojącą Leę. Trochę się zmieniła od kiedy ją widziałem. Minęło pięć lat to wiadome, że jest inna, wydoroślała. Jej proste, blond włosy sięgały już do żeber. Promienie słoneczne sprawiały, że błyszczały się jak słońce odbijające się na tafli wody. Urosła i to naprawdę dużo. Kiedyś ledwie sięgała mi do połowy ramienia. Choć była ubrana w zwykłe starte dżinsy i luźny sweter wyglądała ślicznie. Jej oczy były identyczne jak Tobiego. Rzadko spotykałem ludzi z tak ciemno zielonymi oczami. Szeroko się uśmiechnąłem, będziemy ze sobą spędzać dużo czasu, a to może spowodować, że znów będziemy przyjaciółmi tak jak kiedyś.


Sorry, że nie dodawałam choć było już dawno 15 komentarzy, ale nie miałam czasu z powodu nauki + jeszcze brak weny.
Rozdział trochę krótki, ale obiecujęże następny będzie dłuższy.
Jak zawsze piszcie co myślicie :)
16 komentarzy = nowy rozdział
xx

piątek, 30 marca 2012

~ Rozdział Dwunasty ~


|Grace| 18 Lipca

            Promienie słoneczne raziły moją zaspaną twarz. Z kim miałam spać tej nocy znów zadecydował rzut monetą. Co prawda grali bez Zayn’a, który gdzieś wyszedł bez słowa. „Zwycięzcą” został Harry. Cóż już wolę tego brudno – myślca niż chrapiącego Loui’ego lub pierdzącego Niall’a. Leżałam sobie, a moje myśli głównie skupiały się na Zayn’ie. Wszystko się teraz ułoży, pomyślałam. To prawda, że tylko jak widzę Zayn’a moje serce od razu mocniej bije, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Zastanawiało mnie, gdzie znikł Zayn na całą noc. Spojrzałam na śpiącego jeszcze loczka. Był w samych bokserkach. To i tak sukces, bo bardzo chciał spać bez niczego. Na szczęście Liam pomógł mi w negocjacjach. Przewróciłam się na plecy. Harry otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju. Spojrzał na mnie.
- Czy między nami coś zaszło tej nocy?
- Nie, zboczeńcu – odpowiedziałam, a on głośno westchnął z niezadowolenia.
- Szkoda – wstał i poszedł do łazienki. Zeszłam do kuchni.
- Witoj! – krzyknął mi do ucha Lou.
- Musisz tak krzyczeć? Co zrobiliście dobrego do jedzenia? – zapytałam, rozglądając się po kuchni.
- W sumie to nic... Czekamy na naszego kucharza Harolda – odpowiedział Niall.
- Może ja coś zrobię? Naleśniki? – spytałam, a oni zaczęli się cieszyć jak szczeniaki – tak w ogóle, gdzie jest Zayn? Już dwunasta – dodałam.
- Pewnie dalej śpi. Możesz potem iść go obudzić – powiedział Liam.
            Zrobiłam naleśniki, wyciągnęłam syrop klonowy, dżem i wszystkie inne dodatki do tego dania. Gdy wszyscy już jedli, poszłam na górę do pokoju mulata, aby go obudzić. Otworzyłam cicho drzwi i zajrzałam do środka. Na wprost od drzwierzy było łóżko, a w nim śpiący Zayn z jakąś laską. Ukłuło mnie w sercu, myślałam, że on coś do mnie czuje. Szybko wyszłam z pokoju i niechcący trzasnęłam drzwiami. Zeszłam na dół i zasiadłam między Harry’m, a Louis’em. Zaczęłam dźgać widelcem mojego biednego naleśnika. Dlaczego, kiedy zawsze myślę, że wszystko będzie dobrze to tak nie jest. Co zrobiłam, że teraz los się na mnie mści. Jak nie Jay, to moja matka, a teraz jeszcze Zayn. Harry zauważył moje przygnębienie:
- Coś się stało? – na jego odpowiedź w kuchni pojawił się Zayn ze swoją blond duperą. Wszyscy spojrzeli na nich. Loczkowaty mruknął tylko „wszystko jasne”.
- Cześć wam, to jest Alison – przedstawił nam ją Zayn. Wszyscy tylko pokiwali głowami bez entuzjazmu.
- To ja będę się zbierała. Pa skarbie – powiedziała do Zayn’a i pocałowała go w policzek. Zaczęłam jeszcze mocniej kroić naleśnika, że aż zrobiłam wielką czarną rysę na ich białym talerzu. Czarnowłosy zadowolony usiadł przy stole i zaczął jeść swoją porcję. Wstałam od stołu i podeszłam do blatu, na którym leżały moje tabletki. Siłowałam się z wieczkiem. W końcu Liam podszedł do mnie i otworzył pudełeczko bez problemu. Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym troski. To trochę mi pomogło.

|Zayn|

            W kuchni panowała dziwna atmosfera. Mój wzrok ciągle sprowadzał się na Grace. Podeszła do blatu i siłowała się pudełkiem. Wciąż uwielbiałem oglądać jak wykonuję jakiekolwiek czynności. Liam do niej podszedł i otworzył pudełko. Poczułem ukłucie w sercu. Już dziś wyjeżdżamy. Nie będę jej widział przez następne dwa tygodnie, a może i dłużej, nigdy nie wiadomo co nasz menadżer może sobie umyślić. Myślałem, że jeżeli pójdę na imprezę i wywrę jakąś laskę to to mi pomoże, ale nic z tego. Wciąż moje myśli głównie skupiały się na Grace.
            Około trzeciej Grace poszła do domu. Ze wszystkimi się wyciskała, na mnie nawet nie spojrzała. Wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Leżałem na łóżku z laptopem. Do pokoju wparował Liam.
- Puka się – powiedziałem oschle.
- Co z tobą?! – od razu krzyknął.
- A co ma być? – odpowiedziałem wciąż patrząc na ekran komputera.
- Ta laska dzisiaj? Myślałem, że czujesz coś do Grace – powiedział po czym usiadł na moim łóżku.
- Bo czuję, ale ktoś mi ją zgarnął – mruknąłem.
- Kto niby? – popatrzył na mnie zdziwiony.
- Ymm no ty – popatrzyłem na niego – widziałem was wczoraj.
- Zayn... To nie tak ona jest dla mnie jak siostra – próbował się tłumaczyć.
- Nie wiedziałem, że całujesz się z siostrami – odburknąłem.
- Nie byłem pewny swoich uczuć do niej, dlatego to zrobiłem. Zayn wiesz jak ona się teraz czuje? Powiedziałem jej co do niej czujesz, ona powiedziała, że też traktuje cię nie tylko jako przyjaciela – nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Wystarczyło, że tylko spojrzałem w oczy Liam’a, a on już mnie rozumiał. Wstał i poklepał mnie po ramieniu.
- Jesteś idiotą – powiedziałem do siebie, kiedy Liam wyszedł.

|Grace|

            Weszłam do domu jak gdyby nigdy nic. Skierowałam się już w stronę schodów, kiedy matka mnie zatrzymała mnie:
- Martwiłam się.
- Naprawdę? – prychnęłam. Wyrwałam się z jej uścisku i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Dostałam sms’a:
Zayn żałuje, uwierz mi : )
Był od Liam’a. Ta wiadomość wiele mi nie dała, chociaż w duchu pojawiła się iskierka nadziei.

                                           ~ *** ~

            Ja, Ellie i Zoey żegnałyśmy się z chłopakami. Ze wszystkimi tuliłam się mocno oprócz Zayn’a.
- Może kiedyś do was wpadniemy? – powiedziała Zoe.
- Byłoby super! Jesteście zawsze mile widziane – ucieszył się Niall tuląc do siebie chyba po raz tysięczny Ellie. W końcu chłopcy zaczęli wchodzić do ich busa. Zayn za nim wszedł, spojrzał na mnie. Stał tak chwilę w miejscu bez ruchu. Nagle podszedł do mnie i się przytulił. Trochę mnie to zdziwiło, ale kiedy poczułam jego zapach od razu mocniej się w niego wtuliłam. Po kilkunastu sekundach odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie. W jego oczach wyczytałam przeprosiny. Choć w sumie nie musiał mnie za nic przepraszać, bo przecież nie jesteśmy razem. Odwrócił się ode mnie i poszedł w stronę auta. Zatrzymał się jeszcze przed wejściem, po czym znów wrócił się do mnie i pocałował prosto w usta. Zamurowało mnie, nie spodziewałam się tego. Jego usta były takie miękkie. Choć było to tylko delikatne cmoknięcie to i tak byłam cała w skowronkach. Moje serce waliło jak szalone, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Chwilę później odsunął się ode mnie, seksownie się uśmiechnął i zaczął się cofać, ale wciąż był przodem do mnie. Kiwał lekko głową z zadowolenia. Wreszcie wsiadł do autobusu, z którego można było usłyszeć głośne „uuuu”.

|Leah| 2O Lipca

            Siedziałam w garderobie i malowałam jedną z modelek.
- Możesz być trochę delikatniejsza?! – spytała ostro.
- Gdybyś się nie wierciła to tak byłabym delikatniejsza – odgryzłam się.
- Chcesz zostać bez pracy? – uniosła jedną brew.
- I tak to mój ostatni dzień tutaj – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Dobra modelki są już gotowe? – zapytał mnie fotograf Alex.
- Tak ta jest ostatnia – popudrowałam ją jeszcze delikatnie i puściłam wolno.
- Przepraszam za tą, jest trochę kapryśna... – przepraszał mnie Al.
- Trochę? – zaśmiałam się.
- Idź teraz do drugiej garderoby. Jest tam zespół, który musisz trochę wymalować, no i poprawić fryzury.
- Tak jest! – krzyknęłam, a on klepnął mnie w tyłek. Wyszłam z pierwszej garderoby, musiałam przejść przez plan zdjęciowy, aby wejść do drugiej. W tle leciała już muzyka sprzyjająca robić zdjęcia. Szłam do rytmu muzyki. Otworzyłam drzwi, a w środku zastałam pięciu chłopaków. Jeden stanął i spojrzał na mnie jak wryty, ja z resztą też byłam zdziwiona. Nic, a nic się nie zmienił. Wciąż pamiętam jak zawieraliśmy przymierze nieskończonej przyjaźni, kiedy mieliśmy dziesięć lat.

Dodałabym ten rozdział o wiele wcześniej ale musiałam się trochę się zastanawić nad tym rozdziałem i nie za bardzo mi się podoba... Jak widzicie jest nowa postać mam nadzieję, że was trochę zainteresowała : )
Piszcie co myślicie C:
15 komentarzy = nowy rozdział
m

środa, 28 marca 2012

~ Rozdział Jedenasty ~


|Liam| 17 Lipca

Szybko podniosłem się do pozycji siedzącej. Znów ten przeklęty sen. Spojrzałem na zegarek, dochodziła piąta rano. Popatrzyłem na Grace, która też się przebudziła.
- Znów coś ci się śniło Liam? – zapytała trochę zaspanym głosem.
- Tak... Przepraszam, że cię obudziłem.
- Nie przepraszaj – uśmiechnęła się – i tak ciężko mi się spało - opadłem na poduszkę, Grace poszła za moim przykładem.
- Co jest takiego w tym śnie, że zawsze budzisz się w taki sposób? – szepnęła.
- To naprawdę długa historia... Może kiedyś ci opowiem, na razie nie jestem w stanie tego powiedzieć na głos... – powiedziałem i przymknąłem oczy – dlaczego nam nie powiedziałaś, że tak przeżywasz rozstanie z Jay’em? – zmieniłem temat.
- Nie chciałam się nad sobą użalać... Po za tym jest mi tak głupio. Wszyscy byli przeciwko niemu, a ja im nie wierzyłam tylko wmawiałam sobie, że jestem w nim zakochana.
- Każdy w życiu popełnia błędy, ja też popełniłem jeden wielki - wstałem – idę coś zjeść, raczej już nie zasnę – skierowałem się w stronę drzwi.
- Też pójdę, jestem głodna – podeszła do mnie. Uśmiechnąłem się. Schodząc na dół usłyszeliśmy głośne chrapanie.
- Matko, kto to? – zapytała, śmiejąc się.
- Louis. Między innymi dlatego ma pokój na dole – odpowiedziałem. Poszliśmy do kuchni, zajrzałem do lodówki – To tak do wyboru masz jajka, jajka lub jajka. Tak więc co lubisz najbardziej?
- Poczekaj trudny wybór... Może jajka? – zapytała.
- Dobrze, muszę się przyznać, że robię pyszną jajecznicę – mrugnąłem do niej.
- Naprawdę? To bardzo trudna potrawa do ugotowania... – zaczęła się śmiać.
- No wiem i na tym kończą się moje kucharskie umiejętności...

|Grace|

            Jedliśmy ciągle się śmiejąc i rozmawiając.
- Jutro już wyjeżdżacie? – spytałam.
- Tak, ale dopiero wieczorem. Będziemy musieli wszędzie poruszać busem, bo wszystkie loty są odwołane z powodu pogody.
- Cóż podejrzewam, że będziecie mieć przy tym dużo zabawy.
- O co się pokłóciłyście z Ellie? – nagle spytał.
- Zdenerwowała mnie. W ogóle do mnie nie dzwoni, ani nie odbiera, a potem ma jeszcze pretensje, że nic nie wie o mojej depresji – szybko odpowiedziałam.
- Rozumiem – do kuchni wpadł Louis:
- Jest szósta rano, ludzie ja śmiecie mnie budzić!
- Spokojnie, spokojnie – zaśmiał się Liam – przynajmniej będziesz miał długi dzień.
- No nie wiem. Mam nadzieję, że zostawiliście mi trochę jajecznicy – podszedł do patelni, na której nic już nie było. Ja i Liam spojrzeliśmy po sobie – co to ma być?! Nawet już nie pomyśleliście o mnie! – zajrzał do lodówki. Po długim zastanawianiu się wyciągnął jajka, które były jedynym produktem w lodówce.
            Przez resztę poranka oglądaliśmy w trójkę powtórki seriali, które zawsze lecą rano. Jako pierwszy dołączył do nas Niall krzycząc, że jest głodny.
- Zostawiłem ci trochę jajecznicy, bo ja myślę o innych w porównaniu do niektórych – spojrzał na nas morderczo.
- Sorry Lou, ale ja już wolę sam sobie coś przyrządzić. Twoje potrawy bywają niebezpieczne... – podsumował i poszedł do kuchni.
- Jesteście okropni – zrobił smutną minkę. Przytuliłam się do niego, na co od razu pojawił się mu uśmiech na twarzy. Godzinę później po schodach zaczął schodzić Harold, który nic na sobie nie miał. Louis i Liam zakryli mi oczy swoimi dłońmi.
- Harry! Zapomniałeś, że dzisiaj nocuje u nas dziewczyna?! – skarcił go Liam.
- No to co? Niech ogląda moje wdzięki – chociaż go nie widziałam to wiem, że miał na twarzy ten swój cwaniacki uśmieszek.
- Jesteś obrzydliwy, ja tu jem – usłyszałam głos blondyna. Po paru chwilach chłopcy opuścili ręce. Harry miał na sobie już dres.
            Około południa dopiero wstał Zayn, którego włosy wyglądały jakby go prąd pokopał. Harry i Niall poszli na zakupy. Do domu wpadły Ellie i Zoey.
- Słuchajcie Grace zaginęła! – powiedziały przejęte po czym spojrzały na mnie – Grace! To już nie łaska zadzwonić?
- Przepraszam, tak jakoś wyszło – wydukałam.
- To ja przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. To było głupie – Ellie podeszła do mnie i przytuliła. Odwzajemniłam uścisk.
- To już nieważne – powiedziałam.
            Resztę dnia spędziliśmy na leżakach w ogrodzie lub przed telewizorem. Wyjaśniłam dziewczyną, dlaczego nie wróciłam do domu. Na obiad postanowiłam, że przygotowałam mój specjał, którym zawsze wszyscy się zachwycają.
- Obiad! – krzyknęłam z kuchni. Wszyscy jak torpeda wpadli do pokoju i zasiedli przy stoliku. Na środek postawiłam talerz z mięsem i miskę z sałatką.
- Co to za mięso? – zapytał Zayn.
- Nie martw się to nie wieprzowina. Kurczak – poklepałam go po ramieniu.
- Trochę się boję – powiedział Louis.
- Ty lepiej się bój tego co będzie jeśli tego nie zjesz – groziłam mu. Wszyscy nałożyli sobie swoją porcję, tylko Niall od razu dał sobie podwójną porcje.
- To jest pycha!! – krzyknął blondyn z pełną buzią, wszyscy krzyknęli, że się z nim zgadzają.
- Z czego robisz ten sos? – zapytał Harry.
- Tajemnica – odpowiedziałam szybko.
- No przestań. Musisz mi powiedzieć – zrobił szczenięce oczy.
- Przykro mi nie powiem ci – wzruszyłam ramionami.
            Po obiado – kolacji wszyscy usiedli przed telewizorem. Ja postanowiłam pójść na zewnątrz. Siedziałam sobie na leżaku i wdychałam świeże powietrze. Po chwili ktoś usiadł koło mnie.
- Ładna pogoda jak na Londyn – usłyszałam głos Liam’a.
- To prawda – uśmiechnęłam się.
- Cieszę się, że pogodziłyście się z Ellie – powiedział, spojrzałam w jego brązowe oczy.
- No wiesz my nie umiemy gniewać się na siebie dłużej niż dzień.
- Znam to – odpowiedział. Zaczął się do mnie zbliżać, w końcu jego usta znalazły się na moich. Szybko się cofnął.
- Przepraszam – mruknął.
- Dobrze, że to zrobiłeś, bo inaczej nie wiedziałabym co dokładnie do ciebie czuję – odpowiedziałam. To prawda trochę mnie ciągnęło do Liam’a i miałam problem z określeniem moich uczuć do niego, ale teraz jestem w stu procentach pewna, że jest dla mnie tylko i wyłącznie jak brat.
- Trochę jak całowanie siostry – zaśmiał się.
- Tak. To było dziwne.
- Po za tym widzę jak Zayn na ciebie patrzy nie zrobiłbym mu tego.
- Co?
- No nie mów mi, że tego nie widzisz. Zmieniłaś go. Kiedyś ciągle chodził na imprezy i wyrywał laski, a teraz? Nie pamiętam kiedy ostatni raz był w jakimś klubie – wyznał, a moje serce zaczęło mocniej bić. Do reszty chłopaków miałam pewność co do nich czuję tylko nie do niego. Raz traktowałam go jak przyjaciela, ale potem, gdy widziałam był dla mnie kimś więcej niż tylko dobrym przyjacielem?

|Zayn|

            Zobaczyłem jak Liam zbliża się do Grace, po czym całują się. Wyszedłem z domu wściekły. Chciałem jej to powiedzieć przed wyjazdem te cztery słowa „zakochałem się w tobie”. Ale teraz to wszystko nie ma sensu. Liam zgarnął mi ją sprzed nosa. Koniec tego Zayn. Zakochałeś się i wcale na dobre ci to nie wyszło. Czas wrócić do stanu imprezowicza. Skierowałem się w stronę jednego z pobliskich klubów.

 
Tak wiec dzis troche krótszy niż zwykle. Nie wiem co mam myśleć o tym rozdziale także piszcie komentarze ^^
Tak w ogóle dziekuje za 4.200 wejsc i tyle komentarzy ; D

PS. Misia nie wariuj już z tymi anonimami jasne? ; )

15 komentarzy = nowy rozdział

poniedziałek, 26 marca 2012

~ Rozdziłał Dziesiąty ~


|Grace| 16 Lipca

            Podeszłam do ściany najciszej jak potrafiłam i przysłuchałam się rozmowie:
- Dzwonił do ciebie? – niedowierzała ciotka.
- Tak, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć... – moja mama odpowiedziała.
- Widać, że się nie poddaje. Pytał się o nią? – powiedziała ciocia.
- Po to głównie dzwonił, to już pięć lat... – mój ojciec odszedł pięć lat temu, pomyślałam. Ale przecież matka mówiła, że on nie chcę mieć z nami żadnego kontaktu.
- W końcu to jej ojciec... – ciotka wypowiedziała te słowa z pogardą.
- Musiałam ją okłamać, nie mogła wiedzieć, że ojciec pisał do niej listy, dzwonił, bo...
- Bo co? Mamo – przerwałam jej.
- Grace. Myślałam, że wrócisz później...
- Dlaczego mnie okłamywałaś? Dlaczego mówiłaś, że ojciec nie chce ze mną rozmawiać?! – poczułam łzy pod powiekami.
- Miał złe znajomości, nie wyznaję żadnej religii... – mama zaczęła wymieniać.
- Co religia? To nie jest kurwa powód, żeby przerywać moje kontakty z tatą!
- Wyrażaj się! – wcięła się ciotka. Matka chwyciła się za głowę.
- Uznałam, że tak będzie lepiej dla ciebie...
- Tak rzeczywiście, piękne życie z ojczymem, który robi ci pranie mózgu, chodzenie do szkoły sióstr dominikanek, gdzie nie można mieć nawet rozpuszczonych włosów. W dodatku w ogóle już was nie obchodzę! – krzyknęłam i wyszłam z domu. Po policzkach ciekły mi ciurkiem łzy. Myślałam, że go nie obchodzę, że nie chce mieć ze mną do czynienia, tyle lat cierpiałam z powodu odrzucenia, które w ogóle nie istniało.
Gdzie mam teraz iść? Zadałam sobie pytanie. Na pewno nie wrócę do tego budynku, który mam nazywać domem. Skierowałam się do parku. Musiałam ochłonąć.

|Ellie|

            Zadzwoniłam na dzwonek domowy chłopaków. Nikt nie otwierał. Nacisnęłam klamkę, było otwarte, więc legalnie sobie weszłam. Po przedpokoju walały się brudne ubrania, które ciągnęły się aż do salonu. Poszłam w stronę pokoju z telewizorem. Harry i Louis grali na xbox’ie, ciągle się o coś kłócąc. Zayn siedział na fotelu naburmuszony koło niego stał kosz na brudy. To stąd wzięły się te ciuchy.
- Patrzcie Elka przyszła! – uradował się Lou – wygrałem hahaha! Jesteś zerem! – krzyknął do loczka. A ten poszedł wściekły do kuchni – ELKA - znów się do mnie zwrócił.
- Tylko nie Elka jasne?! – podeszłam do niego z zaciśniętą pięścią.
- Przepraszam, tylko proszę nie bij! – skulił się w wiewiórkę, a ja się zaśmiałam.
- Co się stało Zaynowi? – spytałam.
- Wkurzył się bo pomyliliśmy jego bluzkę ze szmatą do podłogi, po czym ją wyrzuciliśmy. Zayn szukał jej w naszej otchłani brudu, więc przyciągnął za sobą ten kosz. Teraz próbuje uspokoić w sobie gniew.
- Yhym... – podsumowałam – Zayn, jesteście sławni wystarczy, że napiszesz do firmy, która ją zrobiła i przyślą ci nową...
- No przecież! – ucieszył się i pobiegł do laptopa w jadalni.
- Myślałem, że przyjdziesz z Grace – powiedział Louis.
- Trochę się posprzeczałyśmy... – mruknęłam – gdzie Niall? – zmieniłam szybko temat. Chłopak z ADHD już otwierał usta by coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy trzask drzwiami.
- JESTEŚMY!! – do salonu wpadł Liam z Niallem obładowani siatami. Gdy blondyn mnie zobaczył był trochę zmieszany.
- Musimy pogadać – powiedzieliśmy jednocześnie. Położył siatki na podłodze i wyjął paczkę żelek. Ruszyłam za nim do jego pokoju. Gdy tylko się tam znaleźliśmy, zamknęłam drzwi i obróciłam się w jego stronę. Staliśmy chwilę w ciszy. Po czym podeszłam do niego i po prostu się przytuliłam.
- Przepraszam cię, wszystko zniszczyłam i... – przerwał mi wpychając do mojej buzi misia żelka po czym odwzajemnił uścisk.
- Wiesz, że nie potrafię się na ciebie długo gniewać, ale proszę nie rób więcej takich numerów – poprosił.
- To się nie powtórzy – odpowiedziałam i mocniej się do niego wtulając. Brakowało mi tego.
- Dobra koniec tych czułości – odsunął się ode mnie i poczochrał moje włosy. Zmarszczyłam nos.
            Zeszliśmy na dół. Powyłupialiśmy się z chłopaki. Harry zrobił lazanie, więc nie mogłam odmówić. Gdy wszyscy skończyliśmy zadzwoniła moja mama i prosiła, żebym wracała już do domu. Choć z wielką niechęcią, pożegnałam się z chłopakami. Na dworze było już ciemno.

|Grace|

            Robiło się coraz chłodniej. Miałam na sobie tylko cienki sweterek, przez co nieprzyjemny wiatr chłodził moje ciało. Dostałam dreszczy. Pierwsze na myśl przyszła mi Ellie, ale nie miałam ochoty teraz z nią rozmawiać. Zoey opiekowała się  Beth, więc nie chciałam jej przeszkadzać. Pozostali mi tylko chłopcy. Ruszyłam w stronę ich domu.
            Droga ciągnęła się w nieskończoność. Cała trzęsłam się z zimna. W końcu zobaczyłam mój cel. Niepewnie zadzwoniłam na dzwonek. Po paru sekundach otworzył mi Lou w samych bokserkach w marchewki.
- Grace jak tyś się ubrała?! Na dworze pizga jak cholera, właź do środka! – rozkazał mi. Posłusznie przekroczyłam próg i poczułam przyjemne ciepło – Patafiany! Zbiórka w przedpokoju! – wszyscy zjawili się jak burza – nasza piękna niewiasta potrzebuje pomocy! Harry leć po jakiś koc i ciepły ciuch! Liam przygotuj herbatę lub kakao. Co wolisz słonko? – zwrócił się do mnie.
- Kakao – odpowiedziałam szybko.
- Kakao! – Liam pobiegł do kuchni – Niall zrób coś do jedzenia, a ty Zayn przytul tę damę, bo widać, że coś się stało – spojrzał na niego znacząco – ja muszę się ubrać – poleciał na górę. Co jak co, ale humor potrafił poprawić. Zayn chwycił mnie za rękę i pociągnął do salonu. Usiedliśmy na kanapie.
- Masz lodowate ręce! – krzyknął oburzony – co się stało? – zapytał nie puszczając moich rąk z czego się bardzo cieszyłam bo dawały mi przyjemne ciepło. Do salonu wszedł Harry. Pod pachą trzymał koc, a w rękach bluzę.
- Powstań! – powiedział władczym tonem. Podniosłam się niechętnie. Założyłam bluzę, pachniała perfumami Harolda. Zawinął mnie w koc, poczułam się jak w kokonie. Usiadłam z powrotem na kanapie. Niall przyniósł mi rosół, a Liam kakao. Wszyscy usiedli koło mnie. Dołączył do nas Loui już ubrany. Zajął fotel. Popatrzyli na mnie wyczekująco. Głośno westchnęłam i opowiedziałam im co zaszło w domu. Mieli zdziwione miny.
- Dobrze, że przyszłaś do nas – ciszę przerwał Harry.
- Mamy nadzieję, że zostajesz u nas na noc – dodał Liam – jest już późno.
- Jeśli to nie będzie kłopot – mruknęłam.
- Przestań kochana. Tylko będziesz musiała spać w moim pokoju, bo widzisz nasz pokój gościnny jest zawalony przez czyjeś ubrania... –  Lou spojrzał na Zayna.
- No co? Nie moja wina, że dostałem pokój z najmniejszą garderobą i że firmy odzieżowe mnie ubóstwiają i przysyłają ciągle nowe ubrania. A tak w ogóle, to myślę, że Grace najbezpieczniejsza będzie w m o i m pokoju – powiedział.
- Najbezpieczniejsza to ja będę na kanapie – powiedziałam jedząc cieplutki rosołek.
- Nie, nie, nie! – krzyknęli wszyscy razem. Zaczęli się kłócić.
- Hej, hej. Może rzucicie monetą? – zaproponowałam. Ich „eliminację” się zaczęły. W końcu wygrał Liam. Reszta krzyknęła oburzona. Wywróciłam oczami.
- Musisz zostać na drugą noc nie ma innej opcji – wzruszył ramionami Lou.
- Dobra zobaczymy – wzięłam pilota i włączyłam telewizor.
- Toooy Stooory!! Grace oglądamy – uradował się Liam. Reszta nie miała zbyt zadowolonych min. Zaśmiałam się. Skończyło się na tym, że oglądałam tylko ja i Liam, Zayn oczywiście spał. Harry i Lou siedzieli na twitcamie, a Niall się czymś obżerał i odpisywał fankom na twitterze. Pomogli mi w zapomnieniu o wszystkim co się dziś wydarzyło. Zadzwoniłam do naszej gosposi Janette, która przyniosła mi moje tabletki, przez co reszta dowiedziała się o mojej depresji. Na szczęście nie gniewali się długo. Janette obiecała nie mówić mojej mamie, gdzie jestem.
            Film się skończył. Liam rozkazał mi wziąć prysznic, bo brudasa do swojego łóżka wpuszczać nie będzie. Ruszyłam do wskazanej przez niego łazienki.
- Kto używa żelu truskawkowego?! – krzyknęłam. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- No co? Ładnie pachnie! – oburzył się Liam. Zaśmiałam się pod nosem. Myślę, że najlepszym lekiem na depresję byłoby wysłanie cierpiącego na tą chorobę do tego domu. Po paru dniach wyszedłby pełen szczęścia. Ze mną może być podobnie. Zanim zdążyłam się rozebrać ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę – powiedziałam. Zza drzwi wyjrzał Harry – coś się stało? - spytałam.
- Nic, nic, tylko przyniosłem ci ręczniki.
- Ale tu leży ich pełno – wskazałam na półkę.
- Lepiej ich nie używaj, dobrze ci radzę – popatrzył na mnie porozumiewawczo. Pokiwałam głową. Harry położył ręczniki na umywalce i wyszedł. Zamknęłam drzwi i weszłam pod prysznic. Gdy już byłam cała świeża i pachnąca truskawkami. Owinęłam się w ręcznik, który był bardzo króciutki. Super. Wyszłam z łazienki, przez korytarz akurat przechadzał się Harry.
- Krótszego ręcznika nie mogłeś mi dać? – spytałam sarkastycznie.
- Faceci nie potrzebują długich ręczników. Ciesz się, że dostałaś czysty. Po za tym mi to nie przeszkadza – te jego brudne myśli.
- Mam majtki, więc wiele nie zobaczysz – odgryzłam się. Na korytarz wszedł Zayn.
- No nie wiem nie zapominajmy o górze – pokazał na klatkę piersiową i spojrzał uśmiechnięty na Zayna.
- Górę już widziałem – powiedział zaspany Zayn, a ja skarciłam go wzrokiem.
- Co takiego?! – loczek się ożywił. Zayn teraz zrozumiał co powiedział.
- Hehe – mulat zaśmiał się nerwowo. Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy i weszłam do pokoju Liama.
- Dobra tu masz ubrania do spania – wskazał na spodnie dresowe i bluzkę – zaraz wracam, a ty się przebierz. Pokiwałam głową. Wyszedł, a ja szybko wskoczyłam w ciuchy. Zadowolona weszłam do milusiego łóżka. Po paru minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Wchodź – powiedziałam. Liam był pod prysznicem, tak wywnioskowałam z jego mokrych włosów i piżamie. Położył się koło mnie.
- Chce ci się spać? – spytałam.
- Nie bardzo, a tobie? – pokręciłam głową – to co oglądamy jakiś film? – zapytał.
- Dobra, ale co?
- No wiesz skoro już obejrzeliśmy jedynkę Toy Story.... – zaśmiałam się.
- Dobra w końcu obiecałam ci w Los Angeles, że obejrzymy wszystkie części – uradowany podbiegł do telewizora i go włączył. Obejrzeliśmy drugą część, po czym zasnęliśmy.


 
Z góry przepraszam za błędy, ale dzisiaj coś nie mogłam się skupić ; )
Domyślam się, że te wszystkie komentarze od anonimów to jedna osoba xD i powinnam je liczyć jako jeden komentarz, ale dobra. Dzięki ci anonimie C:
W następnym rozdziale, lub w jeszcze następnym pojawi się nowy bohater.
15 komentarzy = nowy rozdział